more_horiz
Wiadomości

Kraków: pełnomocnicy sędziego Wojciecha Łączewskiego chcą, by sąd zwrócił się do TSUE

Ostatnia aktualizacja: 11.02.2019 15:12
Pełnomocnicy sędziego Wojciecha Łączewskiego chcą, by sąd zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości UE. Zależy im na tym, by ten orzekł, czy system wymiaru sprawiedliwości w Polsce "w elemencie dyscyplinarnym, spełnia wymogi unijne". 
Audio
  • Wojciech Łączewski: służę listą wypowiedzi ministra sprawiedliwości na mój temat (IAR)
Siedziba TSUE w Luksemburgu
Siedziba TSUE w LuksemburguFoto: Shutterstock

Podczas poniedziałkowego niejawnego posiedzenia Sąd Dyscyplinarny przy Sądzie Apelacyjnym w Krakowie zajmował się rozpatrzeniem wniosku prokuratury o uchylenie immunitetu sędziemu Wojciechowi Łączewskiemu. 

Jak poinformowali po posiedzeniu dziennikarzy pełnomocnicy sędziego, zwrócili się oni do sądu o zadanie pytania prejudycjalnego do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Chcą, by ten - jak mówił adw. Artur Pietryka - ocenił, "czy system wymiaru sprawiedliwości w elemencie dyscyplinarnym, czyli dotyczącym sędziów i tego, jak oni pełnią służbę, spełnia wymogi, jakie stawiają przed nim regulacje unijne - Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, ale też polska Konstytucja". Następne posiedzenie w tej sprawie odbędzie się 15 marca. 

"To odroczenie jest spowodowane między innymi tym, że sąd powziął pewne argumenty, i zastanowi się czy w takiej sytuacji, kiedy jedynym organem, który można zapytać o to, czy to, co mamy spełnia wymogi jest Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej - nie zapytać go o to" - powiedział Pietryka. "To jest pierwszy krok, ponieważ nie mamy jeszcze postawienia (sądu - PAP) o skierowaniu pytania prejudycjalnego" - wyjaśnił. 

"Obecnie rządzący wprowadzili istotne, fundamentalne zmiany w tym zakresie, a my te zmiany wskazujemy jako powodujące pewne wątpliwości co do tego, jak i czy nasze sądy dyscyplinarne są niezawisłe, i jak tę niezawisłość należy pojmować" - ocenił adw. Pietryka. 

Jaka treść pytania do TSUE?

Doprecyzowując treść pytania, które ewentualnie miałby zadać sąd, adw. Beata Czechowicz wyjaśniła, że związane byłoby ono z oceną "czy aktualne przepisy o postępowaniu dyscyplinarnym, które są nowymi przepisami, odpowiadają regułom demokratycznego państwa prawa według standardów prawa międzynarodowego, europejskiego, które wyznacza kanon przepisów, które muszą być gwarantowane w każdym postępowaniu o charakterze penalnym, między innymi w tym". "Uważamy, że mamy szanse doprowadzić - o ile oczywiście sąd podejmie naszą inicjatywę - do zweryfikowania tych przepisów" - dodała. 

Jej zdaniem, złożony przez pełnomocników wniosek "jest dość obszerny, bogaty w argumentację prawną, będącą także argumentacją prawną międzynarodową". Podkreśliła, że teraz sąd "chce mieć szansę na namysł prawny, bo sprawa jest precedensowa, skomplikowana i wymaga refleksji". Z kolei sędzia Łączewski - pytany o to, jak skomentuje całą sprawę - zwrócił uwagę na to, że mimo medialnych ataków na jego osobę, nie może "bronić się medialnie". "Ja nie mogę ujawnić materiałów z postępowania przygotowawczego, więc w tej sytuacji pozostaje mi czekać w spokoju na orzeczenie sądu dyscyplinarnego. Podtrzymuję to, co powiedziałem - zawsze ufałem i wierzyłem w sprawiedliwość, w niezawisłych sędziów i niezależne sądy" - mówił dziennikarzom. 

Podkreślił jednak, że czuje się "delikatnie nieswojo" w sytuacji, gdy "wniosek składa prokurator podległy ministrowi sprawiedliwości, do sprawy przystępują rzecznicy dyscyplinarni - zastępcy rzeczników dyscyplinarnych, powołanych przez ministra sprawiedliwości, i orzekają sędziowie, którzy są również powołani przez ministra sprawiedliwości". "Jest to w dalszym ciągu ta sama osoba" - ocenił Łączewski. 

Jeżeli sąd zgodzi się na uchylenie mu immunitetu, prokuratura będzie mogła przedstawić sędziemu zarzuty i ewentualnie skierować akt oskarżenia do sądu, przed którym będzie toczyło się postępowanie karne.

Przestępstwo, którego nie było?

Wniosek, który prokuratura skierowała do sądu 21 marca, dotyczy złożenia przez Łączewskiego doniesienia o przestępstwie, którego nie było, i składania fałszywych zeznań. Z ustaleń śledztwa wynika – poinformowała Prokuratura Regionalna w Krakowie – że wbrew złożonemu przez sędziego zawiadomieniu o przestępstwie nie doszło do włamania do prowadzonych przez niego pod fikcyjnymi nazwiskami kont na Twitterze. 

Jak wskazują również zgromadzone dowody, sędzia zeznał nieprawdę, że to rzekomy włamywacz namawiał w internetowej korespondencji osobę, którą wziął za redaktora naczelnego "Newsweeka" Tomasza Lisa, do prowadzenia antyrządowej kampanii, a także bez wiedzy sędziego zrobił i wysłał za pośrednictwem Twittera jego zdjęcie. Fotografia miała być dowodem, że właścicielem konta zarejestrowanego na fałszywe nazwisko "Krzysztof Stefaniak" jest właśnie sędzia Wojciech Łączewski. 

Zlecona przez prokuraturę ekspertyza z zakresu informatyki jednoznacznie wykazała, że nikt poza sędzią Wojciechem Łączewskim nie miał dostępu do jego urządzeń elektronicznych i kont na Twitterze. Zeznania świadków przeczą zaś wersji zdarzeń przedstawionych przez sędziego. 

Zawiadomienie sędziego

W lutym 2016 r. sędzia Łączewski złożył w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie ustne zawiadomienie, że nieznana mu osoba włamała się na jego konta prowadzone pod fikcyjnymi nazwiskami na Twitterze i w jego imieniu prowadziła korespondencję. W zawiadomieniu do prokuratury sędzia zwrócił się o ściganie osoby, która między 16 a 28 stycznia 2016 r. miała podszywać się pod niego na Twitterze w celu wyrządzenia mu szkody osobistej. W sprawie zostało wszczęte śledztwo. 

Sędzia złożył zawiadomienie po ukazaniu się 29 stycznia 2016 r. w portalu Kulisy24.com publikacji "Zaplątany sędzia", w której autorzy – nie wymieniając z nazwiska sędziego Wojciecha Łączewskiego – opisywali, że znany sędzia za pośrednictwem Twittera nawiązał prywatną korespondencję z osobą, którą wziął za Tomasza Lisa, i namawiał ją do przyjęcia nowej strategii w politycznej walce z rządem. 

Według autorów publikacji, sędzia prowadził z tą osobą internetowe rozmowy, posługując się kontami zarejestrowanymi na fikcyjne nazwiska. Aby udowodnić swoją prawdziwą tożsamość, przesłał rozmówcy swoje zdjęcie. Dziennikarze, chcąc wykluczyć prowokację i potwierdzić, że autorem korespondencji jest rzeczywiście znany sędzia, zaproponowali mu spotkanie w wyznaczonym miejscu i czasie. 

W kolejnej publikacji, która ukazała się w "Warszawskiej Gazecie" w lutym 2016 r., ujawniono, że opisanym przez Kulisy24.com sędzią jest Wojciech Łączewski. 

Informacje od Twittera

W toku śledztwa, wszczętego w wyniku zawiadomienia złożonego przez sędziego Łączewskiego, prokuratura zleciła ekspertyzę z zakresu informatyki, przesłuchała licznych świadków i uzyskała w ramach międzynarodowej pomocy prawnej informacje od amerykańskiej firmy Twitter. Z opinii biegłego wynika, że nie doszło do włamania do kont, które sędzia prowadził na Twitterze pod fikcyjnymi nazwiskami "Marek Matusiak" i "Krzysztof Stefaniak". Biegły nie znalazł również śladów świadczących o tym, że nieuprawnione osoby miały dostęp do komputerów, tabletu, telefonu sędziego. 

Na dysku sędziego biegły odnalazł zdjęcie, które zostało wykonane jego telefonem i zostało automatycznie, poprzez usługę iCloud, przesłane do zsynchronizowanego z tym telefonem komputera sędziego. Czas wykonania fotografii jest tożsamy z czasem rozmowy na Twitterze i koresponduje z jej treścią. Sposób ustawienia aparatu wskazuje, że zdjęcie zrobił sobie osobiście Łączewski. 

Przesłuchany w charakterze świadka znajomy sędziego zaprzeczył, by umawiał się z nim w tym samym miejscu i czasie, które wyznaczyli Łączewskiemu dziennikarze. Stoi to w sprzeczności z zeznaniami Łączewskiego, według którego pojawił się przed wskazanym przez dziennikarzy blokiem na warszawski Wilanowie, aby odebrać książkę od znajomego. 

Prokuratura: nielegalnego przejęcia nie było

Wnikliwa analiza materiału dowodowego wykazała – czytamy w komunikacie prokuratury – że nie doszło do nielegalnego przejęcia przez osobę trzecią kont na Twitterze, prowadzonych przez sędziego Łączewskiego. Doprowadziło to w maju 2018 r. do umorzenia wszczętego po zawiadomieniu sędziego śledztwa. 

Ustalone przez prokuraturę okoliczności jednoznacznie podważają prawdziwość złożonego przez sędziego doniesienia o przestępstwie i jego zeznań. Wskazują, że sędzia dopuścił się czynów z artykułów 238 i 233 kodeksu karnego, polegających na złożeniu zawiadomienia o przestępstwie, którego nie było i fałszywych zeznań - poinformowała w komunikacie PR. 

Zgodnie z ustawą Prawo o ustroju sądów powszechnych, postępowanie przygotowawcze w tym zakresie może być kontynuowane jedynie po wydaniu przez właściwy sąd dyscyplinarny uchwały, zezwalającej na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej.

msze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak