more_horiz
Wiadomości

50 kg dokumentów. Co naprawdę znajdowało się w słynnej szafie Kiszczaka

Ostatnia aktualizacja: 12.12.2018 06:28
16 lutego 2016 roku Maria Kiszczak, żona zmarłego rok wcześniej, współodpowiedzialnego za przygotowanie i wprowadzenie stanu wojennego w Polsce peerelowskiego generała Czesława Kiszczaka zaproponowała Łukaszowi Kamińskiemu, ówczesnemu prezesowi Instytutu Pamięci Narodowej spotkanie. Wdowa po jednym z najważniejszych w PRL-u dygnitarzy miała dla szefa IPN niezwykłą propozycję.
Dokumenty mające świadczyć o współpracy Lecha Wałęsy z SB
Dokumenty mające świadczyć o współpracy Lecha Wałęsy z SBFoto: PAP/Jacek Turczyk

Choć Maria Kiszczak prosiła o dyskrecję, o tym, o jaką ofertę chodziło i co działo się podczas spotkania, dowiedzieliśmy się jeszcze tego samego dnia. Poinformował o tym na błyskawicznie zwołanej konferencji prasowej sam Kamiński. Szef IPN wyjawił, że wdowa po byłym szefie MSZ zaproponowała mu kupno dokumentów, będących do tej pory w posiadaniu jej zmarłego męża. Miały to być dokumenty sensacyjne - tajne i niejawne  - z okresu PRL, dotyczące m.in. współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa (SB).

Wdowa chciała sprzedać je za 90 tys. złotych. Jako dowód na ich posiadanie, Maria Kiszczak pokazała Kamińskiemu zapisaną dwustronnie kartkę, będącą raportem ze spotkania z TW "Bolkiem". Była to obustronnie opisana odręcznie kartka papieru zatytułowana "Informacja opracowania ze słów T.W. z odbytego spotkania w dniu 16 XI 74 r. datowana na 16 listopada 1974 roku".

O bycie tajnym współpracownikiem o pseudonimem "Bolek" wielokrotnie oskarżano byłego prezydenta, laureata Pokojowej Nagrody Nobla Lecha Wałęsę. Do tej pory nie było na taką współpracę bezpośrednich dowodów. Ponadto wiadomo było, że w latach 90. zgromadzona na temat TW "Bolka" dokumentacja SB została dwukrotnie wypożyczona przez Kancelarię Prezydenta (był nim wówczas L. Wałęsa) i - według niektórych osób - zdekompletowana. 
Dowód, że Wałęsa współpracował z SB rzuciłby zupełnie nowe światło na historię Polski ostatnich kilkudziesięciu lat.

Błyskawiczna decyzja IPN

Już wcześniej podejrzewano, iż gen. Kiszczak może posiadać tajne i niejawne dokumenty z okresu PRL. Dlatego jeszcze w 2015 roku pion śledczy IPN podjął działania mające na celu wyjaśnienie, czy w jego posiadaniu są takie papiery. W okresie transformacji naszego kraju istotne dla wyjaśnienia wielu spraw politycznych i kryminalnych dokumenty były systematycznie niszczone przez mających do nich dostęp pracowników peerelowskich służb (jak to wyglądało w praktyce, mogliśmy zobaczyć m.in. w kultowym filmie "Psy" Władysława Pasikowskiego). W przypadku Czesława Kiszczaka, który był człowiekiem blisko 90-letnim i wielokrotnie nie zjawiał się w sądzie zasłaniając złym stanem zdrowia, śledztwo było wyjątkowo utrudnione. Ostatecznie zostało przerwane - przez śmierć samego Kiszczaka.

Gdy Maria Kiszczak zaproponowała Łukaszowi Kamińskiemu transakcję, ten zrozumiał, że Kiszczakowie takie dokumenty cały czas posiadali. Natychmiast powiadomił o propozycji naczelnika Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Dalej już wydarzenia potoczyły się błyskawicznie: IPN podjął decyzję o natychmiastowym przeszukaniu domu Kiszczaków. Prokurator wraz z policją wkroczył do willi Marii Kiszczak jeszcze tego samego dnia.

50 kg dokumentów

Decyzję o przeszukaniu mieszkania Marii Kiszczak podjęto zgodnie z ustawą, według której każdy, kto bez tytułu prawnego posiada dokumenty zawierające informacje z zakresu działania IPN, jest obowiązany wydać je bezzwłocznie prezesowi Instytutu Pamięci Narodowej. Wdowa po gen. Kiszczaku twierdziła potem, że nie chciała za akta pieniędzy, choć dziś wiemy, że papierami handlowała. Po nagłośnieniu sprawy, powiedziała, że teczki zaniosła do IPN "z obawy przed utratą życia". - Uświadomiłam sobie, że coś mi może grozić. (...) Mąż mi powiedział, że "jeżeli będziesz mieć jakieś problemy, to zanieś ten plik prezesowi IPN-u" (...). Bałam się i zaniosłam teczki prezesowi. To nie ja je ujawniłam. Te dokumenty upublicznił szef IPN-u - mówiła w rozmowie z RP.pl.

16 lutego 2016 roku prokurator wraz z policjantami wkroczył do domu Kiszczaków i - jak poinformowano na konferencji prasowej - "zabezpieczył dokumenty podlegające przekazaniu IPN'. Przeszukanie rozpoczęto późnym popołudniem we wtorek i zakończono tuż po 22. W serwisach newsowych pojawiły sie zdjęcia policjantów wychodzących z domu Marii Kiszczak z wielkimi pudłami w rękach. Sprawa teczek, a szczególnie dokumenty dot. współpracy Lecha Wałęsy z SB stała się tematem dnia. Informowały o niej wszystkie najważniejsze media krajowe i duża część zagranicznych.

Lech Wałęsa napisał tego samego dnia wieczorem na swoim blogu: ale walczą, nawet trupem Kiszczaka. Mali ludzie. Zwycięzcy się nie sądzi. Nie jesteście w stanie kłamstwami, pomówieniami, podróbkami zmienić prawdziwych faktów.

W domu Marii Kiszczak znaleziono łącznie 50 kg oryginalnych akt z okresu PRL.

Teczka TW „Bolka”

Dwa dni później, 18 lutego 2016 roku IPN poinformował oficjalnie, że w zabezpieczonych w domu Kiszczaków dokumentach znajdują się m.in. dwie teczki - personalna oraz teczka pracy Tajnego Współpracownika SB o pseudonimie "Bolek". Ponadto odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy podpisane: Lech Wałęsa "Bolek" oraz pokwitowania odbioru pieniędzy podpisane "Bolek".

W teczce pracy tajnego współpracownika, liczącej 279 kart, w oryginalnych okładkach, miały się znajdować liczne doniesienia tajnego współpracownika o pseudonimie "Bolek" oraz notatki funkcjonariuszy SB ze spotkań z tajnym współpracownikiem "Bolkiem". Część doniesień pisana była odręcznie, podpisana i pseudonimem, i nazwiskiem.

Jeszcze w lutym 2016 roku wszczęto w tej sprawie śledztwo. Postępowanie "w sprawie podejrzenia poświadczenia nieprawdy przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa w dokumentach "Bolka", w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej" wszczęli prokuratorzy IPN po pierwszych wypowiedziach Lecha Wałęsy o sfałszowaniu akt z teczki, między innymi pokwitowań odbioru pieniędzy.

Sam Lech Wałęsa od początku ujawnienia dokumentów twierdził publicznie, że jego podpisy znajdujące się w papierach z szafy Kiszczaka sfałszowano. 13 kwietnia w siedzibie IPN osobiście obejrzał zawartość teczek z szafy Kiszczaka. Zaprzeczył ich autentyczności. Zwrócił też uwagę, że w dokumentach, jako preparowane donosy, mogły zostać wykorzystane informacje z podsłuchów zakładanych na niego przez SB, z lat 70. z czasów, gdy prowadził strajk.

W udostępnionych przez IPN materiałach z szafy znajdował się także list napisany przez samego Kiszczaka, skierowany do dyrektora Archiwum Akt Nowych w Warszawie. W liście szef PRL-owskiego MSZ prosił, by dokumenty dotyczące Lecha Wałęsy udostępnić nie wcześniej niż pięć lat po śmierci polityka. "Załączone dokumenty dot. współpracy Lecha Wałęsy z SB do 1989 r. uchroniłem przed ich wykorzystaniem do jego kompromitacji, a także Ruchu, któremu przewodził; zaś po 1989 r. przed ich zniszczeniem lub wykorzystaniem, zarówno przez ludzi prawicy jak i lewicy, do rozgrywek politycznych: – pisał m.in. w liście Czesław Kiszczak.

Autentyczność teczek "Bolka"

31 stycznia 2017 Instytut Pamięci Narodowej ogłosił, że w opinii biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie, dokumenty przekazane przez Marię Kiszczak są autentyczne. IPN poinformował też, że z ekspertyzy dotyczącej teczek TW "Bolek" i zawartych w nich dokumentów z lat 70. wynika, iż Wałęsa własnoręcznie podpisał zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa (SB), pokwitowania odbioru pieniędzy oraz przeważającą część doniesień. Instytut dodał, iż jedno doniesienie nie zostało sporządzone przez Lecha Wałęsę, choć na każdej z jego sześciu stron widnieje podpis "Bolka".

Jednak w opinii pełnomocnika Lecha Wałęsy, prof. prawa Jana Widackiego, ekspertyza Instytutu "niczego nie wyjaśniła". Naukowiec stwierdził m.in., że "porównywanie obecnego pisma Lecha Wałęsy z materiałami z lat 70. nie ma wartości w kontekście oceny dokumentacji".

Prof. Widacki podkreślił, że wydana przez biegłych opinia w tej sprawie opiera się między innymi na rękopisach Lecha Wałęsy powstałych do roku 2016. - Ten materiał z lat 2000 jest zupełnie bez wartości dla oceny rękopisów z lat 70. W latach 70. Lech Wałęsa był prostym robotnikiem, który niewiele posługiwał się pismem ręcznym. Jego pismo z tego okresu jest pismem bardzo niewyrobionym, typowym dla robotnika fizycznego. Po roku 80. jego pismo z tego okresu jest pismem zupełnie innej klasy. Branie tego materiału jako materiału porównawczego, jest z kryminalistycznego punktu widzenia bez sensu - tłumaczył Widacki w rozmowie z Polsat News.

Ponadto tłumacze Lecha Wałęsy - Wojciech Kubiński i Anna Maria Mydlarska ocenili, że styl językowy dokumentów z IPN "głęboko różni się od stylu przez niego wówczas prezentowanego". Oni również podważyli prawdziwość rzekomych donosów.

Osobną (prywatną) opinię kryminalistyczną podważającą rzetelność opinii Instytutu im. prof. Jana Sehna wydał prof. Piotr Girdwoyń z Katedry Kryminalistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

23 czerwca 2017 pion śledczy IPN w Białymstoku umorzył śledztwo w sprawie "podrobienia przez funkcjonariuszy SB na szkodę Lecha Wałęsy" dokumentów z lat 1970–1974. 9 stycznia 2018 Sąd Rejonowy w Gdańsku uznał zażalenie pełnomocników i nakazał kontynuację śledztwa, jednak 13 lipca tego samego roku zostało ono ponownie umorzone przez IPN.

Co było jeszcze w szafie Kiszczaka

Wszystkie dokumenty, jakie znaleziono u wdowy po byłym szefie MSW zostały poddane oddawane oględzinom historyków i precyzyjnie opisane. Naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie, na podstawie postanowienia prokuratora IPN oficjalnie przekazał 3 marca 2016 r. Prezesowi Instytutu Pamięci Narodowej materiały znalezione w szafie Kiszczaka. Postanowiono udostępnić je wszystkim.

22 lutego w czytelni IPN przy ul. Kłobuckiej 21 w Warszawie pokazano pierwszą partię dokumentów znalezionych w domu zmarłego szefa MSW. Na początek zaprezentowano akta dotyczące domniemanej współpracy Lecha Wałęsy z SB. Kolejne dokumenty odsłoniły fakty z życia gen. Kiszczaka oraz innych wysokich dygnitarzy z czasów PRL-u. Ujawniono m.in. że gen. Jaruzelski nie stronił od alkoholu i miał dużą słabość do kobiet.

Ponadto można było zobaczyć odręczne notatki Kiszczaka, dokumenty z oceną sytuacji politycznej z końca 1980 roku czy materiały statystyczne MSW dotyczące przestępczości w latach 1976-85. Był tez dokument, w którym generał Kiszczak wyraża żal z powodu zabójstwa księdza Popiełuszki, dokonanego przez podległych mu funkcjonariuszy.

W kolejnych dniach IPN zaprezentował m.in. odręczną notatkę sporządzoną przez Mirosława Milewskiego w sprawie wyjaśnienia wydarzeń w Miętnem (w 1984 roku odbył się tam strajk młodzieży w obronie krzyży), pismo do generała broni Czesława Kiszczaka oraz Prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego i generała Floriana Siwickiego maszynowo podpisane "Członkowie ORMO i PZPR", wysłane z Torunia, w sprawie zdrady przez generałów "Wiernych Polsce Ludowej żołnierzy i Obywateli", a także sprawozdanie Komisji powołanej przez Biuro Polityczne KC PZPR dla zbadania niektórych kwestii szczegółowych związanych z wydarzeniami grudniowymi 1970 roku. 

6 listopada 2018 roku Lech Wałęsa umieścił na swoim profilu społecznościowym nietypową ofertę: noblista zapowiedział, ze "chce wręczyć nagrodę w wysokości 250 tys. złotych osobie stojącej za prowokacją, za sprawą której jest on podejrzany o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa". Do tej pory nikt się nie zgłosił.

Tomasz Jakubowski

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak