more_horiz
Wiadomości

Wojna - paliwo rakietowe Putina

Ostatnia aktualizacja: 16.03.2018 14:22
Lata rządów Władimira Putina naznaczone są nie tylko umacnianiem systemu autorytarnego w Rosji i prześladowaniem opozycji, ale również wywoływaniem krwawych konfliktów na całym świecie. Liczni eksperci nie mają wątpliwości, że kolejne „interwencje”, „operacje wojskowe”, „walka z terrorystami”, hybrydowe ataki wojsk konwencjonalnych, wspieranie separatystów i lokalnych sił, jak również cyberataki i skrytobójstwa mają jeden cel. Utrzymanie byłego funkcjonariusza KGB i szefa FSB u władzy. 
Władimir Putin na odprawie wojskowej
Władimir Putin na odprawie wojskowejFoto: PAP/Mikhail Klimentyev/Russian Presidential Press and Information Office/TASS

Wojna, konflikt, spór – to dzięki nim Władimir Putin zdobył i utrzymał przez tak długi czas władzę w Rosji. To dzięki nim wygra i odbywające się 18 marca wybory prezydenckie, wybory „demokratyczne”, które z demokracją mają tyle wspólnego co krzesło z krzesłem elektrycznym.
Spójrzmy na lata sprawowania przez Putina najważniejszych funkcji w państwie. Są to daty kluczowe w zestawieniu z latami prowadzonych przez Rosję wojen i konfliktów.

Premier Rosji od 8 sierpnia 1999 do 7 maja 2000, pełniący obowiązki prezydenta Rosji po rezygnacji Borysa Jelcyna 31 grudnia 1999. 26 marca 2000 wybrany na prezydenta Rosji, 14 marca 2004 ponownie wybrany na to stanowisko. Urząd prezydenta pełnił do 7 maja 2008, gdyż 8 maja 2008 roku wymienił się stanowiskami z dotychczasowym premierem Dmitrijem Miedwiediewem. 4 marca 2012 roku został ponownie wybrany na prezydenta i objął też urząd po zaprzysiężeniu 7 maja tego roku. Już dziś można dopisać – wybrany na prezydenta 18 marca 2018 roku.


putin na bogato 663.jpg
Czy Putin jest najbogatszym człowiekiem świata?

Demokracja?

Co się wydarzyło w Rosji w tym czasie? W jaki sposób temu byłemu funkcjonariuszowi KGB, pracownikowi administracji Petersburga (1990–1996) i urzędnikowi administracji prezydenta Rosji Borysa Jelcyna (1996–1998) udało się tak długo utrzymać system władzy w kraju rządzonym przez byłe komunistyczne służby, które przejęły majątek narodowy i zamieniły się w środowisko wpływowych oligarchów? Władimir Putin wciąż wydaje się niezatapialny. Wciąż nie widać przeciwnika (oczywiście wywodzącego się ze środowiska władzy, gdyż nikt spoza nie ma na to szans), który mógłby mu odebrać władzę. Oczywiście, wszyscy wiedzą, że zarówno system „demokratyczny” w Rosji, jak i „demokratyczne” wybory w tym kraju to kpina, fikcja stworzona na użytek wewnętrzny i grona „przyjaciół Rosji” na Zachodzie, którzy z różnych przyczyn sprzyjają realizacji planów Kremla i bronią jego interesów.

Zawrotna kariera polityczna Putina nie mogła by mieć jednak miejsca bez autentycznego poparcia dużej części społeczeństwa rosyjskiego, które widzi w nim męża stanu, człowieka, który po chaosie z okresu transformacji ustrojowej z końca lat 80. i rządach Borysa Jelcyna, traktowanych przez wielu Rosjan jako czas słabości ich kraju, potrafił znów stworzyć Rosję silną. Rosję, z której można być dumnym. Rosję, która jest mocarstwem i ma interesy na całym świecie. Rosję, która niszczy swoich przeciwników wewnętrznych i zewnętrznych. Rosję imperialną – jak tłumaczy w wywiadzie z „Rzeczpospolitą” prof. Andrzej Nowak, który przekonuje, że idea ta przetrwała pomimo upadku Związku Sowieckiego i została wykorzystana przez Putina nie tylko do zmanipulowania rosyjskiego społeczeństwa, ale także wielu zachodnich intelektualistów, „(…) którzy wierzą, że na wschód od Niemiec istnieje jedynie kultura rosyjska. Dlatego w imię tej kultury Rosja ma prawo dominować nad innymi, „mniej kulturalnymi" narodami.

Zarządzanie konfliktami

Putin jest w podległych sobie mediach przedstawiany jako silny, mądry i sprawiedliwy władca, który umiejętnie potrafi połączyć wspomnienia o carskiej Rosji, prawosławne tradycje z bolszewicką rewolucją i czasami Związku Sowieckiego. Chociaż jest to narracja pełna sprzeczności, to jest akceptowana, gdyż sprzeciw wobec niej uważany jest jako działanie wymierzone w państwo. A że jest to śmiertelnie niebezpieczne przekonało się wielu historyków, działaczy społecznych, aktywistów, opozycjonistów, czy choćby byłych szpiegów (patrz zabójstwo Aleksandra Litwinienki, czy ostatnie otrucie Siergieja Skripala).

Dlatego też wszystkie wywoływane i eskalowane przez władcę Kremla konflikty, prezentowane oczywiście jako walka słuszna i niezbędna, realizowane są na korzyść wielkiej Rosji. W opinii rosyjskiego historyka Jurija Felsztyńskiego, są one przez niego traktowane jako „przydatne narzędzie” do realizowania swoich celów politycznych. - Praktycznie daje to bowiem kontrolę nad tymi częściami świata, bo państwa zachodnie, biorąc pod uwagę nuklearny potencjał Rosji, nie mogą w rzeczywistości zrobić dużo więcej, niż zaznaczać w dyplomatycznych wystąpieniach, że im się to nie podoba. A przede wszystkim – póki te konflikty trwają, nikt nawet nie pomyśli o tym, żeby rozmawiać o przystąpieniu tych państw do NATO – przekonywał w rozmowie z „Gazetą Polska” współautor, wraz z zamordowanym przez ludzi Kremla Aleksandrem Litwinienką, książki „Wysadzić Rosję”.

Czeczenia we krwi

Władimir Putin narodził się jak prezydent Rosji w okresie trwającej od października 1999 do kwietnia 2000 roku drugiej wojny w Czeczenii. Konflikt ten zakończył się stłumieniem niepodległościowych dążeń tego narodu, śmiercią setek tysięcy jej mieszkańców, zniszczeniem stolicy i pełną reintegracją Republiki Czeczeńskiej z Federacją Rosyjską. Dziś rządzą tam prorosyjscy namiestnicy, a nastawieni niepodległościowo Czeczeńcy szukają wsparcia u radykalnych islamistów, realizując w ten sposób zamierzenia Kremla, który od samego początku przedstawiał ich jako dżihadystów. Zajęcie przez rosyjskie siły 29 lutego 2000 roku ostatniego pozostającego w rękach Czeczeńców miasta Szatoj, zostało ogłoszone jako zwycięstwo w wojnie, co stało się elementem kampanii wyborczej dotychczasowego premiera - Władimira Putina – w odbywających się w następnym miesiącu wyborach prezydenckich. Wszystkie miasta i wsie obsadziły siły federalne. Świat przyglądał się zagładzie Groznego i jego mieszkańców, a Putin rósł w oczach rodaków. Później walki z Czeczeńcami i z „terroryzmem” wielokrotnie będą wykorzystywane przez Kreml do pokazania rodakom, że jedynie ich prezydent jest osobą, która potrafi zagwarantować obywatelom spokój. Tak było choćby w przypadku ataku na moskiewski teatr na Dubrowce, czy okupację szkoły w Biesłanie. O tym, że Putin jest gotów popełnić każdą zbrodnię, by utrzymać się przy władzy, od lat mówi słynny rosyjski dysydent i pisarz Władimir Bukowski. W rozmowie z portalem Wpolityce podkreślał, że jego rządy to pasmo wojen i mordów politycznych. - Putin co roku kogoś zabija (…). Proszę sobie przypomnieć Politkowską, Litwinienkę, Magnickiego i tysiące innych. Tysiące nazwisk, tysiące ludzi, mniej lub bardziej znanych. A ilu zginęło w bezsensownej wojnie w Czeczenii? Putin to okrutny, krwawy dyktator z kompleksem niższości. Słabeusz, który próbuje sam siebie przekonać o tym, ze jest silny. Dlatego jest taki uparty, nigdy nie przyznaje się do błędów i nigdy się nie cofa – zaznaczył Władimir Bukowski.

Utrzymać „bliską zagranicę”

Putin doskonale zdaje sobie sprawę, że silna Rosja, w oczach dużej części jej mieszkańców, to kraj, który nie tylko dba o „spokój” w swoich granicach, ale także umacnia swoje wpływy na terenach „bliskiej zagranicy”. Jeśli kraje do nich zaliczane chcą wejść do Unii Europejskiej, a nie daj boże do NATO, czy choćby zaczynają współpracować z Zachodem – zostają zaliczone do miana wrogów.


Rosyjska aneksja Krymu
Krym zmienił wszystko. Putin wstrzyknął Rosjanom wirusa rewizjonizmu

Tak było w przypadku choćby Gruzji, którą siły rosyjskie najechały w nocy z 7 na 8 sierpnia 2008 roku. Po raz kolejny Moskwa wykorzystała lokalny konflikt – separatyzm Osetii Południowej i Abchazji – by zaatakować państwo, które zaczęło orientować się na Zachód. „Dziwnym trafem” wojna ta zbiegła się z wymianą stanowiskami między Władimirem Putinem i Dmitrijem Miedwiediewem i pomogła umocnić się reżimowi. Przekaz był prosty – zdrajcy zostaną ukarani, nie zrezygnujemy z wpływów w regionie, nie dopuścimy, by NATO rozszerzyło się na Kaukaz, a przy tym wesprzemy sympatyzujące z nami siły polityczne. „Powieszę Saakaszwilego za jaja" – tak miał powiedzieć Putin ówczesnemu prezydentowi Francji Nicolasowi Sarkozemu, gdy ten starał się powstrzymać rosyjską ofensywę, gdy czołgi Rosji znajdowały się o 50 kilometrów od Tbilisi. Do dziś nie wiadomo, jak potoczyłaby się wojna w tym kraju, gdyby nie interwencja śp. Lecha Kaczyńskiego, który ściągnął do Tbilisi przywódców Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii i wyraził wsparcie dla walczących Gruzinów. Ówczesny polski prezydent powiedział również prorocze słowa o Ukrainie, która miała stać się już niedługo kolejną ofiarą rosyjskiej agresji.

Hybrydowy atak

I znów, podobnie jak to miało miejsce w Gruzji, tak i na wschodniej Ukrainie, Moskwa wykorzystała lokalny spór, by w kwietniu 2014 roku wywołać wojnę. W tym samym czasie, gdy Putin ponownie został wybrany na prezydenta. Odsunięcie od władzy i ucieczka z kraju prorosyjskiego Wiktora Janukowycza i dojście do władzy prozachodniego Petra Poroszenki zostało potraktowane jako zdrada „słowiańskiej wspólnoty” na rzecz „współpracy z jankesami”. Strata Ukrainy, w rozumieniu jej orientowania się na Zachód – UE, USA i NATO - jest dla Kremla czymś niedopuszczalnym. W efekcie, wykorzystując słabość tego państwa, prorosyjskie nastawienie części jego obywateli, niezdecydowanie Zachodu – Rosja anektowała Kreml i wsparła separatystów z Doniecka. Prowadzona przez Rosję wojna hybrydowa doczekała się wielu opracowań i choć upłynęło od niej kilka lat, wciąż nie wydaje się, by Zachód potrafił na nią odpowiednio odpowiedzieć.

Rosja dziś umiejętnie dozuje konflikt na wschodzie Ukrainy, wciąż przedstawiając się jako strona, która nie bierze w nim bezpośredniego udziału i której bardzo zależy na dobru ukraińskich obywateli zmuszonych żyć pod władzą „faszystów” z Kijowa. Putin odniósł zaś kolejny wielki sukces. Po raz kolejny pokazał się Rosjanom jako przywódca, który nie dopuści do osłabienia kraju - doskonały prezydent na trudny czas. Co z tego, że niedługo później w Rosję uderzyły zachodnie sankcje, które najbardziej poczuli zwykli obywatele. I to okazało się być w jakimś sensie na rękę władcy Kremla, gdyż zachodnimi karami może łatwo wytłumaczyć coraz gorszą kondycję rosyjskiej gospodarki i jej nierozwojowość. A ludzie zaciskają zęby, godzą się na niższe standardy, gdyż cieszy ich mocarstwowość ich ojczyzny.

Wspieranie zbrodniarza

Rosja jednak nie walczy jednak tylko o swoje granice, o wpływy na „bliskiej zagranicy”, ale też wszędzie tam, gdzie przelewa się krew niewinnych. Putin doskonale wykorzystał trwający od 2011 roku konflikt w Syrii, by z jednej strony przedstawić się jako przywódca wspierający sojusznika – reżim gazującego własnych obywateli dyktatora Baszara al-Asada, z drugiej, jako walczący ze światowym islamskim terroryzmem, co powinno zachwycić zarówno zachodnią opinię publiczną, jak i Rosjan obawiających się zamachów w ich kraju. Gdzieś w tle zostają oczywiście sprawy związane ze zwiększeniem wpływów w regionie, wyparcie stamtąd USA, uzyskanie dostępu do baz morskich czy przetestowanie nowego uzbrojenia, także w celu jego promocji wśród potencjalnych kontrahentów. Operacja wojskowa rosyjskiej armii w Syrii (oficjalna data - październik 2015 roku, choć wsparcie dla Damaszku miało miejsce dużo wcześniej) to tysiące zabitych w barbarzyńskich nalotach rosyjskiego lotnictwa cywili (budynki mieszkalne, szpitale), sukcesy na froncie wojsk podległych Asadowi, a także przyzwolenie na stosowanie przez dyktatora broni gazowej wobec obywateli. Skala rosyjskich przestępstw jest tak wielka, że nawet Parlament Europejski wystosował ostrą rezolucję. „Powtarzające się rosyjskie weto w Radzie Bezpieczeństwa w sprawie Syrii i wysiłki na rzecz wznowienia dochodzeń ONZ w sprawie ataków chemicznych w Syrii są haniebne - wskazali, europosłowie, dodając, że "utrudnianie międzynarodowych dochodzeń jest bardziej niż cokolwiek innego oznaką winy".

Terrorysta z Kremla

Putin nie cofnie się przed niczym, by utrzymać swoją władzę, o czym świadczą nie tylko wywoływane przez niego wojny, czy wzmacniane konflikty, ale także działalność stricte terrorystyczna – jak choćby udział przy zestrzeleniu samolotu Boeing 777 Malaysia Airlines nad Ukraina (samolot został strącony rakietą BUK, wystrzeloną z terenów kontrolowanych przez prorosyjskich separatystów, których Moskwa wspiera i którym dostarcza broń), czy skrytobójstwa na przeciwnikach reżimu, czego ostatnio doświadczył podwójny agent Siergiej Skripal, który wraz z córką został otruty na terytorium Wielkiej Brytanii.

Raz wrażliwy „batiuszka” otoczony wianuszkiem dzieci, wzruszający się zwierzątkami i grający na fortepianie, innym razem dzielny odkrywca odnajdujący starożytne amfory na dnie jeziora, czy też wspaniały, mężny przywódca prowadzący Rosję ku świetlanej przyszłości – jakie oblicze by w danym momencie nie prezentował Władimir Putin, prawda jest tylko jedna. Jest zbrodniarzem, który ma krew na rękach tysięcy niewinnych ofiar.

Petar Petrović

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Mafia czekistów i inne kręgi Kremla. Kim są ludzie Władimira Putina?

Ostatnia aktualizacja: 18.03.2018 11:38
Urzędnicy i biznesmeni, związani z Władimirem Putinem, są w wielu przypadkach odpowiedzialni za ciężkie zbrodnie, łamanie praw człowieka, korupcję, destabilizowanie sytuacji w regionie. Nazwiska wielu z nich figurują na zachodnich czarnych listach.
rozwiń zwiń