X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
more_horiz
x
x
Wiadomości

Ekstraklasa: Lech - Legia. Koronacja odłożona. Jedna świetna połowa wystarczyła lechitom

Ostatnia aktualizacja: 04.07.2020 19:30
Piłkarze Lecha Poznań wygrali u siebie z Legią Warszawa 2:1 (2:0) w sobotnim hicie 34. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Taki wynik oznacza, że warszawianie wciąż nie mogą być pewni tytułu mistrza Polski, a poznaniacy awansowali na drugie miejsce w tabeli. 
Kamil Jóźwiak (P) cieszy się z gola z Jakubem Moderem (L) i Tymoteuszem Puchaczem (C)
Kamil Jóźwiak (P) cieszy się z gola z Jakubem Moderem (L) i Tymoteuszem Puchaczem (C)Foto: PAP/Jakub Kaczmarczyk
  • Legia potrzebowała punktu, by móc świętować mistrzostwo Polski
  • W pierwszej połowie dużo lepsi byli jednak lechici, co udowodniły bramki Kamila Jóźwiaka i Jakuba Kamińskiego 
  • Po przerwie lepiej grała Legia, ale zdołała odpowiedzieć tylko golem Igora Lewczuka 
Legia 1200.jpg
Ekstraklasa: Będzie powtórka z historii? Legii wystarczy jeden punkt

Warszawianie, którzy zdecydowanie prowadzą w tabeli grupy mistrzowskiej, do zapewnienia czternastego tytułu mistrza Polski potrzebowali remisu. W meczu z Lechem w ich bramce stanął ligowy debiutant Wojciech Muzyk, który zastąpił Radosława Majeckiego. Dotychczasowy golkiper Legii od 1 lipca jest bowiem bramkarzem AS Monaco. 

Wyświetl ten post na Instagramie.

Nie miałem jeszcze 15 lat, kiedy trafiłem na Łazienkowską. Mało kto wie, że byłem wtedy o włos od podpisania kontraktu z Jagiellonią. Czemu więc Legia? Bo usłyszałem, że nie dam tam rady. Że konkurencja za duża. Że tam grają tylko doświadczeni. Że gdzie ja i gdzie Warszawa. I choć jeszcze tego dnia nie wiedziałem, w jaki sposób zostać pierwszym bramkarzem Legii, to... wiedziałem, że nim zostanę. Byłem przekonany. Nie umiem powiedzieć, dlaczego. Po prostu. Pamiętam, że miałem lekko pęknięte korki oraz podziurawione rękawice - tyle na start. No i torbę pełną marzeń, bo one akurat nic nie kosztowały. Szybko zrozumiałem, że jeżeli chcę coś w Legii znaczyć - wbrew statystyce, bo bramkarza- wychowanka nie było od lat - to muszę iść własną drogą, na własnych zasadach. Z tego jestem najbardziej dumny - że nigdy się nie złamałem, a jeśli już popełniałem jakiś błąd, to tylko raz. Nigdy nie pomyślałem, że Legia może mi coś dać. Wiedziałem, że sam sobie muszę to wziąć, czyli najpierw stworzyć ku temu odpowiednie okoliczności. Dziękuję Legii za to, że mogłem sprawdzić się i jako człowiek, i jako bramkarz. Liczyłem na więcej strzałów, ale przecież nie mogę mieć pretensji, że ich nie było. Defensywa w większości meczów grała świetnie. Podpisując kontrakt w Monaco zrozumiałem, że samą organizacją czy otoczką Legia już jest na poziomie tak dobrych klubów. Zagrałem 58 razy. Niby niewiele, jednak doświadczenie, jakie wyniosłem z gry dla najlepszego klubu w Polsce sprawia, jakby tych meczów było ze 200. Legia 19/20 to najlepsza drużyna, w jakiej byłem. To zasługa ludzi, którzy ten klub tworzą. Prezesa, Dyrektora, Trenera, Sztabu, pozostałych pracowników oraz piłkarzy. Trzymam kciuki za mistrzostwo Polski, puchar i porządny wynik w Europie. Grać w Legii to była nie tylko przyjemność, ale i wielka duma. Dziękuję 😊 fot: @mateuszkostrzewacom

Post udostępniony przez Radek Majecki (@radek_majecki)

Legia przy piłce, Lech bliżej gola 

Gospodarze musieli sobie natomiast radzić bez lidera klasyfikacji strzelców Ekstraklasy Christiana Gytkjaera. Duńczyk pauzował przez nadmiar żółtych kartek. Pod nieobecność najlepszego snajpera lechici dość spokojnie rozpoczęli mecz, który zaczął się z pięciominutowym opóźnieniem ze względu na odpalone przez kibiców Lecha race.

Przy piłce częściej utrzymywała się Legia. Warszawianie nie potrafili jednak poważniej zagrozić bramce strzeżonej przez Mickeya van der Harta.


Posłuchaj
00:39 Jóźwiak.mp3 Strzelec gola dla Lecha Kamil Jóźwiak uważa, że jego zespół wygrał dzięki dobrej grze całej drużyny. (IAR)

 

W szesnastej minucie szybką kontrę wyprowadzili natomiast poznaniacy. W pole karne wpadł Timur Żamaletdinow. Zastępujący Gytkjaera Rosjanin zwlekał ze strzałem, ale piłka trafiła do Jakuba Kamińskiego. Młodzieżowiec wycofał do Daniego Ramireza, jednak strzał Hiszpana zza pola karnego nie znalazł drogi do siatki. Dwie minuty później Ramirez świetnie dograł do Kamila Jóźwiaka, który uciekł Pawłowi Stolarskiemu, ale młody skrzydłowy Lecha uderzył czubkiem buta obok bramki. 


Shutterstock Vuković 1200F.jpg
Ekstraklasa: Lech - Legia. Ekipę Vukovicia interesuje plan maksimum. Będzie feta w Poznaniu?

Plecy na wagę prowadzenia 

Lechici grali coraz lepiej i odważniej. Niespodziewanie, w 24. minucie podopieczni Dariusza Żurawia objęli prowadzenie. Z rzutu rożnego dośrodkował Jakub Moder, a piłkę do siatki skierował Jóźwiak, zdobywając swoją siódmą ligową bramkę w sezonie.

Co ciekawe, skrzydłowy skierował piłkę do siatki... plecami, czym kompletnie zmylił pilnującego go Domagoja Antolicia. 

Legia bezradna 

Gospodarze poczuli moc. W 26. minucie Moder mocno kopnął z dystansu, ale Muzyk z problemami odbił piłkę. Trzy minuty później lechici podwyższyli jednak prowadzenie po akcji młodzieżowców. Jóźwiak dograł na lewą stronę do Kamińskiego, który zszedł do środka i uderzył, mimo próby interwencji ze strony Artura Jędrzejczyka. Podkręcona piłka wpadła do siatki tuż przy słupku.

Dwubramkowe prowadzenie po pół godzinie gry nie zadowalało gospodarzy. Lechici wciąż próbowali strzałów z dystansu. W 34. minucie uderzył Pedro Tiba. Piłka po strzale Portugalczyka skozłowała, ale Muzyk zdołał odbić ją na rzut rożny.  Trzy minuty później na boisku zagotowało się między Ramirezem a Luquinhasem.

Powtórki pokazały, że zarówno Hiszpan, jak i Brazylijczyk sporo od siebie dołożyli, usiłując wskazać sędziemu, że to rywal ich uderzył. Ostatecznie sędzia Paweł Gil ukarał obu piłkarzy żółtymi kartkami.

Nerwowo przed przerwą 

Bardzo aktywny w ofensywie był Moder. W 40. minucie po raz kolejny uderzył z dystansu. Tym razem jednak minimalnie obok bramki. Legia wyglądała na oszołomioną przebiegiem meczu. Podopieczni Aleksandara Vukovicia nie mieli nic do powiedzenia w ofensywie. Już w doliczonym czasie gry z rzutu wolnego dośrodkował Antolić, jednak Tomas Pekhart uderzył niecelnie. 


Posłuchaj
00:28 Vuković.mp3 Serbski szkoleniowiec Legii Aleksandar Vuković przyznał, że to Lech zasłużył na zwycięstwo .(IAR)

 

Na przerwę w dużo lepszych humorach zeszli lechici. W ostatniej akcji pierwszej połowy Paweł Wszołek ostro sfaulował Jóźwiaka, ale legionista nie został ukarany żółtą kartkę. Sędzia Gil wyciągnął jednak kartoniki dla Tiby oraz trenera gości Vukovicia, którzy ostro starli się przy linii bocznej. Kartki nie uniknął też trener Żuraw, który protestował przeciwko braku ukarania Wszołka. 

Nudy po przerwie

Kibice zgromadzeni przy ulicy Bułgarskiej długo nudzili się podczas drugiej połowy. Lechici grali spokojnie, nie forsując tempa, natomiast Legia ciągle była bezradna w ofensywie, mimo posiadania piłki. W 54. minucie Wszołek próbował uruchomić Pekharta, jednak dogranie było zbyt mocne i piłka wyszła na aut bramkowy.

Trzy minuty później legioniści mieli pierwszą znakomitą okazję. Wszołek zagrał do Waleriana Gwilii, a Gruzin uderzył mocno, jednak... trafił w klubowego kolegę Mateusza Cholewiaka, który na boisku pojawił się już w drugiej połowie. 

Rosołek na ratunek

Lechici grali bardzo spokojnie. Nie zagrażali bramce Muzyka tak często, jak przed przerwą. Legioniści szukali bramki kontaktowej. W 67. minucie niezłą okazję miał Cholewiak, który jednak uderzył niecelnie. Chwilę później trener Vuković wprowadził na boisko 19-letniego Macieja Rosołka, który jesienią zdobył bramkę decydującą o wygranej z Lechem, a w poprzedniej kolejce uratował Legii remis z Piastem.

Niewiele brakowało, by młody napastnik zdobył gola minutę po wejściu na boisko. W polu karnym Rosołek otrzymał podanie od Gwilii, który zagrał w sposób ekwilibrystyczny. Rezerwowy warszawian uderzył na bramkę, ale Mickey van der Hart zdołał odbić piłkę na rzut rożny.

Legia walczy 

Warszawianie naciskali i ich starania przyniosły efekt w 71. minucie. Gwilia dośrodkował z rzutu rożnego, a najwyżej w polu karnym wyskoczył Jędrzejczyk. Reprezentant Polski uderzył głową, ale piłka odbiła się od słupka. Do dobitki najszybciej dobiegł inny legijny stoper Igor Lewczuk, który skierował piłkę do siatki.

W 76. minucie warszawianie domagali się rzutu karnego. Wszołek w starciu z Djordje Crnomarkoviciem został trafiony w oko, ale sędzia Paweł Gil uznał, że chorwacki obrońca interweniował zgodnie z przepisami. 


Posłuchaj
00:24 Araszkiewicz.mp3 Były reprezentant Polski Jarosław Araszkiewicz podkreśla, jak ważne jest to zwycięstwo dla zawodników Lecha oraz fanów "Kolejorza". (IAR)

 

Kolejne minuty upływały pod znakiem przewagi Legii, jednak gościom brakowało konkretów pod poznańską bramkę. Gospodarze skupili się na defensywie. Waleczne nastawienie lechitów odczuł zwłaszcza Andre Martins, który dwukrotnie był faulowany w dość ostry sposób. Gwilia wykonywał natomiast kolejne rzuty rożne, ale nie kończyły się one tak, jak w 71. minucie. 

legia piast 1200.jpg
Ekstraklasa: TABELA, TERMINARZ i WYNIKI

Koronacja odłożona

W końcówce na boisku pojawił się 18-letni napastnik "Kolejorza" Filip Szymczak. W 88. minucie młodzieżowiec był blisko zdobycia gola. Lechici wyszli z kontrą, a Szymczak uderzył na bramkę, jednak Muzyk nie musiał interweniować. Piłka zatrzymała się na bocznej siatce. 

Sędzia Gil doliczył do drugiej połowy aż cztery minuty. Nie wpłynęło to jednak na wynik meczu. Więcej bramek już nie padło, co oznacza, że warszawianie, którzy nie wygrali żadnego z trzech ostatnich spotkań, muszą poczekać na zapewnienie sobie tytułu. Lech awansował natomiast na drugą pozycję w tabeli. Podopieczni Dariusza Żurawia tracą do Legii osiem punktów, a obie drużyny rozegrają jeszcze po trzy ligowe spotkania.

Lech Poznań - Legia Warszawa 2:1 (2:0)

Bramki: 1:0 Kamil Jóźwiak (24-głową), 2:0 Jakub Kamiński (29), 2:1 Igor Lewczuk (71).

Żółta kartka - Lech Poznań: Dani Ramirez, Pedro Tiba. Legia Warszawa: Luquinhas.

Sędzia: Paweł Gil (Lublin). Widzów: 8 167.

Lech Poznań: Mickey van der Hart - Bohdan Butko, Lubomir Satka, Dorde Crnomarković, Tymoteusz Puchacz - Jakub Kamiński (70. Robert Gumny), Jakub Moder, Dani Ramirez (72. Filip Marchwiński), Pedro Tiba, Kamil Jóźwiak - Timur Żamaletdinow (83. Filip Szymczak).

Legia Warszawa: Wojciech Muzyk - Paweł Stolarski (52. Luis Rocha), Igor Lewczuk, Artur Jędrzejczyk, Michał Karbownik - Paweł Wszołek, Domagoj Antolić, Walerian Gwilia, Andre Martins, Luquinhas (55. Mateusz Cholewiak) - Tomas Pekhart (68. Maciej Rosołek). 

Tabela (mecze, zwycięstwa, remisy, porażki, bramki, punkty, różnica bramek)
1. Legia Warszawa 34 20 5 9 67-33 65 +34
2. Lech Poznań 34 15 12 7 61-32 57 +29
3. Piast Gliwice 33 16 6 11 37-30 54 +7
4. Śląsk Wrocław 33 14 11 8 47-39 53 +8
5. Cracovia Kraków 34 16 4 14 47-35 52 +12
6. Lechia Gdańsk 34 14 10 10 44-46 52 -2
7. Jagiellonia Białystok 33 13 9 11 44-42 48 +2
8. Pogoń Szczecin 33 12 10 11 30-34 46 -4
------------------------------------------------------------
9. Raków Częstochowa 34 15 5 14 46-48 50 -2
10. Górnik Zabrze 33 12 11 10 45-42 47 +3
11. KGHM Zagłębie Lubin 34 13 8 13 56-51 47 +5
12. Wisła Kraków 34 13 5 16 42-51 44 -9
13. Wisła Płock 33 11 9 13 39-51 42 -12
14. Arka Gdynia 34 8 10 16 34-53 34 -19
15. Korona Kielce 34 8 7 19 25-44 31 -19 - spadek
16. ŁKS Łódź 34 5 6 23 28-61 21 -33 - spadek

W nadchodzących tygodniach słuchacze radiowej Jedynki poznają decydujące rozstrzygnięcia PKO Bank Polski Ekstraklasy. Do zakończenia sezonu, planowanego na 19 lipca, pozostały już tylko 4 kolejki w fazie finałowej. W najbliższą niedzielę 5 lipca, Program 1 Polskiego Radia zaprasza na kultowe, piłkarskie "Studio S-13". Gospodarzem audycji będzie Andrzej Janisz, a obecni na stadionie w Gliwicach sprawozdawcy, zrelacjonują mecz Piast Gliwice - Śląsk Wrocław w ramach 34. kolejki.


pm IAR


Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Korona żegna Ekstraklasę. Prezes Zając szuka winnych: za dużo zawodników zadowalających się minimum

Ostatnia aktualizacja: 04.07.2020 09:30
- Chcieliśmy dzisiaj podziękować naszym kibicom za ich wiarę - powiedział trener kielczan Maciej Bartoszek. Korona Kielce po piątkowych rozstrzygnięciach 34. kolejki spada z Ekstraklasy.  
rozwiń zwiń

Czytaj także

Ekstraklasa: Raków - KGHM Zagłębie. Lubinianie wywożą trzy punkty z Bełchatowa

Ostatnia aktualizacja: 04.07.2020 16:55
Piłkarze Rakowa Częstochowa przegrali w Bełchatowie z KGHM Zagłębiem Lubin 1:2 (0:2) w meczu grupy spadkowej 34. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Goście dominowali przez większość meczu, chociaż w drugiej połowie częstochowianie byli bardzo blisko wyrównania. 
rozwiń zwiń