X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
more_horiz
Wiadomości

Pro domo sua, czyli o moim psie słów kilka

Ostatnia aktualizacja: 18.09.2020 13:50
Jerzy Waldorff miał jamnika imieniem Puzon i pisał o nim, że "został właścicielem potwora". Ja zaś postanowiłam dokonać nieudolnego plagiatu. Od miesiąca również jestem właścicielką potwora, tyle że mój nazywa się Jarvis i wygląda jak owoc płomiennego romansu jamnika z pitbulterierem. O psich perypetiach pozwalam sobie napisać, bo dyskusja o prawach zwierząt rozgorzała na nowo.
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneFoto: shutterstock.com/kOliveshadow

Nie piszę tego tekstu, by się chwalić. Ostatnie, czego bym chciała, to żeby czytali Państwo i kiwali głowami: "O, jaka szlachetna pani redaktor, adoptowała pieska". Wzięłam, to wzięłam, z całą pewnością nie po to, żeby się lansować. Ale po kolei.

W czerwcu odszedł mój poprzedni pies, Hugo. Odszedł nagle i niespodziewanie. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca, dzień stracił wytyczany spacerami rytm, czegoś brakowało. Zaczęłam oglądać psy na stronach schroniska. I znalazłam Jarvisa. Pies w wieku dziewięciu lat, z czego siedem przesiedziane w klatce. Uroda – powiedzmy szczerze – dyskusyjna. Do tego koszmarnie krzywe łapy. I lojalne ostrzeżenie, że zwierzę jak kogoś nie zna, to potrafi pokazać zęby. Innymi słowy: pies kłopot. Kłopoty to moja specjalność, więc postanowiłam go adoptować.

sejm3 1200 pap.jpg
Posłowie za zmianami w ustawie o ochronie zwierząt. Projekt PiS przyjęty

"Cukierkowe opowieści nie nastąpią"

Po kilkunastu spacerach przedadopcyjnych i długich rozmowach z wolontariuszami przywiozłam potwora do domu. I tu powinny nastąpić cukierkowe opowieści o tym, jak to Jarvis stał się domowym psem do tulenia i głaskania. Nie nastąpią jednak. Co prawda kiedy wracam do domu, to wali się na mnie płowe cielsko, które domaga się drapania, głaskania i zapewnień o miłości, jednak poza tym mój pies właściwie wszystkich uważa za godnych obwarczenia i postraszenia zębami. Wystarczy, że podejdą zbyt blisko. Ponadto toczy dramatyczne walki o życie z odkurzaczem i deską do prasowania i uznał za punkt honoru, by zniszczyć odświeżacz do powietrza. Najlepiej razem ze ścianą. Zamieszanie, degrengolada i scysje z sąsiadami. Nie żałuję, bo jak pomyślę, że jednak toto ma dom, zamiast siedzieć w samotności i na zimnie, to wiem, że warto. A cukierkowe opowieści kiedyś – zapewne za długi, długi czas – też będzie można snuć.

Zobacz także:

Opowiadam Państwu o moim domowym potworze, bo warto zastanowić się, co takiego miało miejsce w jego życiu, że ze strachu atakuje kogo popadnie. Z całą pewnością nie jest winne schronisko, z którego go wzięłam, bo to jedno z tych porządnych, gdzie działa cała masa wolontariuszy, interesująca się psami nawet już po adopcjach. Przeciwnie – z tego, co wiem, oni trochę Jarvisa ucywilizowali, na tyle, na ile to możliwe w warunkach schroniskowych. Co jednak było wcześniej? Jarvis mi tego nie opowie. Można domyślać się, że działo się coś, co nauczyło go przyjmować postawę obronną. Teraz ma szansę nauczyć się być normalnym psem.

"Wszystkich psów świata nie wezmę przecież do domu"

Ile zwierzaków nie ma takiej okazji? Ile umrze w schroniskach, i to nie takich, gdzie przynajmniej wolontariusz czy opiekun okaże im namiastkę uczucia, ale takich, gdzie zwierzęta nie mają imion, tylko numery? Ile psów spędzi życie na łańcuchach, nie mając okazji powęszyć i potarzać się w trawie? Ile psów będzie uśpionych z powodu agresywnego zachowania, bo nie znalazł się nikt, kto miałby odwagę i cierpliwość z nimi pracować? Wolę się nad tym nie zastanawiać; wszystkich psów świata nie wezmę przecież do domu.

Norka Norki futerkowe free shutt-1200.jpg
"Przywróciliśmy im podmiotowość". Grzegorz Puda o przegłosowanej w Sejmie ustawie dot. zwierząt

Ciekawa jestem, ilu czytelników, dobrnąwszy do tego momentu, okrzyknęło mnie "lewaczką" i postanowiło odpuścić sobie dalszą lekturę. W naszej rzeczywistości społeczno-politycznej zachodzi bowiem ciekawe zjawisko. Jeśli ktoś troszczy się los zwierząt, zaraz przypisuje mu się ciągoty lewicowe, i to w pejoratywnym znaczeniu tego słowa. Boli go pies na łańcuchu? Czyli zapewne biega na Parady Równości, dzierżąc w ręku sojową latte jak sztandar bojowy. Inteligentni skądinąd publicyści i niektórzy politycy nagle wyciągają z rękawa wyrwane z kontekstu cytaty z Biblii o miejscu człowieka w świecie i żarliwie bronią się przed zrównaniem ich ze zwierzętami, choć nikt takiego manewru wykonać nawet nie próbuje.

"Stosunek do zwierząt jest miarą naszego człowieczeństwa"

Krytyka obrony zwierząt z pozycji katolickich jest zaskakująca, bo sprawa z tego punktu widzenia jest dość oczywista: człowiek jest ważniejszy od zwierzęcia, inteligentniejszy, ma nad nim władzę. Tyle że owa władza – jak każda zresztą – powinna wiązać się z odpowiedzialnością za tych, nad którymi się panuje. Stosunek do zwierząt jest miarą naszego człowieczeństwa. Banały? Pewnie. Tyle że stokroć wygłaszane nadal mają niewielkie przełożenie na rzeczywistość.

W kontekście dyskusji o nowelizacji ustawy o prawach zwierząt ktoś stwierdził, że pies na łańcuchu na wsi to w sumie taka tradycja. Cóż, w starożytnym Rzymie tradycją było, że ojcobójców żywcem zaszywało się w worku z psem, kogutem i wężem, a następnie worek topiło w rzece lub innym zbiorniku wodnym. Dziś chyba każdy uznałby to za niehumanitarne, nie tylko ze względu na zwierzęta. Tradycje, jak widać, się zmieniają, ale nie każda zmiana musi być zmianą na gorsze.

Magdalena Złotnicka

Czytaj także

"Wrażliwość na zwierzęta łączy wszystkich". Gosek o "Piątce dla zwierząt"

Ostatnia aktualizacja: 14.09.2020 09:17
- Trzeba podjąć optymalną dla ochrony zwierząt decyzję - mówił w Polskim Radiu 24 poseł Solidarnej Polski Mariusz Gosek. Gościem audycji "Dwie strony" była również poseł Lewicy Monika Pawłowska.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Nieliczna grupa bardzo wpływowych ludzi". Publicyści o branży futrzarskiej

Ostatnia aktualizacja: 16.09.2020 11:07
- Hodowców jest w Polsce kilkudziesięciu. Ale pomimo że jest ich niewielu, są bardzo wpływowi - ocenił w Polskim Radiu 24 dziennikarz Wojciech Mucha. Gościem Michała Rachonia był także Jacek Liziniewicz, który wytłumaczył, dlaczego "następuje prywatyzacja zysków, a uspołecznienie kosztów" w branży futrzarskiej.
rozwiń zwiń