X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
more_horiz
Wiadomości

Płacą podatki, nie mają senatorów. Mieszkańcy stolicy USA chcą swojego stanu

Ostatnia aktualizacja: 29.12.2019 13:43
Mieszkańcy Waszyngtonu domagają się zmiany faktu, że Dystrykt Kolumbii nie jest stanem i nie reprezentują ich senatorowie. "Płacimy podatki, dlaczego nie jesteśmy reprezentowani we władzach?" – pytają.
Kapitol
KapitolFoto: Shuttersock.com/dom. publiczna/Andrea Izzotti

W amerykańskiej konstytucji z XVIII wieku zapisano, że w Kongresie mogą zasiadać jedynie reprezentanci "wybrani przez ludność poszczególnych stanów". W związku z tym liczący ok. 700 tys. mieszkańców Dystrykt Kolumbii - jako terytorium funkcjonujące niezależnie od administracji stanowych - nie ma w Senacie żadnego przedstawiciela, a w Izbie Reprezentantów dysponuje jedynie delegatem bez prawa głosu.

CZYTAJ RÓWNIEŻ
1200_Trump_shut.jpg
Prof. Zbigniew Lewicki: Stany Zjednoczone chcą po części wycofać się ze świata

Trzy powodu takiego stanu rzeczy

Jak przyznaje w rozmowie z PAP Bo Shuff, dyrektor wykonawczy organizacji pozarządowej DC Vote, to bezprecedensowy przypadek płacenia podatków przez obywateli i nieposiadania przez nich reprezentacji we władzach.

Wskazuje na trzy powody takiej sytuacji: historię, sprzeciw polityczny Partii Republikańskiej oraz brak wiedzy Amerykanów o prawnym statusie swojej stolicy.

W zamiarze ojców założycieli USA stolica miała być terytorium niezależnym od władz stanowych. Jako siedzibę rządu Stanów Zjednoczonych wybrano słabo zaludnione i bagniste tereny nad rzeką Potomak, wydzielono je z terytorium dwóch stanów - Maryland oraz Wirginii. W związku z tym mieszkańcy tego obszaru stracili prawo do posiadania własnych przedstawicieli w Kongresie.

"Ludzie tu płacą podatki"

Konstytucja USA stanowi, że Kongres ma prawo "sprawować na zasadach wyłączności i bez żadnych ograniczeń władzę ustawodawczą w okręgu". W 1973 roku część kompetencji parlamentu przekazano jednak lokalnemu samorządowi. Dwanaście lat wcześniej wprowadzono poprawkę do konstytucji przyznającą Dystryktowi Kolumbii trzech elektorów wybierających prezydenta USA.

>>>[CZYTAJ RÓWNIEŻ] Amerykański historyk: USA powstały w kontekście Wielkiego Przebudzenia

Lokalne organizacje w Waszyngtonie stoją na stanowisku, że ograniczenie praw wyborczych nie było intencją ojców założycieli. Argumentują, że obecne prawo to relikt, który należy zmienić. - Niektórzy nie widzą, że ludzie tu (w Waszyngtonie) normalnie żyją, pracują, płacą podatki - mówi Shuff.

Jego organizacja nie proponuje całkowitego pozbycia się dystryktu federalnego. DC Vote postuluje, by jego terytorium ograniczyć do ścisłego centrum Waszyngtonu, obszaru wokół Białego Domu i Kongresu. Pozostała część obecnego Dystryktu Kolumbii stałaby się 51. stanem USA i uzyskałaby dwóch senatorów i proporcjonalną do ludności liczbę parlamentarzystów w Izbie Reprezentantów.

Postulat "zgodny z konstytucją"

Shuff podkreśla, że postulat DC Vote "wciąż zachowuje stolicę dla całego narodu" i jest zgodny z amerykańską konstytucją. Stołeczny dystrykt obejmowałby budynki rządowe i "wszystko to, co widzi się na pocztówkach", a gdzie "nikt nie mieszka".

DC Vote, powołując się na dokumenty ministerstwa sprawiedliwości, argumentuje, że do takiego kroku nie jest konieczna konstytucyjna poprawka, a wystarczy jedynie decyzja parlamentu USA, do którego należy zwierzchnictwo nad okręgiem federalnym. - Nie jest jasne czy jest konieczny podpis prezydenta - zauważa Shuff, podkreślając, że zwyczajowo przywódca USA zatwierdzał takie dokumenty, ale w prawie nie jest to przewidziane wprost.

W związku z przewagą w Senacie Republikanów taka zmiana jest jednak obecnie mało prawdopodobna. Dwóch dodatkowych senatorów z Waszyngtonu - bo tyle ma zagwarantowany każdy stan USA - byłoby sporym politycznym wsparciem dla Partii Demokratycznej.

Dystrykt Kolumbii w przytłaczającej większości opowiada się za Demokratami - w wyborach prezydenckich w 2016 roku Donald Trump z Republikanów otrzymał tu jedynie nieco ponad 4 proc. głosów.

CZYTAJ RÓWNIEŻ
Donald Trump grafika 1200.jpg
Wybory prezydenckie w USA i dylematy amerykańskiej polityki zagranicznej

Republikanie przeciw

Przedstawiciele Partii Republikańskiej argumentują, że utworzenie z Waszyngtonu nowego stanu byłoby nie tylko sprzeczne z konstytucją i wizją ojców założycieli, ale i niebezpiecznym precedensem przyznania senatorów pojedynczemu miastu. Wskazują też na problem korupcji w lokalnych władzach.

- Nie mamy wsparcia dwóch partii - przyznaje Shuff. Jednocześnie zastrzega, że największą przeszkodą jest to, że "ludzie nie wiedzą o problemie", co potwierdzają ogólnoamerykańskie badania opinii publicznej. Od lat lokalne organizacje nie tylko przedstawiają nowe propozycje prawne, ale i próbują nagłośnić temat. W 2000 roku w ramach protestu jedna z elektorek z Dystryktu Kolumbii odmówiła oddania głosu w wyborach prezydenckich.

W 2016 roku w referendum zagłosowali za to mieszkańcy Waszyngtonu. Przy rekordowej frekwencji opowiedzieli się w 85,7 proc. za utworzeniem nowego stanu.

"Zakończyć opodatkowanie bez przedstawicielstwa" – to napis na tablicach rejestracyjnych większości samochodów w stolicy USA. Sfrustrowani Waszyngtończycy nawiązują w ten sposób do historycznej "herbatki bostońskiej" z 1773 roku. Pod hasłem "Żadnych podatków bez reprezentacji" zatopiono wtedy opodatkowane na rzecz Wielkiej Brytanii ładunki herbaty. Okazało się to pierwszym epizodem wojny o niepodległość USA.

51 gwiazd

Stany Zjednoczone są "niestety jedynym państwem na świecie" - pisze na swoim portalu DC Vote - które "pozbawia praw obywatelskich obywateli mieszkających w stolicy kraju". I to mimo tego - jak głoszą plakaty przed biurem burmistrz - że płacą oni miliardy w podatkach federalnych, tysiące z nich jest w amerykańskiej armii, a miasto zamieszkuje więcej osób niż stany Wyoming czy Vermont.

Nie mogą oni liczyć na poparcie swojej kwestii ze strony gospodarza w Białym Domu. Na tablicach rejestracyjnych limuzyn Trumpa - jak informują w sobotę media - nie widnieją już wprowadzone przez jego poprzednika Baracka Obamę motta "zakończyć opodatkowanie bez przedstawicielstwa".

Decyzja ta nie powinna jednak złamać determinacji tych Waszyngtończyków, którzy w swoich ogródkach mają flagi USA z 51, a nie 50 gwiazdami, z których każda reprezentuje jeden stan.

msze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Waszyngton i Londyn połączy umowa handlowa?

Ostatnia aktualizacja: 28.12.2019 13:38
- Stany Zjednoczone to największy rynek eksportowy dla Wielkiej Brytanii, ale mogą być też konsekwencje negatywne dla Wielkiej Brytanii z całego tego zamieszania - powiedział Artur Wróblewski z Uczelni Łazarskiego. 
rozwiń zwiń