X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
more_horiz
Wiadomości

Skandal wokół słów prezydenta o Krymie, spięcie z Turcją. Dokąd zmierza Bułgaria po wyborach?

Ostatnia aktualizacja: 28.11.2021 12:45
- Wyniki wyborów w Bułgarii wskazują, że proces uwalniania państwa od negatywnych wpływów Kremla będzie stopniowo kontynuowany - mówi portalowi PolskieRadio24.pl dr Mateusz Seroka z Ośrodka Studiów Wschodnich. Punktem odniesienia dla zwycięskiej partii prezydenckiej jest Unia Europejska i NATO, a także inicjatywa Trójmorza - zaznacza.
Prezydent Bułgarii Rumen Radew; widok na parlament i plac z pomnikiem cara Aleksandra II w Sofii
Prezydent Bułgarii Rumen Radew; widok na parlament i plac z pomnikiem cara Aleksandra II w SofiiFoto: Shutterstock/ Ju1978/Circlephoto/ Anton Donev

Dr Mateusz Seroka z Ośrodka Studiów Wschodnich, komentując głośne słowa prezydenta Bułgarii Rumena Radewa na temat Krymu, potępione przez Komisję Europejską i ambasadę USA, o tym, jakoby półwysep był "rosyjski", zaznaczył, że polityk jeszcze w trakcie kampanii wycofał się ze swoich słów, tłumacząc, że miał na myśli faktyczną, a nie prawną sytuację i nieskuteczność Zachodu, jeśli chodzi o dążenie do przywrócenia tych terytoriów Ukrainie.

Bułgarii po drugiej turze wyborów prezydenckich sprawujący do tej pory urząd Rumen Radew otrzymał 66,7 proc. głosów, a rywalizujący z nim rektor Uniwersytetu Sofijskiego Anastas Gerdżikow - 31,82 proc.

Wybory parlamentarne, które zakończyły się tydzień wcześniej, przyniosły zwycięstwo partii Kontynuujemy Prmiany. Zamierza ona sformować koalicję razem z ugrupowaniem Jest Taki Naród (zwycięzcą poprzednich przedterminowych wyborów), Demokratyczną Bułgarią i Bułgarską Partią Socjalistyczną.

Ugrupowanie Kontynuujemy Przemiany nie zamierza prowadzić negocjacji koalicyjnych z partią GERB b. premiera Bojka Borysowa ani z partią Ruch na rzecz Wolności i Swobód (DPS).

Partia Kontynuujemy Przemiany otrzymała 25,7 proc. głosów, koalicja Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii (GERB) - 23 proc., reprezentujący mniejszość turecką Ruch na rzecz Praw i Swobód (DPS) - 13 proc., Bułgarska Partia Socjalistyczna - 10 proc., Jest Taki Naród Sławiego Trifonowa - 9,5 proc., Demokratyczna Bułgaria - 6 proc. Do parlamentu wejdzie też nacjonalistyczna, prorosyjska partia Odrodzenie, promująca m.in. hasła antyszczepionkowe (z poparciem 5 proc.).

Czytaj także

***

Więcej o wynikach wyborów, programach partii i ważnych momentach kampanii wyborczej w Bułgarii - w rozmowie. W czasie kampanii przed drugą turą wyborów prezydenckich doszło m.in. do spięcia w relacjach z Turcją, której ministerstwo spraw wewnętrznych Bułgarii zarzuciło wywieranie nacisków w kwestii wyborów, po tym gdy dobry wynik uzyskała oligarchiczna partia mniejszości tureckiej w Bułgarii. 

Więcej w rozmowie.

PolskieRadio24.pl: W Bułgarii sukcesem Rumena Radewa zakończyła się druga tura wyborów prezydenckich, a po wyborach parlamentarnych trwa formowanie nowej koalicji. Jak to przełoży się na nowy układ sił oraz podział kompetencji i wpływów?

Dr Mateusz Seroka (OSW): Prezydent ma spore uprawnienia, podobnie jak w Polsce, może np. wetować ustawy. Głowa państwa ma w Bułgarii szczególną rolę do odegrania, gdy wyznaczany jest rząd techniczny lub tymczasowy – wówczas prezydent powołuje taki gabinet i de facto decyduje o jego składzie. Jeśli zaś zwycięskie partie są w stanie sformować nowy rząd, oczywiście znacznie więcej kompetencji ma premier.

W tej kadencji zapowiada się synergia pomiędzy prezydentem a ugrupowaniem, które wygrało wybory parlamentarne, ponieważ jest ono de facto partią prezydencką.

Rumen Radew, prezydent Bułgarii, fot. Shutterstock// Ju1978 Rumen Radew, prezydent Bułgarii, fot. Shutterstock// Ju1978

Nie będzie zapewne poważnych konfliktów, podczas gdy wcześniej Bułgarię rozdzierał spór między dwoma silnymi  osobowościami, czyli prezydentem Rumenem Radewem i premierem Bojkiem Borysowem.

Formuje się zatem koalicja na czele z partią proprezydencką.

Powiązane z prezydentem ugrupowanie Kontynuujemy Przemiany to nowa partia. Została powołana do życia na około dwa miesiące przed wyborami przez dwóch byłych ministrów pierwszego rządu tymczasowego premiera Stefana Janewa, powołanego przez prezydenta Radewa. Kirił Petkow i Asen Wasilew byli odpowiednio ministrami gospodarki i finansów w rządzie technicznym.

Okazało się, że są bardzo popularni w społeczeństwie. W związku z tym wykorzystano tę popularność i czym prędzej utworzono partię.

Kontynuujemy Przemiany zawdzięcza wygrane wybory dwóm czynnikom. Po pierwsze, wyborcy byli zmęczeni ciągłymi głosowaniami, oczekiwali, że w końcu jedna z partii da im poczucie stabilności. Do tego patronem tego ugrupowania jest Radew, polityk bardzo popularny w Bułgarii i uznawany za osobę, która chce zrobić coś  dobrego dla kraju.

Po drugie, partia ta w swoim programie przejęła postulaty antykorupcyjne i antyoligarchiczne, z którymi występowały wcześniej partie antysystemowe, takie jak Jest Taki Naród, Demokratyczna Bułgaria, czy partia Powstań Bułgario! Nadchodzimy! byłej Rzeczniczki Praw Obywatelskich Mai Manołowej. Ta ostatnia dwukrotnie w tym roku dostawała się do parlamentu, a teraz to się nie udało, bo jej wyborcy odpłynęli do nowego ugrupowania.

Ugrupowanie Kontynuujemy Przemiany zwyciężyło, pokonując GERB, który stracił część elektoratu. W poprzednich wyborach przewaga zwycięskiej partii Sławiego Trifonowa nad drugim w kolejności GERB-em była nieznaczna, był to tylko jeden punkt procentowy.

Różnica między partią Kontynuujemy Przemiany a partią Borisowa wynosi trzy punkty procentowe. To także zwiększa szanse na powstanie nowego rządu

Inne partie, biorące udział w rozmowach koalicyjnych widzą, że ich wyniki są coraz gorsze, a zatem przy czwartych wyborach w ciągu roku mogłyby już nie dostać się do parlamentu.

W tej sytuacji z partią Kontynuujemy Przemiany rozmowy koalicyjne prowadzą zarówno Jest Taki Naród Trifonowa, Demokratyczna Bułgaria, jak i Bułgarska Partia Socjalistyczna. A zatem wszyscy przeciwnicy Borisowa z poprzedniej kadencji obecnie się jednoczą i próbują tworzyć rząd.

Wygląda na to, że partie, które zapoczątkowały nurt zmiany, oczyszczenia kraju z korupcji, utraciły częściowo elektorat na rzecz nowej partii… Nowe ugrupowanie przejęło też ich program.

Ugrupowania te utraciły łącznie ponad 700 tys. głosów na rzecz nowej partii Kontynuujemy Przemiany.

Jak scena polityczna Bułgarii pozycjonuje się względem Rosji? Przed drugą turą wyborów prezydenckich Ruman Radew oznajmił, że Krym jest rosyjski. Informacje o tym dotarły także do Polski. Po wyborach ta wypowiedź została potępiona przez ambasadę USA w Sofii. Na ile Rosja była obecna w kampanii?

Rosja nie pojawiała się w kampanii przed wyborami do parlamentu ani przed pierwszą turą wyborów prezydenckich. Słowa Radewa o Krymie padły podczas debaty przed drugą turą wyborów prezydenckich.

Ważne jest to, by przytoczyć całą wypowiedź. Radew najpierw powiedział, że Rosja nie jest dla Bułgarii modelem rozwoju państwa i gospodarki. Po czym, co jest przejawem typowego w Bułgarii establishmentowego myślenia, oświadczył, że mimo to trzeba się dogadywać z Rosją, bo "Krym de facto jest rosyjski".


Sofia: budynek parlamentu, pomnik "cara wyzwoliciela".  Shutterstock/Anton Donov Sofia: budynek parlamentu, pomnik cara Aleksandra II, fot. Shutterstock/Anton Donev

Tak jak mówił jakiś czas temu Łukaszenka…

Radew powiedział, że Krymem zarządza Rosja, a sankcje, które miały zmusić Moskwę do zmiany zachowania wobec Krymu, nie działają. Stąd - jak przekonywał - warto robić coś innego, tj. utrzymywać pragmatyczne stosunki z Rosją. Pragmatyzm wobec Rosji to typowy sposób myślenia establishmentu w Sofii.

Rywal Radewa, Gerdżikow, zareagował, mówiąc, że Krym przyłączono do Rosji nielegalnie, ale - co ciekawe - zgodził się z resztą postulatów, tj. że do Rosji trzeba mieć podejście pragmatyczne, a nie pogrążać się w rusofobii, od której obaj się odcinali.

Wynikało to z tego, że obaj rywale walczyli o część elektoratu wciąż odczuwającą sympatię do Rosji. W społeczeństwie bułgarskim jest wiele osób, głównie starszego pokolenia, które mają specyficzny stosunek do Moskwy. Te oświadczenia kierowane były właśnie do tej części elektoratu.

Moim zdaniem wynikało to z paniki, że Radew przegra drugą turę, gdy frekwencja będzie za niska.

Radew potem musiał się wycofywać z tego stwierdzenia, bo jeszcze przed końcem kampanii zareagowała na nie Komisja Europejska.

Prezydent Bułgarii odpowiedział zatem, że Krym jest bezprawnie okupowany, że jest tego w pełni świadomy, a chciał tylko powiedzieć, że Zachód jest nieskuteczny w misji odzyskiwania Krymu dla Ukrainy.

Jak widzimy, nie do pomyślenia byłaby już np. taka sytuacja, że Radew w czasie kampanii jedzie do Moskwy i mówi o nieskuteczności sankcji, co w przeszłości się zdarzało.

Przy okazji tej kampanii Bułgaria popadła także w konflikt dyplomatyczny z Turcją. Oskarżono Turcję o to, że sprzyja oligarchicznej  partii mniejszości tureckiej Ruchu na rzecz Praw i Wolności, która uzyskała bardzo dobry wynik, a szczególnie wśród diaspory z Turcji.

W czasie kampanii szef tej partii udał się do Turcji, nie wiadomo czego dokładnie dotyczyły jego rozmowy z tureckimi władzami. Potem okazało się, że ugrupowanie to uzyskało dobre wyniki i pojawiły się podejrzenia, że w wielu miejscach miały miejsce formy nacisku administracyjnego, by wyborcy udali się do konsulatów i zagłosowali na tą partię. Stronnicy Radewa obawiali się, że podobna mobilizacja diaspory Turków bułgarskich zaszkodzi reelekcji prezydenta. Oskarżenia o ingerencję w proces wyborczy padły ze strony bułgarskiego MSW, a Turcja w reakcji wezwała bułgarskiego ambasadora do MSZ w Ankarze i złożyła na jego ręce protest.

Skoro można w takim sposób jak Radew mówić o Krymie i zdobyć ponad 60 procent głosów, to pokazuje, że w społeczeństwie nie ma świadomości tego, jak agresywnie działa Rosja świadomości zagrożeń?

Dla Bułgarów nie jest to istotny temat. Wybrali Radewa, ponieważ postrzegają go jako człowieka, bez którego pewne przemiany polityczne by się nie rozpoczęły. Radew bardzo aktywnie zwalczał Bojka Borysowa. który w przekonaniu ogromnej większości społeczeństwa jest czarnym charakterem, do tego stopnia, że elektorat partii Demokratyczna Bułgaria, krytycznie nastawiona wobec Rosji, głosował w olbrzymiej większości za Radewem.

Społeczeństwo nie zdaje sobie zatem sprawy z zagrożeń ze strony Rosji?

Raczej nie zwrócono na tę wypowiedź dużej uwagi. Bułgarzy długo nie postrzegali Rosji jako zagrożenia. Część ludzi wciąż ma takie nastawienie, a w związku z tym w parlamencie znów będzie partia prorosyjska. Tym razem to Odrodzenie, która będzie niosło dalej sztandar rusofilski.

Nie wiadomo też, jak zachowa się Bułgarska Partia Socjalistyczna, czyli postkomuniści, którzy do tej pory byli najtrwalszym bastionem prorosyjskości. Pierwsze rozmowy koalicyjne mogą wskazywać na to, że jej politycy będą usiłowali wymuszać współpracę z Rosjanami np. w energetyce.

Nasuwa się pytanie, na jakim etapie jest Bułgaria, jeśli chodzi o proces, który opisał Pan w raporcie OSW, w którym zauważa Pan, że Bułgarzy zaczęli zauważać negatywny wpływ Kremla na swój kraj, mimo tradycyjnie bardzo dobrych relacji z Moskwą. Bułgaria zaczynała się wyzwalać od wpływów korupcyjnych, oligarchicznych z Rosji.

W mojej ocenie wyniki wyborów wskazują, że ten proces będzie kontynuowany. Jeśli przyjrzeć się programowi partii prezydenckiej, Rosja w nim w ogóle nie występuje. Punktem odniesienia są Unia Europejska, NATO, także - choć w mniejszym stopniu - inicjatywa Trójmorza.

Jeśli Rosja pojawiała się w kampanii, to pośrednio, jako znany sponsor korupcji czy oligarchii, czyli negatywnych zjawisk, z którymi m.in. partie antyestablishmentowe zobowiązały się walczyć.

Sama Rosja w trakcie kampanii na krótko obniżyła ceny gazu. Mogło mieć to związek z wyborami, ale być może wiązało się z tym, że w przyszłym roku Moskwa będzie negocjować kolejny kontrakt gazowy z Bułgarią i chciała się pokazać jako "konstruktywny partner".


PAP PAP

Czy są jakieś działania wiążące się z polityką wobec Rosji, których można się spodziewać?

Partia prezydencka podkreśla znaczenie współpracy w sektorze energetycznym z Grecją, bo na tym kraju opierają się projekty dywersyfikacyjne w Bułgarii. Oponuje przeciw temu Bułgarska Partia Socjalistyczna, ale jeszcze nie wiadomo, jak silna będzie ich pozycja w nowym rządzie.

Inna kwestią jest, że Zachód reaguje na to, co dzieje się w Bułgarii. Nie do pomyślenia jest już sytuacja, jak po ataku na Skripala, gdy Sofia nie wydaliła dyplomatów Rosji w geście solidarności z Londynem. Wskazują na to ostre reakcje na słowa Radewa ze strony ambasady USA i KE. Radew i inni politycy bułgarscy nie mają już takiej "przestrzeni" jak kiedyś, gdy jeździli do Moskwy i krytykowali sankcje, a Zachód zazwyczaj milczał.

W wyborach w Bułgarii występował też problem kupowania głosów.

Tak, pojawia się on regularnie, między innymi podejmuje się takie działania w skupiskach ludności romskiej czy mniejszości tureckiej.

 

 

 

Z dr. Mateuszem Seroką (OSW) rozmawiała Agnieszka Marcela Kamińska, Polskieradio24.pl 

Czytaj także

Szpiedzy, eksplozje, trucizna, korupcja. Rosja zraziła do siebie Bułgarów, dostrzegli zły wpływ Kremla na swój kraj

Ostatnia aktualizacja: 14.11.2021 09:00
- Do niedawna partie bułgarskiej lewicy i prawicy, podobnie jak bułgarskie społeczeństwo, opowiadały się za dobrymi relacjami z Rosją, co wynikało z ich zakorzenienia w historii – mówi portalowi PolskieRadio24.pl dr Mateusz Seroka (OSW), zaznaczając, że w ostatnim czasie mamy do czynienia z przełomem i wyraźną zmianą nastawienia. Moskwa zdołała zrazić nawet tak przyjazny wobec siebie kraj, jak Bułgaria.
rozwiń zwiń