more_horiz
Sport

Damian Janikowski: jeśli zaproponują mi walkę o pas, stoczę ją. Obojętnie z jakim przeciwnikiem

Ostatnia aktualizacja: 21.04.2018 11:15
Utytułowany zapaśnik Damian Janikowski (3-0, 3 KO) przebojem wdarł się do czołówki wagi średniej Konfrontacji Sztuk Walki. Jak sam komentuje swoje dotychczasowe pojedynki i jaką widzi dla siebie przyszłość? Między innymi o tym opowiedział w specjalnym wywiadzie dla portalu PolskieRadio.pl.
Damian Janikowski podczas wywiadu dla portalu PolskieRadio.pl
Damian Janikowski podczas wywiadu dla portalu PolskieRadio.pl Foto: Krzysztof Plona/PolskieRadio.pl

Odwiedziliśmy brązowego medalistę olimpijskiego z igrzysk w Londynie w jego aktualnym klubie. W Warszawskim Centrum Atletyki mogliśmy spotkać także wiele innych gwiazd polskich sportów walki. Poza Janikowskim, do WCA należą między innymi Paweł Nastula, Mariusz Pudzianowski, Artur Szpilka, Maciej Sulęcki, Łukasz Jurkowski, Izo Ugonoh, Marcin Najman, Daniel Omielańczuk czy Marcin Tybura.

Damian Janikowski urodził się 27 czerwca 1989 roku we Wrocławiu. Od 10. roku życia trenował zapasy, w których osiągnął wielkie międzynarodowe sukcesy. Przez lata należał do światowej czołówki w kategorii do 84 kg w stylu klasycznym. Największe zapaśnicze osiągnięcie to brązowy medal podczas letnich igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku. W tym samym roku został wicemistrzem Europy, a rok wcześniej zdobył srebrny medal na mistrzostwach świata. Janikowski był także siedmiokrotnym mistrzem kraju.

Występował w barwach WKS Śląsk Wrocław. Był żołnierzem Wojska Polskiego. W 2013 roku został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz Złotym Medalem „Za zasługi dla obronności kraju”. W 2017 roku zakończył czynną służbę, w pełni poświęcając się treningom sportowym.

Kolejne lata były dla wrocławskiego zapaśnika nieco mniej udane. Nie zakwalifikował się na igrzyska w Rio de Janeiro w 2016 roku, po czym zdecydował się zmienić dyscyplinę sportu. W listopadzie 2016 roku w telewizyjnym programie „Puncher” na antenie Polsatu Sport News poinformował o podpisaniu kontraktu z Konfrontacją Sztuk Walki.

Czytaj dalej:
janikowski 1200.jpg
KSW 39: Damian Janikowski - Julio Gallegos. Medalista olimpijski wchodzi do oktagonu

W oktagonie prężnie rozwijającej się polskiej federacji MMA zadebiutował 27 maja 2017 roku podczas niezapomnianej gali na Stadionie Narodowym. Na KSW 39: Koloseum w niespełna półtorej minuty pokonał dużo bardziej doświadczonego Julio Gallegosa. Również walka na KSW 41 w Katowicach (23 grudnia 2017 roku) z weteranem polskiego MMA – Antonim Chmielewskim zakończyła się triumfem wrocławianina (od początku 2017 roku mieszkającego jednak w Warszawie) przez techniczny nokaut.

Swój najbardziej efektowny triumf odniósł natomiast w trzeciej zawodowej walce. Gala KSW 43, która odbyła się w rodzinnym mieście Janikowskiego, była jego prawdziwym popisem. Potrzebował ledwo osiemnastu sekund, by poddać groźnego Anglika Yannicka Bahatiego i odnieść trzecie kolejne zwycięstwo. Bahati na kilka tygodni przed galą zaczął bezpardonowo atakować Polaka w mediach społecznościowych.

- Zamknąłem mu buzię - powiedział Janikowski, który otrzymał od KSW bonus za nokaut wieczoru. Efektowne zwycięstwo okupił jednak złamaniem kości śródręcza.

Słychać głosy, że Janikowski niebawem stanie się jedną z lokomotyw rozwoju KSW. Zdaniem wielu, jego walka o pas w wadze średniej jest tylko kwestią czasu. Jak on sam się do tego odnosi? Jak groźna jest odniesiona w ostatniej walce kontuzja? Czy Bahati był jego najtrudniejszym rywalem? Jaką taktykę przygotowywał na ostatnią walkę? Czy polskie zapasy czeka lepsza przyszłość? Za co Damian szanuje Justynę Kowalczyk? O tym wszystkim dowiecie się Państwo z naszego wywiadu.

Pierwsze i chyba najważniejsze pytanie: co z Twoją ręką?

Ręka jest cała, ale połamana. Trzy ostatnie, kończące ciosy, które zadałem z boku głowy przez swoją siłę i precyzję sprawiły, że kość śródręcza została mocno zraniona. Pękła w pół, dlatego przez trzy tygodnie będę miał rękę w gipsie.

Przebieg tej walki był trochę niespodziewany. Ruszyłeś na niego od razu, a bardziej spodziewaliśmy się, że walka potrwa dłużej. Twój przeciwnik w mediach społecznościowych pozował na faworyta, ale szybko go uciszyłeś. To był Twój plan, aby ruszyć na Anglika od początku?

Przede wszystkim, to on na mnie ruszył pierwszy. Naszym planem była spokojna walka, bez szarżowania w jego stronę. Miałem okopywać jego nogi, bo wiedziałem, że zawsze ma je wysunięte, a gdyby doszło do konfrontacji bokserskiej – miałem powtórzyć to, co ćwiczyliśmy na treningach. Generalnie tak się stało. On ruszył, ja zadałem niskie kopnięcie, potem się cofnąłem. Widać było, że on chce ze mną walczyć, więc poszliśmy na wymianę. Wszystko wyszło, tak jak powinno w stu procentach. Potem dołożyłem jeszcze wysokie kopnięcie na głowę, a później to już „dobijałem” i właśnie w tym momencie, prawdopodobnie, złamałem rękę.

Czytaj dalej:
Damian Janikowski 1200 .jpg
KSW 43: Bahati wygadał się przed walką, Janikowski przemówił w klatce. Były zapaśnik skradł show, "to było jak obrona magistra"

Jak ocenisz Bahatiego w porównaniu z wcześniejszymi przeciwnikami, którzy też byli bardziej doświadczeni od Ciebie? Sprawił Ci większe problemy w przygotowaniach? Musiałeś ćwiczyć mocniej, więcej czy też zmienić taktykę w porównaniu ze starciami z Chmielewskim czy Gallegosem?

Taktyka na tę walkę była zupełnie inna. Byliśmy nastawieni na trzy naprawdę bardzo mocne rundy. Oglądaliśmy wcześniej walki Bahatiego i wiedzieliśmy, jak wszechstronnym jest zawodnikiem. Znikąd nie wzięło się to, że został mistrzem dwóch federacji, po których zawodnicy trafiają potem do UFC (BAMMA i EFC – przyp. red.). Taktyka była więc inna. Przygotowania z kolei zwykle wyglądają podobnie. W końcówce tylko zmieniamy taktykę pod przeciwnika. Jestem jeszcze na tyle młodym i niedoświadczonym zawodnikiem, że rozwijam się w każdej płaszczyźnie, którą na co dzień trenuję. Przygotowania trwały niecałe dwa miesiące. Ledwo zdążyłem wrócić z urlopu z Tajlandii i już trafiłem na treningi do klubu. Sparowałem z Tomkiem Narkunem, później pomogłem w przygotowaniach Jankowi Błachowiczowi. Potem oni pomogli mi.

Nawet święty traci czasami cierpliwość

Wspomniałeś o wciąż małym doświadczeniu w KSW. Czy trash talk, który uprawiał Bahati, Cię zdziwił? Atmosfera przed wcześniejszymi walkami nie była tak agresywna, a Twoi przeciwnicy skupiali się na tym, co pokażą w oktagonie. Anglik zdecydował się jednak na inną taktykę. Trochę Cię to chyba zdenerwowało, bo wrzuciłeś na Facebooka filmik, w którym mu odpowiedziałeś…

Nawet święty traci czasami cierpliwość. Zderzyłem się z czymś nowym. Nigdy wcześniej nikt nie wyzywał mnie przed walką w taki sposób. Jeśli chodzi o filmik – była to chwila emocji, która poszła w świat. Myślę, że było to powiedziane na tyle skromnie, że zachowałem spokój. Powiedziałem, że postaram mu się jak najszybciej zamknąć buzię. I bardzo się cieszę, że walka tak się skończyła.

Jakie są Twoje plany na kolejne walki? Trzeba przyznać wprost: trzy zwycięstwa z dosyć mocnymi przeciwnikami pokazują, że możesz odgrywać coraz poważniejszą rolę w dywizji średniej. Słyszałem wypowiedzi właścicieli KSW, że możesz stać się nową lokomotywą sprzedaży pay-per-view. W związku z tym, czy widzisz siebie walczącego niebawem o pas mistrzowski? Czy jeszcze za wcześnie na walki z takimi zawodnikami, jak Mamed Chalidow czy Michał Materla?

Nie chcę powiedzieć ani tak, ani nie. O mój gameplan i dalszą karierę trzeba zadać pytanie włodarzom KSW. Jeżeli będę musiał się bić, aby powoli czekać na walkę o pas – będę się bił. Jeśli już teraz mi zaproponują walkę o pas to też ją stoczę, obojętnie z jakim przeciwnikiem. Wiadomo, że aktualnym mistrzem jest Mamed Chalidow, który przegrał z Tomaszem Narkunem w extra fighcie. Jeśli zwakuje ten pas, to pewnie Scott Askham, który wygrał z Materlą będzie musiał się o niego bić, ale nie wiadomo z kim. Michał jest po przegranej, ja mam za sobą wygrane walki… Nie mam pojęcia, jak to się będzie układało i nie mam zwyczaju wyzywać innych zawodników do swoich przyszłych walk.

Jakie są Twoje najbliższe plany? Kiedy możesz być gotowy do kolejnej walki?

Żaden z zawodników nie walczy z walki na walkę, zawsze jest ta jedna walka odstępu. Na jesieni będzie gala w Londynie, potem  gala w grudniu. Na którejś z nich na pewno będę walczył.

 Poszedłem do innej dyscypliny, gdzie jest zawodowstwo i większy profesjonalizm

Chciałbym też zapytać o czasy wcześniejsze, olimpijskie. Czy porzucenie zapasów było dla Ciebie trudną decyzją? Co bardziej na to wpłynęło: fakt, że chciałeś rozwijać się w sportach walki czy może, po nieudanych kwalifikacjach do Rio, uznałeś, że czas spróbować czegoś nowego?

Zarówno potrzebowałem czegoś nowego, jak i chciałem się rozwijać w sportach walki. Poszedłem do innej dyscypliny, gdzie jest zawodowstwo i większy profesjonalizm nakładany na przygotowania i całą moją karierę. Ale trzecią kwestią, która mnie skłoniła są także finanse. Chciałem zacząć odkładać na swoje życie oraz rozwijać się medialnie i wizerunkowo.

Czytaj dalej:
Damian Janikowski 1200 .jpg
KSW 43: Damian Janikowski lubi minimalizm? Debiut trwał 90 sekund, czas na starcie z Bahatim

Zawodnik Twojego pokroju, medalista olimpijski, odczuł finansowo przejście z zapasów do MMA. Czy to oznacza, że zapasy nadal są sportem typowo amatorskim? Ciężko tam o środki, o sponsorów?

Zapasy, jako sport olimpijski, są przede wszystkim sportem amatorskim. Nie mnie to oceniać, jak w Polsce dba się o medalistów igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata czy Europy. Widać, że coraz więcej zawodników albo rezygnuje, albo przechodzi do innych sportów, które są lepiej opłacane. Niemniej jednak wszystko, co osiągnąłem, również to, że jestem w KSW, zawdzięczam zapasom. Byłem zakochany w zapasach. Mogłem się utrzymywać dzięki uporowi, wytrwałości, ludziom, którzy mi pomagali, również dokładając się do mojego budżetu. Wiadomo, że dzięki wynikom, otrzymywałem też jakieś pieniądze pozwalające przetrwać. Dobrym ruchem było też to, że przez siedem lat byłem żołnierzem w wojskowym zespole sportowym we Wrocławiu. Ale kiedy pojawiła się rodzina, mieszkanie, kredyt było już bardzo ciężko. Jednak dawałem sobie radę. Miałem wokół siebie ludzi, którzy mi pomagali. Osiągając takie wyniki, chciało się jednak być sportowcem poukładanym finansowo. Czasy w zapasach były ciężkie, ale o tym już zapominam. Teraz jestem nowym zawodnikiem. Jestem zadowolony z KSW, ze sponsorów, dzięki czemu mogę się rozwijać. Mam teraz wszystko zapewnione. Duże podziękowania kieruję do swego menedżera Michała Pernacha. Wraz ze sponsorami i trenerami tworzymy bardzo zgrany team. Rozwijam się, a przy tym nie muszę już główkować, jak zarobić.

Poczułem, że mogę być dobry i osiągnąć w tym sporcie sukces. Jak przyszedłem, tak zostałem.

Jak trafiłeś do zapasów? Miałeś jakąś inspirację, na przykład wielkich polskich zapaśników sprzed lat, jak Ryszard Wolny czy Andrzej Wroński? Chciałeś im dorównać czy była to miłość do sportu bez specjalnych idoli? Czułeś, że to sport dla Ciebie?

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Na zapasy zaprowadził mnie kuzyn, Mariusz Bielecki, który do dzisiaj jest trenerem. Trafiłem pod skrzydła mojego pierwszego trenera, Leszka Użałowicza i to on zaszczepił we mnie rywalizację sportową i zapaśniczego bakcyla. Jak w 1999 roku poszedłem na salę pierwszy raz, tak nie wyszedłem z niej praktycznie przez 16-17 lat. Po prostu poczułem krew tej rywalizacji. Poczułem, że mogę być dobry i osiągnąć w tym sporcie sukces. Jak przyszedłem, tak zostałem.

Rozumiem, że na igrzyskach w Tokio Cię nie zobaczymy?

Nie, nie zobaczycie, choć wiem, że mówi się o tym, że spokojnie mógłbym stanąć do kwalifikacji olimpijskich, następnie zdobyć tę kwalifikację i pojechać na igrzyska. Ja jednak zakończyłem już przygodę z zapasami i myślę, że nie porwę się na to, aby jeszcze raz startować na igrzyskach.

Jak oceniasz to, co teraz dzieje się w polskich zapasach? Powstała zawodowa liga, w niektórych miastach kibice zaczęli się interesować tą dyscypliną, przychodzą na mecze. Czy myślisz, że to wpłynie na poprawę finansów i, przede wszystkim, poprawę poziomu sportowego?

Poziom poprawi się na pewno. Jeśli chodzi o finanse – wątpię, ponieważ zapasy finansuje głównie ministerstwo sportu i to ono wykłada do związku pieniądze. Natomiast jeśli chodzi o popularyzację, to na pewno zmieni się na lepsze. Liga jest pokazywana na otwartym kanale TVP Sport, gdzie walki komentuje Bogusław Solecki, którego pozdrawiam.  Medialność zapasów więc rośnie, ale nie uważam, że to wpłynie na ich przebicie jako bardziej popularnej dyscypliny. Na temat zapasów nic więcej nie powiem, bo, szczerze mówiąc, nie interesuję się już tym sportem.

Czytaj dalej:
ksw 43 1200 f.jpg
KSW 43: dwóch gladiatorów straciło pieniądze przed galą we Wrocławiu

W takim razie wróćmy do MMA. Pojawiają się dyskusje, co robić z zawodnikami, którzy nie spełnili limitu wagowego. Na ostatniej gali też mieliśmy dwie takie sytuacje. Jak Ty poradziłeś sobie ze zbiciem wagi i czy federacja powinna reagować na sytuację, gdy zawodnicy nie wyrabiają się w swoim limicie?

KSW na to reaguje. Są kary pieniężne, które oddaje się w części przeciwnikowi, bądź federacji. Jeśli chodzi o mnie, to po walce cały czas staram się odżywiać prawidłowo. Nie zapycham się pizzami, fast foodami, słodyczami, słodkimi napojami, itp. To pozwala mi cały czas trzymać się w swoim limicie wagowym. Dzięki temu łatwiej przychodzi mi zbijanie wagi, nie mam z tym problemów. Nigdy w życiu nie zdarzyło mi się tej wagi nie zrobić i mam nadzieję, że się nie zdarzy.

A jak wygląda Twój dzień treningowy? Jak często i z kim trenujesz? Od kiedy jesteś w Warszawie i trenujesz w WCA?

W Warszawskim Centrum Atletyki jestem od lipca 2017 roku, kiedy zakończyłem współpracę z klubem S4. W Warszawie przebywam już ponad rok, bo przeprowadziłem się w styczniu ubiegłego roku. Codziennie trenuję. Dwa razy dziennie z trenerem Robertem Joczem, z trenerem Robertem Złotkowskim, z Krzyśkiem Gutowskim… Teraz pojawił się nowy trener od brazylijskiego ju-jitsu. Rozwijam się. Wiadomo, w jakim klubie trenuję i jacy tu są zawodnicy (m.in. Mariusz Pudzianowski, Łukasz Jurkowski czy Tomasz Narkun – przyp. red.). Myślę, że mamy najlepszą ekipę w Polsce. Za 2017 rok zgarnęliśmy nawet dziewięć statuetek ( Heraklesów - branżowych nagród polskiego MMA - przyp. red.), m.in. za odkrycie roku, zawodników roku, trenerów roku czy klub roku… Bardzo się cieszę, że tu trafiłem. Trenuję z zawodnikami z czołówki światowej, z takich organizacji jak UFC, ACB czy KSW i wiele innych…

Ostatnio wypowiedziałeś się w mediach o Justynie Kowalczyk i o zakończeniu przez nią kariery…  Czy uważasz, że w Polsce sportowcy z innych, niż piłka nożna, dyscyplin są w jakiś sposób niedoceniani?

Ciężko to oceniać, gdyż każdy kibic ma inne zdanie na temat zawodników. Ja spojrzałem na to jako były sportowiec olimpijski. Delikatnie porównałem to, co osiągnęła Justyna do naszych piłkarzy, którzy nie osiągają wielkich wyników na mistrzostwach świata czy Europy. Justyna jest natomiast multimedalistką… Pozostał we mnie taki smutek i żal, że zakończyła karierę, a mało kto o tym mówi. Nie zrobiono jej żadnego pożegnania… Myślę, że akurat dla niej powinniśmy mieć gigantyczne podziękowania. Powinno się zrobić jakąś gigantyczną imprezę, żeby podziękować jej za lata sukcesów i za to, co osiągnęła dla Polski.

Myślę, że KSW to jedna z największych federacji na świecie 

Ale Ty chyba jesteś zadowolony z popularności KSW w Polsce? Bo jeśli porównamy to z tym, co było 5-10 lat temu, to postęp wydaje się ogromny i mamy do czynienia z jedną z najlepszych federacji w Europie...

Myślę, że to nawet jedna z największych federacji na świecie. Może nawet znalazłaby się dzisiaj w najlepszej piątce. Gale pokazuje telewizja Polsat, pay-per-viev sprzedaje się na całym świecie. Walczący zawodnicy również są praktycznie z całego świata. Do tego dodajmy najlepsze możliwe show, jeśli chodzi o oprawę MMA i cały czas brniemy do przodu. Ciągną to też nazwiska: Mariusz Pudzianowski, Mamed Chalidow, Michał Materla, Borys Mańkowski, Mateusz Gamrot, ja i wielu innych zawodników… To się musi rozwijać. Oni (właściciele KSW Maciej Kawulski i Martin Lewandowski – przyp. red.) znaleźli się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu. Wszystko to wymyślili i zaplanowali. Robią tak duży biznes, że będą brnąć cały czas do przodu. I za tym pójdzie popularyzacja.

I tej popularyzacji Wam życzymy. Dzięki za rozmowę!

Rozmawiał: Paweł Majewski, PolskieRadio.pl

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

KSW 43: Bahati wygadał się przed walką, Janikowski przemówił w klatce. Były zapaśnik skradł show, "to było jak obrona magistra"

Ostatnia aktualizacja: 15.04.2018 09:36
Zaledwie 18 sekund potrzebował Damian Janikowski, aby rozprawić się z Yannickiem Bahatim podczas sobotniej gali KSW 43 we Wrocławiu.
rozwiń zwiń