X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
more_horiz
Wiadomości

Zaprzysiężenie Bidena. Prof. Żurawski vel Grajewski: przed nami okres ideologicznego zacietrzewienia

Ostatnia aktualizacja: 20.01.2021 17:00
- Bez wątpienia czeka nas na świecie czas zacietrzewienia ideologicznego, co jest znakiem rozpoznawczym współczesnych elit lewicowych - powiedział w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski. Politolog z Uniwersytetu Łódzkiego odniósł się w ten sposób do objęcia władzy w Stanach Zjednoczonych przez nowego prezydenta Joe Bidena. - Jeśli w USA prym zaczną wieść zideologizowane kwestie partyjne, jak ma to miejsce w Europie Zachodniej, to będzie to dla nas wielkim zagrożeniem - uważa ekspert.
Joe Biden
Joe BidenFoto: VP Brothers / Shutterstock.com

Jakub Popławski, PolskieRadio24.pl: Jak według pana administracja Joe Bidena będzie postrzegała współpracę z Unią Europejską? Co się zmieni w porównaniu z okresem prezydentury Donalda Trumpa?

Prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski: Rzeczywistym podmiotem stosunków wzajemnych ze Stanami Zjednoczonymi nie jest Unia Europejska sama w sobie, tylko jej wiodące mocarstwa. Oczywiście więc kluczowe nie będą relacje z przewodniczącym Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej czy szefem dyplomacji UE, ale z Berlinem i Paryżem. Jeżeli mówimy o istocie spraw, a nie patrzymy na kostium dyplomatyczny, to te stolice będą głównym ogniwem zainteresowań USA.

Czytaj więcej
joe biden free shutt 1200 .jpg
Polityk z zawodu, po tragicznych życiowych przejściach. Sylwetka Joe Bidena

Sądzę więc, że zostanie podjęta próba ocieplenia i odbudowy międzynarodowych relacji z Zachodem Europy, które zostały silnie wychłodzone za czasów prezydentury Donalda Trumpa. Wydaje się, że Joe Biden będzie chciał się mocno skupić na tym kierunku.

Jak do tych prognoz stawiania przez USA na sojusz z Niemcami i Francją ma się podpisanie umowy inwestycyjnej między UE a Chinami? To raczej nie spodoba się Amerykanom. Wyklucza to chyba pomysły stworzenia wspólnego zachodniego bloku, który miałby odeprzeć chińską ekspansję gospodarczą.

Patrząc pod tym kątem, warunki ponownego zbliżenia Zachodu Europy ze Stanami Zjednoczonymi są mocno pesymistyczne. Prezydencja niemiecka, która dopięła to tuż przed końcem swojego przewodnictwa w Unii, powinna zaczekać z porozumieniem z Chinami na zakończenie procesu elekcyjnego w Stanach Zjednoczonych, uzgodnić to z administracją nowego prezydenta i wystąpić wobec Państwa Środka w bloku ogólnozachodnim. Tymczasem scenariusz był zupełnie odwrotny.

Niemcom wyraźnie się spieszyło przed wyborczym rozstrzygnięciem w USA. Nie konsultowali porozumienia z Chinami z nową administracją Joe Bidena, a wiadomo było, że stara administracja Donalda Trumpa już ustępuje ze stanowiska i ustalenia z nimi nie miałyby żadnej politycznej wartości. Świadomie i z premedytacją wykorzystali oni tę lukę, by decyzje zapadły w momencie, gdy Waszyngton nie będzie w stanie zająć wobec nich konkretnego i długofalowego stanowiska.

Trzeba też pamiętać, że Niemcy są jedynym państwem UE, które ma dodatni bilans w kontaktach handlowych z Chinami. Ostatnie porozumienie było dla nich bardzo korzystne. Nie będą więc one budowały jedności Zachodu w gospodarczej walce z Państwem Środka. To by im się nie opłacało. Będą pewnie, w oparciu o Unię, grać w swoją własną grę, odmienną od linii amerykańskiej.

"Jesteśmy gotowi, aby razem ze Stanami Zjednoczonymi pracować nad wspólnym Planem Marshalla dla demokracji" - napisał na Twitterze szef niemieckiej dyplomacji, komentując w ten sposób atak demonstrantów na Kapitol. "Wyrwanie z korzeniami podziałów, które istnieją w naszych krajach, jest jednym z największych zadań dla USA i Europy" - podkreślił Heiko Maas. Czy możliwy jest taki wspólny front liberalno-lewicowy, który będzie starał się rozlać ideologicznie na inne kraje?

Niemcy powinni bardzo uważać na język, którego używają. Hasło "ausrotten" (wykorzenić), bardzo źle się kojarzy. Odnosząc się zaś do sedna problemu - tak, i jest to bardzo prawdopodobny scenariusz, który będzie stosunkowo prosty do zrealizowania. Raczej odczujemy to połączenie wysiłków w zakresie forsowania ideologii lewicowo-liberalnej w modernistycznym wymiarze. W Stanach Zjednoczonych i Unii nadal dominować będą agendy, które państwa Europy Zachodniej bardzo agresywnie propagują już teraz.

Bez wątpienia czeka nas na świecie czas zacietrzewienia ideologicznego, co jest znakiem rozpoznawczym współczesnych elit lewicowych. Jest to dla nich efektywne, bo powoduje dużo rozgłosu przy poniesieniu stosunkowo niewielkich kosztów.

Czytaj więcej
joe biden free shutt 1200 .jpg
Tajne zadanie Secret Service. Przygotowania do zaprzysiężenia Bidena

Mimo końca kadencji administracja Donalda Trumpa nie rezygnowała z działań w sprawie gazociągu Nord Stream 2. Ma się poszerzyć lista firm, które zostaną objęte sankcjami ze względu na zaangażowanie w projekt. Jak na tę i inne kwestie energetyczne w Europie będzie patrzyła administracja Bidena?

Zmiana władzy nie zmieni raczej podejścia Stanów Zjednoczonych do niemiecko-rosyjskiego gazociągu. Dotychczasowe sankcje wobec Nord Streamu 2 były w amerykańskim Kongresie zatwierdzane ponadpartyjną większością. Jeżeli jednak administracja Bidena pozwoliłaby na dokończenie tej inwestycji, to wiązałoby się to automatycznie też z dawno niewidzianym poluzowaniem twardego kursu wobec Rosji.

Jeżeli zaś chodzi o inne aspekty działalności USA w sferze energetyki w Europie, to prognozy dla Polski są równie optymistyczne. Ma na to wpływ projekt Trójmorza, którego jednym z trzech głównych wymiarów jest integracja infrastrukturalna w dziedzinie tranzytu amerykańskiego gazu dostarczanego w stanie skroplonym do Świnoujścia. W interesie amerykańskim - bardzo poważnego lobby energetycznego - leży więc zdobycie środkowoeuropejskiego rynku zbytu, a Trójmorze to przecież aż 112 mln konsumentów. W uchwale Izby Reprezentantów Kongresu USA z 18 listopada 2020 r. znajduje się zachęta do poszerzenia współpracy trójmorskiej na Ukrainę, Mołdawię i Bałkany Zachodnie. To kolejne kilkadziesiąt milionów konsumentów. Ich pozyskanie oznaczałoby wyparcie z tych państw gazu rosyjskiego. Blokowanie Nord Streamu 2 ma więc tutaj kluczowe znaczenie, bo rynek nie może być nasycony i jednym, i drugim surowcem jednocześnie. Jeżeli rury będą pełne gazu z Rosji, to nie będzie zbytu na ten amerykański i odwrotnie.

Interes USA jest w naszym regionie oczywisty i nie zmieni go w żaden sposób ta czy inna administracja. Stany Zjednoczone przez lata były jednym z głównych konsumentów gazu, a od 2016 roku są jednym z głównych jego eksporterów i aktywnie poszukują rynków zbytu. Potężny biznes amerykański jest więc żywo zainteresowany utrzymaniem swoich wpływów w Europie Wschodniej. O powodzeniu tej operacji w głównej mierze decyduje współpraca z Polską, bez względu na to, czy będą ją prowadzić Demokraci, czy Republikanie. Skorzystamy przy okazji na tym my, bo pozbędziemy się zależności od gazu z Rosji, która z energetyki uczyniła element politycznego szantażu.

Jak będzie przebiegała współpraca militarna na linii Stany Zjednoczone-Unia Europejska? Donald Trump zmniejszył ogólnie liczbowo udział wojsk amerykańskich w Europie, co najbardziej dotknęło Niemcy. Polska jednak mocno przez te cztery lata skorzystała, bo prezydent USA przesunął fizycznie, a nie tylko prawnie, flankę NATO bardziej na wschód, czym znacznie zwiększył obecność militarną w naszym kraju.

Patrząc zdroworozsądkowo, decyzje Trumpa powinny być kontynuowane przez Bidena. Wojska amerykańskie nie stacjonują w Europie ot tak sobie, tylko mają pełnić realną funkcję odstraszania potencjalnego agresora. Niemcy nie są zagrożone żadną agresją, natomiast wschodnia flanka NATO jak najbardziej. Zatem wojska powinny być tam, gdzie realnie spełniają swoją funkcję. To jest jednak kalkulacja czysto merytoryczna.

Jest jeszcze jednak cała inercja historii i kwestie mentalne. Amerykanie stacjonowali w Niemczech od końca drugiej wojny światowej. Przez kilkadziesiąt lat zbudowało to związki mentalne, ich kadry oficerskie i infrastrukturę logistyczną, której symbolem jest baza w Ramstein. Przyzwyczajenie i pewna kultura strategiczna myślenia o Niemczech, jako podstawie obecności amerykańskiej w Europie, nadal istnieje. To nie zniknęło i łatwo jest do tego powrócić. W USA jest wielu zwolenników tego typu kontynuowania drogi wygodnym szlakiem, a nie rzucania się w nieznane.

Niewątpliwe jest też to, że Stany Zjednoczone są bardzo obciążane politycznie tym, iż posiadają swoje wojska daleko poza granicami własnego kraju. Amerykańscy wyborcy powszechnie życzą sobie redukcji tej skali ciężaru ludzkiego i finansowego. To buduje pewien potencjał pogłębiania się izolacjonizmu USA na arenie międzynarodowej. Na tym zresztą zagrał Trump, głosząc hasło "America first" w czasie kampanii wyborczej w 2016 roku. Obecność wojskowa Stanów Zjednoczonych w Polsce i innych rejonach świata będzie więc przede wszystkim motywowana względami wewnętrznymi, a te skłaniają USA do redukcji kosztów. Skutki tego mogą być jednak bardzo negatywne dla całego systemu geopolitycznego.

Czy możliwa jest więc redukcja ilości wojsk amerykańskich w Polsce?

Mam nadzieję, że nic takiego się nie wydarzy. Ich obecność w naszym kraju nie jest tak wielka, by ważyła na kwestiach oszczędnościowych w USA, bo tu się żadne działania bojowe nie toczą. Ma to za to kluczowe znaczenie w umacnianiu amerykańskiej roli w Europie Środkowej i zdobywaniu rynku Trójmorza. Patrząc pod tym kątem, redukcja wojsk Stanów Zjednoczonych w naszym kraju nie powinna nastąpić.

Natomiast jeśli prym zaczną wieść w USA zideologizowane kwestie partyjne, jak ma to miejsce w Europie Zachodniej, to oczywiście będzie to dla nas zagrożenie. Koszty takiego połączenia ideologicznego Stanów Zjednoczonych z Niemcami poniosłyby kraje naszego regionu, które znowu musiałyby się dostosować do niemieckiej dominacji, która w imię swoich interesów nie stroni od kontaktów z Rosją. Pozostaje mieć nadzieję, że ten negatywny scenariusz się nie spełni.

Czytaj więcej
morawiecki merkel 1200 en.jpg
Rok pod znakiem nacisków UE na Polskę. Prof. Żurawski vel Grajewski: im chodzi po prostu o rząd PiS

Jak Pan widzi postawę Joe Bidena stricte wobec Polski? W czasie kampanii wyborczej niezbyt przychylnie wypowiadał się on na temat polskiego rządu. W jednej z wypowiedzi umieścił nasz kraj obok białoruskiego reżimu Łukaszenki.

Jeśli nastąpi porozumienie nowej władzy w Stanach Zjednoczonych z lewicowymi elitami Unii Europejskiej, to automatycznie staniemy się obiektem intensywnej presji ideologicznej. Natomiast jeśli postawa Niemców wobec Chin stworzy ich spór z Ameryką, to wtedy Waszyngton będzie poszukiwał innych punktów oparcia na Starym Kontynencie. Po brexicie największym krajem proamerykańskim w UE jest właśnie Polska, która jednocześnie ma także zdolność przyciągania innych krajów regionu, które mają równie silne poczucie zagrożenia ze strony Rosji.

Relacje polsko-amerykańskie są relacjami państwowymi. To nie są stosunki bilateralne między PiS-em a Demokratami czy Republikanami. Jeżeli ten sposób patrzenia na rzeczywistość będzie podzielany w Waszyngtonie, to nie będzie problemu. Natomiast jeśli polityka międzynarodowa zostanie zdominowana przez ideologiczny wymiar międzypartyjny, to wtedy oczywiście sytuacja przybierze skrajnie negatywny wymiar.

Rozmawiał Jakub Popławski

Czytaj także

"Niedopuszczalny akt cenzury". Nawalny potępił zablokowanie Trumpa na Twitterze

Ostatnia aktualizacja: 10.01.2021 13:12
"Wśród osób, które mają konta na Twitterze są zimnokrwiści mordercy (Putin czy Maduro) oraz kłamcy i złodzieje (Miedwiediew). Od wielu lat Twitter, Facebook i Instagram są bazą dla »fabryki trolli« Putina i podobnych grup z innych autorytarnych krajów" - napisał na portalu społecznościowym rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny. "Oczywiście w czasie swojego urzędowania Trump pisał i mówił bardzo nieodpowiedzialne rzeczy. I zapłacił za to, nie będąc ponownie wybranym na drugą kadencję" - ocenił.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Pat wokół mediów społecznościowych. Republikanie są w szczególnie trudnej sytuacji

Ostatnia aktualizacja: 11.01.2021 21:40
Zablokowanie Donalda Trumpa na Twitterze, Facebooku oraz Instagramie dobitnie uświadamia, że środowiska konserwatywne w USA są w coraz trudniejszej sytuacji. Mimo ogromnej siły oddziaływania portale społecznościowe stoją ponad prawem i nie ma praktycznie żadnej możliwości, by wpływać na ich autorytarne decyzje. Nie jest też łatwe budowanie alternatywnych platform komunikacji, bo światowi giganci konsekwentnie wycinają wszystko, co może stanowić zagrożenie dla ich rynkowego monopolu.
rozwiń zwiń