X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
more_horiz
Wiadomości

El. MŚ 2022. Węgry - Polska. Oni też mieli swoje Wembley. Michał Listkiewicz: zmietli Anglię 7:1

Ostatnia aktualizacja: 25.03.2021 07:41
- My mieliśmy niezapomniane "Orły Górskiego", Węgrzy mają "Złotą Jedenastkę" Gusztava Sebesa – mówi w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl Michał Listkiewicz, były prezes PZPN i sędzia piłkarski, hungarysta.  
Rywalizacja Węgier i Polski ma najdłuższą historię - Michał Listkiewicz (na dole po prawej)
Rywalizacja Węgier i Polski ma najdłuższą historię - Michał Listkiewicz (na dole po prawej)Foto: PR/PAP
  • Biało-czerwoni w czwartek od meczu z Węgrami, rozpoczną walkę o wyjazd na mistrzostwa świata
  • Po raz pierwszy w tym spotkaniu reprezentację poprowadzi Paulo Sousa

Na relacje ze wszystkich meczów reprezentacji Polski - z Węgrami (25 marca), Andorą (28 marca) i Anglią (31 marca) - zapraszamy do radiowej Jedynki. Początek spotkań o 20.45. Do odbiorników zapraszamy już od 20.40.

Fanom piłki na całym świecie Węgry kojarzą się właśnie z futbolem. Choć od dawna nie należą do potęg, to tworzyli historię tej dyscypliny i nadal pomagają ją rozwijać.

Duda Lewandowski fot Jakub Szymczuk.jpg
Robert Lewandowski odznaczony przez prezydenta Andrzeja Dudę

Nauczyciele i uczniowie

Z Bratankami Polacy rozegrali swój pierwszy mecz w historii. W 1921 przegrali 0:1 w Budapeszcie. Dla naszych ówczesnych sąsiadów była to już oficjalna konfrontacja numer 80. Debiut zaliczyli w 1902 roku, mierząc się z Austrią. Choć oba kraje tworzyły wspólnotę państwową, to miały osobne związki piłkarskie i reprezentacje.

W Polsce pracowali węgierscy trenerzy współtworząc min. sukcesy Cracovii, Legii czy Ruchu Hajduki Wielkie. Aż do wybuchu II Wojny Światowej, Węgrzy byli dla nas nauczycielami futbolu. Regularnie dostawaliśmy od nich lekcje w postaci wysokich porażek. Sytuacja zmieniła się, gdy na polskiej granicy stały już niemieckie czołgi. 27 sierpnia 1939 roku wygraliśmy 4:2 z ówczesnymi wicemistrzami świata.

Dzięki uczestnictwu w bloku hitlerowskim Madziarzy niemal przez cały czas trwania konfliktu mogli rozgrywać spotkania. Przyczyniło się to do wychowania najwspanialszego pokolenia w ich piłkarskiej historii.

Złota Jedenastka

Powszechnie panuje opinia, że najsilniejszą drużyną, która nigdy nie wygrała mistrzostw świata była Holandia z lat 70-tych. Taki pogląd można chyba głównie tłumaczyć krótką pamięcią, bo choć Oranje, z Johanem Cruyffem czy bez, byli naprawdę blisko, to 20 lat wcześniej o złoto otarł się zespół niepowtarzalny, prawdopodobnie jeden z najlepszych w historii.

Polska Węgry 1200.jpg
Ostatni mecz przed wybuchem wojny. Polacy rozbili potęgę

- My mieliśmy niezapomniane "Orły Górskiego", Węgrzy mają "Złotą Jedenastkę" Gusztava Sebesa – wspomina Michał Listkiewicz.

Najlepszy okres w dziejach madziarskiej piłki zaczął się w latach 40-tych XX wieku wraz z pojawieniem się takich piłkarzy Ferenc Puskas, Sandor Kocsis, Zoltan Czibor. Apogeum formy ich oraz niemniej sławnych i utalentowanych jak Nandor Hidegkuti czy Jozef Bozsik przypadło na lata 50-te.

Szok na Wembley

Najpierw w 1952 roku w Finlandii, idąc jak burza zdobyli mistrzostwo olimpijskie. O ile sukces ten mógł zostać zlekceważony – wszak czołowe nacje zgodnie z ideą olimpijską przysłały reprezentacje złożone z amatorów – to lekcję udzieloną im w swojej świątyni Anglicy pamiętają do dziś.

Synowie Albionu uważali siebie, zresztą tak jest do dzisiaj, za wynalazców futbolu. Rzadko grywali z kimś spoza państw zrzeszonych w Koronie Brytyjskiej. Odmawiali też udziału w mistrzostwach świata pozostając w przekonaniu, że są najlepsi i nie muszą tego nikomu udowadniać.

górski serwis grafika 1200 .jpg
SERWIS SPECJALNY - KAZIMIERZ GÓRSKI

Koniec tej futbolowej splendid isolation nastąpił w 1953 roku. Wieść o potędze "Złotej Jedenastki" dotarła wreszcie na Wyspy i Anglicy postanowili łaskawie zmierzyć się z Węgrami jesienią na Wembley. To był szok. Goście wygrali 6:3 wznosząc futbol na nieznany dotychczas poziom.

- To było przełamanie hegemonii Anglików. Mecz załatwiono drogą dyplomatyczną, bo oni nie chcieli z nikim grać. Porażka 3:6 na oczach własnych fanów uświadomiła im, że gdzie indziej też grają w piłkę, ale robią to lepiej. Można to uznać za przełom nie tylko w brytyjskiej piłce – ocenia Listkiewicz.

Niemal dokładnie pół roku później w Budapeszcie nastąpił rewanż. Będący u szczytu formy Puskas i jego koledzy zmietli rywali 7:1. Anglikom skończyły się argumenty mówiące o wyższości ich futbolu. Musieli otworzyć się na świat, bo Węgrzy właśnie pokazali im jak daleko zostali w tyle.

Ochoty by się o tym przekonać nie mieli za to Polacy, którzy po wylosowaniu Madziarów w eliminacjach mistrzostw świata 1954 wycofali się z strachu przed kompromitacją.

Bitwa i cud w Bernie

Na inaugurację turnieju w Szwajcarii Bratankowie rozbili 9:0 Koreę Południową. Za kilka dni RFN 8:3. Kolejny mecz – ćwierćfinał – przeszedł do historii jako Bitwa pod Bernem.

Przeciwnikami Madziarów byli Brazylijczycy. Naprzeciw siebie stanęły dwie najlepsze i grające najpiękniejszy futbol jedenastki tamtych czasów. Nie mógł zagrać Ferenc Puskas, ale mimo to Węgrzy wygrali 4:2. Widowisko w pewnym momencie przerodziło się w pokaz brutalności, a sędzia pokazał trzy czerwone kartki.

Shutterstock kadra Lewandowski 1200F.jpg
El. MŚ 2022: Węgry - Polska. Bilans starć z "Bratankami" do zmiany. Lewandowski jak Deyna w 1972?

Po półfinałowym horrorze zakończonym dogrywką i wygraną z Urugwajem przyszedł czas na finał. W nim rywalem ponownie mieli być Zachodni Niemcy. Biorąc pod uwagę wynik starcia grupowego nie trudno było wskazać faworyta. 4 lipca w Bernie stało się jednak coś, na co wytłumaczenia do dziś szukają nie tylko węgierscy kibice. Ich ulubieńcy szybko objęli dwubramkowe prowadzenie i równie szybko je stracili. W końcówce Helmut Rahn zdobył zwycięską bramkę i sensacja stała się faktem.

Tak mecz oraz powstałe wokół niego teorie spiskowe wspomina Michał Listkiewicz.

- Narosło wiele mitów, że doping, że węgierski bramkarz był kupiony przez Niemców. Prawda jest taka, że przyczyną była kontuzja Puskasa, o której wiedzieli rywale i kopali go po nogach od początku. Węgrzy grali wtedy najlepszą piłkę, ale wygrywa ten, kto gra najskuteczniej.

Mimo srebrnego medalu powrót do Budapesztu był smutny. Piłkarze, kibice, władze – wszyscy oczekiwali mistrzostwa świata i jego brak uznano za porażkę. Przypomina się sytuacja w Polsce po srebrze olimpijskim "Orłów Górskiego" w Montrealu.

- Wynik nabiera właściwego znaczenia po latach. Tak samo Węgrzy w 1954 roku, jak i my 22 lata później nie doceniliśmy właściwie tego co osiągnęliśmy. Dziś o takich sukcesach możemy pomarzyć – zauważa Listkiewicz.

Piwko z mistrzem

Wkrótce nadeszły chude lata węgierskiego futbolu. Mogli pomarzyć zarówno o sukcesach na miarę jedenastki Sebesa jak i piłkarzach pokroju Puskasa. Zazdrościli nam jedenastki Górskiego, Gmocha, Piechniczka. W krótkim czasie z uczniów staliśmy się nauczycielami i inspiracją. "Orły Górskiego" mogły być przykładem dla niedawnych profesorów, że również w bloku komunistycznym można stworzyć drużynę, z którą będą liczyć się na całym świecie.

Jednym z najlepszych piłkarzy po "Złotej Jedenastce" był Florian Albert. Przez całą karierę reprezentował barwy jednego klubu – Ferencvarosu Budapeszt. Po za wieloma krajowymi tytułami sięgnął z nim nawet po Puchar Miast Targowych – poprzednik dzisiejszej Ligi Europejskiej – w finale pokonując Juventus Turyn. 

Paulo Sousa 1200.jpg
Sousa złamie klątwę debiutu? Warto dobrze zacząć, ale lepiej efektownie skończyć

- Mam na Węgrzech wielu przyjaciół i Florian był jednym z nich. To legenda Ferencvarosu, jak Deyna na Legii. Jeszcze kiedy żył, był prawdziwą skarbnicą futbolowej wiedzy. Podobnie jak swego czasu z Antoninem Panenką na stadionie Bohemiansu, wystarczyło Albertowi postawić piwko na meczu Ferencvarosu by usłyszeć niejedną zakulisową opowieść ze świata piłki - wspomina tę nietuzinkową postać były prezes PZPN.

Inna ciekawostka wiąże się z meczem z 1997 roku, który był debiutem Janusza Wójcika w roli selekcjonera biało-czerwonych.

- Byłem wówczas Sekretarzem Generalnym PZPN – wspomina Listkiewicz. – Janusz poprosił mnie o sprowadzenie atrakcyjnego, ale niezbyt mocnego rywala na debiut. Korzystając ze swoich koneksji szybko umówiłem mecz z Węgrami. Ich trener prosił mnie o jedno: żeby gra nie była za ostra, bo mecz na ostatnią chwilę, kluby niechętnie patrzą na zwolnienia piłkarzy. Trzeba zrobić tak, żeby wrócili bez urazów - wyjaśniał. No i zaczyna się spotkanie, a nasi kopią ile popadnie. W przerwie musiałem iść do polskiej szatni i poprosić żeby wyluzowali, bo rywale nie wyjdą na druga połowę. Zagrożenie było naprawdę realne.

Zmotywowana drużyna Wójcika wygrała 1:0. 

Wsparcie od premiera

Nasi najbliżsi rywale mogą nam pozazdrościć liczby i pojemności stadionów. Natomiast jeśli chodzi o szkolenie i infrastrukturę klubów młodzieżowych sytuacja przedstawia się inaczej.

- Na Węgrzech każdy poważny klub ma swoją akademię: 6-8 boisk, hotele, odnowę biologiczną – wymienia Michał Listkiewicz. – Jest to zasługa w dużej mierze rządu i premiera Viktora Orbana, który jest wielkim fanem piłki nożnej. Wprowadził ulgi dla klubów szkolących młodzież, coś czego u nas bardzo brakuje - uważa były sędzia międzynarodowy. 

Zaangażowanie premiera w futbol idzie znacznie dalej. W 2005 roku założył w swoim rodzinnym mieście Felcsut akademię piłkarską. Dwa lata później, za zgodą rodziny zmarłego, nadano jej imię Ferenca Puskasa. Dziś, to drugi najmocniejszy klub na Węgrzech, a przynajmniej tak wskazuje aktualna tabela tamtejszej ligi. Mimo sukcesów jest to twór budzący w ojczyźnie ogromne kontrowersje – jak każdy klub bez historii i kibiców. To podobny casus jak RB Lipsk w Niemczech. Dodatkowo wątpliwości budzi też fakt, że wraz z nadejściem sukcesów, Akademia odeszła od początkowego modelu funkcjonowania – trzonu zespołu wcale nie tworzą wychowankowie, a doświadczeni piłkarze.

Koszulki 1200 f.jpg
EL. MŚ 2022: Madziarzy podkreślili braterstwo narodów. Specjalne koszulki na mecz Węgry - Polska

W Europie bez sukcesów, a i tak lepiej od Polaków

Mimo tego przygoda z Europą w tym sezonie zakończyła się dla ulubieńców premiera szybko – 0:3 w pierwszej rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europy w starciu z Hammarby. Z większymi sukcesami startowali dwaj pozostali reprezentanci OTP Bank Ligi.

Wicemistrz ubiegłych rozgrywek – Mol Vidi FC – dotarł do ostatniej fazy kwalifikacji Ligi Europy. W niej uległ Standardowi Liege, choć prowadził po golu byłego króla strzelców Ekstraklasy w barwach Legii Warszawa – Nemanji Nikolicia. Wcześniej wyeliminowali min. Stade Reims z Francji.

Jeszcze dalej zaszedł Ferencvaros Budapeszt. Po wyeliminowaniu min. Celticu Glasgow mistrz Węgier awansował do fazy grupowej Champions League. Tam los nie był łaskawy wyznaczając na rywali Juventus Turyn, FC Barcelonę i Dinamo Kijów. Ferencvaros zakończył rozgrywki na ostatnim miejscu w tabeli z dorobkiem 1 pkt. i bilansem bramek 5:17.

Niby mało imponujący dorobek, ale nasze drużyny o eliminowaniu zespołów z Francji czy grze w Lidze Mistrzów mogą od kilku sezonów jedynie pomarzyć.

13 z rodzimej ligi, kontuzjowana gwiazda, powrót Orbana

Aż 13 powołanych przez trenera Marco Rossiego na najbliższe mecze eliminacyjne piłkarzy występuje w rodzimej lidze. Są wśród nich znani z występów w Polsce – wspomniany Nikolic oraz Gergo Lovrencics. W szwajcarskim Lugano gra ex zawodnik min. Termaliki Nieciecza i Korony Kielce – Akos Kecskes.

W kadrze naszych najbliższych rywali próżno szukać gwiazd. Zwłaszcza, że ta największa jest kontuzjowana.

- Strata Dominika Szoboszlaia jest dla Węgrów nie do powetowania. To tak, jakby u nas zabrakło Lewandowskiego – ocenia znający obecne realia madziarskiego futbolu Listkiewicz.

Kontuzjowany piłkarz RB Lipsk nie zagra nie tylko z Polską, ale też w kolejnych meczach – z San Marino i Andorą. Do zdrowia wrócił za to jego klubowy kolega, filar defensywy Willi Orban. Złamany niedawno nadgarstek jest już najwyraźniej wspomnieniem, bowiem przed kilkoma dniami on i Peter Gulacsi zagrali w hicie Bundesligi z Eintrachtem Frankfurt.

Bramkarz półfinalisty ostatniej Ligi Mistrzów to następca legendarnego Gabora Kiralyego. Ze wszystkimi jego cechami.

- Przypomina dawnego Artura Boruca. Ma ogromne umiejętności, ale potrafi mecz zarówno wygrać, jak i zawalić – mówi Listkiewicz.

Poza wymienioną trójką z RB Lipsk Węgrzy mają jeszcze dwóch reprezentantów w Bundeslidze – Roland Sallai w SC Freiburg i Adam Szalai w FSV Mainz. I to w zasadzie tyle jeśli chodzi o czołowe ligi Europy. Popularny kierunek stanowią Bałkany – Serbia, Chorwacja, Turcja.

Jakub Moder 1200.jpg
Moder zadebiutował w Premier League w wyjściowym składzie i zebrał pochwały. "Kuba to bestia"

- Siłą Węgrów jest kolektyw. Grają od dłuższego czasu w tym samym składzie, z tym samym trenerem, Mogą nam pozazdrościć jakości oraz liczby piłkarzy w najmocniejszych klubach z czołowych lig. Grają siermiężny futbol oparty na dyscyplinie taktycznej. Ten brak polotu nijak nie nawiązuje do legendy "Złotej Jedenastki", ale jest skuteczny – ocenia były Prezes PZPN.

Poprzedni rok okazał się dla Madziarów dużym sukcesem. Wygrali swoją grupę w Lidze Narodów, a w barażach o Euro 2021 ograli Islandię.

- Byli wówczas na fali. To bardzo dobrze, że nie mierzyliśmy się z nimi pod koniec 2020 roku – zauważa Listkiewicz. – Po serii wygranych mieliby znacznie więcej szans z nami. Teraz, gdy startujemy z tego samego miejsca, nasz punkt wyjścia jest wyżej. Teraz to my będziemy faworytami. Wygrana na początek eliminacji powinna od razu ustawić nas w sytuacji komfortowej. My walczymy z Anglikami o pierwsze miejsce w grupie, reszta się nie liczy. Nie możemy sobie pozwolić na potknięcie, bo to włączy Węgrów do tej rywalizacji - mówi Listkiewicz.

Piłka nożna na stole tenisowym

Nieco bardziej hobbistycznym sposobem na okazanie swojej miłości do piłki nożnej jest dla Węgrów teqball. Wymyślili tę grę w 2014 roku, bo futbol to ich pasja, a nie każdy może być zawodowcem. Ta dyscyplina trafiła także do Polski, a Prezesem Polskiego Związku Teqballu – PZTeq – jest nie kto inny jak... Michał Listkiewicz.

- Teqball to piłka nożna na stole tenisowym – opowiada. – Stole zakrzywionym i ze specjalnego materiału, co sprawia, że piłka odbija się w inny sposób a gra jest bardzo widowiskowa. To świetny sposób na doskonalenie techniki.

W popularnych serwisach internetowych można podziwiać jak z nowym sportem radzą sobie Ronaldinho,Ronald Koeman, Sławomir Peszko czy Radosław Majdan. Na najbliższych igrzyskach olimpijskich teqbal będzie dyscypliną pokazową, podobnie jak w 2023 roku na Igrzyskach Europejskich w Małopolsce.

- Na Węgrzech latem nad Balatonem wszystkie trawniki zastawione są stołami do teqballu. To nie jest i nie będzie piłka nożna, ale może istnieć jako jej uzupełnienie. Polska jest obecnie uznawana za drugi najmocniejszy ośrodek tej dyscypliny, która robi furorę min. we Francji, Japonii czy Brazylii. To kolejny, choć bardziej symboliczny, wkład Węgrów rozwój piłki na świecie – podsumowuje prezes PZTeq.


Posłuchaj
00:36 reprezentacja węgry jastrzębski.mp3 Więcej o reprezentacji Węgier w materiale Filipa Jastrzębskiego (PR1)

 

Wygrać na przekór historii

Węgry to podobnie jak Polska kraj zakręcony na punkcie piłki nożnej. Madziarzy pisali jej historię wielkimi zwycięstwami i medalami mistrzostw świata. Dziś z mozołem próbują wspiąć się na szczyt i potrzebują zwycięstw z wyżej notowanymi rywalami, takimi jak Polska. Historia będzie stać po ich stronie – na 32 spotkania wygrali 20 przy 4 remisach i 8 naszych sukcesach. Na szczęście jakość jest argumentem, który przemawia za biało-czerwonymi.

MK

Czytaj także:

Czytaj także

El. MŚ 2022: Paulo Sousa postawił na profesjonalizm? Jan Tomaszewski: tylko idiota nie powołałby Grosickiego

Ostatnia aktualizacja: 16.03.2021 11:36
Nowy selekcjoner reprezentacji Polski Paulo Sousa powołał 27 piłkarzy na marcowe mecze eliminacji mistrzostw świata. Wybory portugalskiego szkoleniowca wysoko ocenił były znakomity bramkarz Jan Tomaszewski. - To profesjonalny kierunek - powiedział 63-krotny reprezentant Polski w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl. 
rozwiń zwiń

Czytaj także

Klasa światowa Lewandowskiego i Zielińskiego. Paulo Sousa będzie miał kłopoty bogactwa?

Ostatnia aktualizacja: 22.03.2021 11:37
Eliminacyjne spotkanie z Węgrami już za kilka dni. Czego dowiedzieliśmy się w miniony weekend o formie kadrowiczów Paulo Sousy występujących w czołowych ligach Europy?
rozwiń zwiń