Oto wygrani i przegrani baraży. Jan Urban ma nad czym myśleć
Czerwcowe mistrzostwa świata reprezentacja Polski będzie mogła oglądać przed telewizorem. Mecze z Albanią i Szwecją dały selekcjonerowi Janowi Urbanowi przynajmniej kilka powodów do tego, by zastanawiać się nad tym, co poprawić w naszej grze. Kto zyskał, a kto stracił podczas marcowego zgrupowania?
Paweł Słójkowski
2026-04-01, 14:36
- Tak trener Szwedów nazwał Polaków. Rzadkie słowa
- Oto najwięksi przegrani baraży. Wcale nie chodzi o Polaków
- Szwedzkie media zaczęły pisać o Polsce. Nie kryli się z tym
Urban zmienił Biało-Czerwonych
Przejęcie reprezentacji Polski przez Jana Urbana przyniosło oczyszczenie atmosfery. Widać było wyraźnie, że kibice znów chcieli oglądać Biało-Czerwonych, czekali na ich mecze, szukali pozytywów, a do tego dostali coś, czego wokół kadry brakowało od dłuższego czasu - połączenie bardziej ofensywnego stylu, niezłych wyników, nowych postaci, które mogły się podobać. Nowe rozdanie na pewno może się podobać.
Nie znaczy to oczywiście, że Urbanowi nie można nic zarzucić. Koniec końców nie zdołaliśmy awansować na mundial i oczywiście selekcjoner też bierze za to odpowiedzialność. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że znaleźliśmy się w pozycji, z której można budować drużynę na przyszłe lata i patrzeć bez obaw na kolejne wyzwania. Co wiemy po marcowym zgrupowaniu?
Plusy po meczach z Albanią i Szwecją
Jeśli mamy wyróżniać poszczególnych graczy, to trzeba zacząć od Sebastiana Szymańskiego - najlepszy w półfinale, wyróżniający się w finale. Jan Urban zdecydowanie na niego postawił i opłaciło się. Pomocnik dwoił się i troił, nie bał się brać na siebie gry, walczył jak lew w defensywie, co mogło być dla wielu zaskoczeniem. Dotychczas w kadrze rzadko kiedy wychodził na pierwszy plan. Tym razem zasłużył na wielkie słowa pochwały i można o nim mówić jak o jednym ze sprawdzonych "żołnierzy" trenera.
Drugi w kolejce może być Piotr Zieliński - latami dojrzewał do tego, by być liderem naszej drużyny, by dźwigać ciężar odpowiedzialności, kierować działaniami w środku pola. Dobry sezon w Interze przełożył na mecze kadry. Z Albanią trafił na wagę zwycięstwa, ze Szwecją znów dyrygował naszą pomocą. Czy grał idealnie? Nie, lecz trudno wyobrazić sobie ten zespół bez niego.
Było wiele przebłysków, jak choćby potencjał Jakuba Kamińskiego, który co prawda nie zagrał dobrego meczu z Albanią, ale zwłaszcza w drugiej połowie ze Szwecją pokazywał, jak wielkie zagrożenie potrafi stwarzać. Po raz kolejny pokazał się Nicola Zalewski, który potrafi zrobić różnicę jednym przebojowym zagraniem.
Najważniejsze wydaje się być jednak u Biało-Czerwonych coś innego niż taktyczne niuanse, ocenianie poszczególnych zawodników i rozwiązywanie wciąż istniejących problemów. To odbiór tej drużyny, fakt, że znowu potrafi dawać emocje, widać w niej żywy organizm, który jest czymś więcej niż grupką piłkarzy w tych samych koszulkach. Ta kadra może też być lepsza - dzień po meczu dominują dyskusje dotyczące tego, gdzie mamy rezerwy, co można zmodyfikować i ulepszyć. Poparte faktami przekonanie, że możemy być lepsi, możemy sięgnąć po zawodników, którzy są w stanie dać Biało-Czerwonym realną wartość, to coś budującego.
Od pierwszych minut meczu ze Szwecją czuć było stawkę tego spotkania, adrenalinę, chęć wygranej i determinację. Nie udało się wywalczyć awansu, lecz trudno przywołać podobne emocje, kiedy przypominamy sobie chociażby finał baraży z Walią w eliminacjach poprzedniej wielkiej imprezy. Nijakie spotkanie, po którym przyszło równie nijakie Euro 2024, gdzie błyskawicznie mogliśmy pakować się do domu. Jan Urban musi przełknąć bolesną porażkę, wyciągnąć wnioski z ostatnich meczów, a potem wprowadzić zmiany.
Obrona do poprawy
Pierwsza porażka Urbana przyszła w najgorszej możliwej chwili, ale sygnały ostrzegawcze przyszły już wcześniej i pochodziły z tej samej formacji. Chodzi oczywiście o obronę, która zdecydowanie rozczarowała. Nie można tracić trzech bramek w finale baraży i nie można popełniać takich błędów jak ten w spotkaniu z Albanią.
Selekcjoner od początku swojej pracy gra trójką obrońców, co nie gwarantuje nam spokoju w tyłach. 3 ostatnie spotkania to aż 6 straconych goli, w każdym z nich graliśmy w innym zestawieniu. Współpraca z wahadłowymi także nie wyglądała najlepiej, a Matty Cash zaliczył dwa bardzo słabe mecze. Przemysław Wiśniewski również nie ustrzegł się błędów, podczas gdy na ławce pozostał Jan Ziółkowski. Mimo tego Urban pozwolił mu grać praktycznie całe spotkanie finałowe, podczas gdy widać było, że ma bardzo duże problemy kondycyjne. Czy szkoleniowiec mógł reagować wcześniej? Zmiana Grahama Pottera, który wprowadził do środka pola Bergvalla zamiast skrzydłowego Elangi, zrobiła różnicę. W ekipie Biało-Czerwonych takiej reakcji zabrakło.
Kamyczek można też wrzucić do ogródka trójki z FC Porto. Jakub Kiwior i Jan Bednarek zbierają kapitalne oceny w Portugalii, ale ich marcowe występy przyniosły wiele niepewności i prostych, ale kosztownych błędów, a mówimy tu o doświadczonych zawodnikach. Oskar Pietuszewski w meczu z Albanią ożywił naszą grę i dał ważny impuls, jednak ze Szwecją nie stanął na wysokości zadania. 17-latek to jednak nasz największy talent i przyszłość Biało-Czerwonych. Na pewno przetrze szlaki rewelacyjnie spisującym się kolegom z reprezentacji U-21 i to kolejne, może i najważniejsze zadanie Urbana - przeprowadzić zmianę pokoleniową.
Idą zmiany?
Wydaje się, że następne mecze o punkty przyniosą kilka poważnych decyzji i zmian. W meczu ze Szwecją mogliśmy mieć poczucie, że przegrał zespół lepszy, lecz prawda jest taka, że sami wyciągnęliśmy rękę do rywali. Dwa razy goniliśmy wynik, by w końcówce znów dać popis nieporadności, gdy wydawało się, że mamy wszystko pod kontrolą. Trzeba jednak wierzyć, że to dopiero początek drogi Urbana. Wszystkie narzędzia, by budować coś ciekawego, są na miejscu.
Źródło: PolskieRadio24.pl/Paweł Słójkowski