X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
more_horiz

Nowa aplikacja

Wszystko w jednym miejscu
x

Nowa aplikacja

x
Sport

Romario, Weah i inni, czyli piłkarze i polityka. Jak wypada to połączenie?

Ostatnia aktualizacja: 11.08.2017 09:00
Czy łączenie piłki nożnej i polityki to dobry pomysł? Wśród piłkarzy było wielu, którzy nie ukrywali swoich poglądów lub też decydowali się wejść do tego świata znacznie bardziej aktywnie.
Romario
RomarioFoto: Wiki Commons/ CCSA BY 3.0/José Cruz/ABr

Kilka dni temu legenda piłki nożnej, Diego Maradona, wywołał prawdziwą burzę - zadeklarował poparcie dla krytykowanego w kraju i za granicą prezydenta pogrążonej w kryzysie politycznym Wenezueli Nicolasa Maduro, wyrażając też gotowość do walki.

"Jesteśmy chavistami do śmierci" - napisał Maradona na Facebooku, używając terminu, którym określano zwolenników zmarłego w 2013 r. prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza. "Jeśli Maduro rozkaże, ubieram się jak żołnierz wolnej Wenezueli, by walczyć przeciwko imperializmowi (...)" - zadeklarował były piłkarz.

W Wenezueli zaś wrze. Regionalne ugrupowanie handlowe Mercosur bezterminowo zawiesiło kraj w prawach członkowskich, oskarżając Maduro o łamanie praw człowieka i wzywając go do rozwiązania nowo utworzonego Zgromadzenia Konstytucyjnego. Przywódca wenezuelskiej opozycji Henrique Capriles zareagował na post Maradony, proponując, że osobiście pokaże mu, jak dziś wygląda Wenezuela, z trzycyfrową inflacją, z brakami żywności i lekarstw.

Maradona przez lata zapracował sobie na opinię kogoś, kto często zabiera głos w sprawach politycznych, szczególnie w kwestiach dotyczących Ameryki Łacińskiej. Maradona zresztą przez lata pozostawał w przyjacielskich relacjach z Fidelem Castro, który wiele razy wyciągał do niego rękę na zakrętach kariery.

To, że wypowiedzi "Boskiego Diego" nie zawsze były przemyślane, to już coś zupełnie innego.

To tylko jedna z wielu historii, kiedy piłkarze komentują polityczne wydarzenia, często zdarzało się też, że nie ograniczali się do komentowania, ale starali się brać w nich aktywny udział. Oto kilku, którzy dali się poznać z tego, że łączenie sportu i polityki niekoniecznie jest skazane na porażkę

Romario - jedna z największych postaci brazylijskiej piłki, znana ze swoich niesamowitych umiejętności pod bramką rywali oraz mocno rozrywkowego trybu życia. Żywa legenda w 2010 roku dostała się do brazylijskiej Izby Deputowanych z ramienia Socjalistycznej Partii Brazylii. 

Kongresmen Romario mocno walczył przeciwko organizacji mundialu w Brazylii, korupcji w rodzimym futbolu, angażował się w walkę o prawa osób niepełnosprawnych.

Znany z ostrego języka, nigdy nie hamował się w wygłaszaniu mocnych słów. Opinia, której dorobił się jako piłkarz, pozwalała mu jednak na wiele więcej niż reszcie społeczeństwa.

Co ciekawe, politykiem został także jego kolega z boiska, Bebeto, z którym tworzył jeden z najlepszych duetów w historii piłki. Będący zawsze w cieniu, teraz zasiada po drugiej stronie barykady, będąc posłem Demokratycznej Partii Pracy.

Swoich sił w polityce próbowali także Pele oraz Zico. Największy brazylijski piłkarz był przez 6 lat ministrem sportu, ale jego kadencja skończyła się w atmosferze skandalu, kiedy oskarżono go o przywłaszczenie sobie pieniędzy UNICEF-u.

Zico piastował ten sam urząd w 1990 roku. Wielką postacią brazylijskiego futbolu był też Socrates. Z wykształcenia lekarz, zaangażowany w problemy społeczne, walczący z autorytaryzmem i działający na rzecz demokracji. Prawdziwa legenda i doskonały przykład na to, że bycie piłkarzem to dla wielu po prostu za mało.

George Weah - tego pana także nie trzeba przedstawiać. Zwycięzca Złotej Piłki z 1995 roku, dekadę później, po wojnie domowej w Liberii, zdecydował się kandydować na prezydenta.

Wstający z kolan Liberyjczycy stwierdzili jednak, że byłemu zawodnikowi m.in. Milanu brakuje doświadczenia i wykształcenia. Polityczni rywale nazwali go "dzieckiem we mgle". Walkę przegrał z liberyjską ekonomistką i działaczką polityczną Ellen Johnson Sirleaf, która edukację zdobyła na Harvardzie.

W 2014 roku Weah pokonał w walce o wejście do senatu syna Sirleaf, a marzenia o prezydenturze na pewno pozostają aktualne.

Didier Drogba - to, jak ważną postacią dla Wybrzeża Kości Słoniowej jest ten piłkarz, trudno nawet jednoznacznie określić. Drogba cały czas przeznacza na swoją działalność dobroczynną w kraju ogromne pieniądze, jest też symbolem sukcesu dla wszystkich, którym w tym kraju marzy się sportowa kariera.

W 2006 roku, kiedy w jego rodzinnym kraju trwała wojna domowa, razem z kolegami drużyny apelował o pokojowe rozwiązanie konfliktu, po zagwarantowaniu sobie gry na mundialu. Na kolanach wygłosił wzruszającą mowę. I niedługo potem nastąpiło zawieszenie broni, a potem pokój między walczącymi.

Zawodnik poprosił też o to, by mecz z Madagaskarem nie był rozgrywany w stolicy - Abidżanie, a w Bouake, która podczas wojny była bastionem rebeliantów. Wielu uważa, że pomogło to scementować pokój. Na boisku zdarzało mu się robić rzeczy, za które zbierał w mediach masę krytyki, ale to, co robił w ojczyźnie, nie mogło pozostać niezauważone.

Zvonimir Boban - chorwacki rozgrywający do dziś budzi na Bałkanach duże emocje, nie tylko ze względu na swoje umiejętności. 

Od śmierci Josipa Broza Tity Jugosławia pozostawała bez lidera, bez kogoś, kto z samej góry scalałby sztucznie połączone narody. Napięcia narastały, sytuacja w kraju zwiastowała najgorsze, a Bałkany nie bez powodu nazywane są często "beczką prochu".

I to właśnie piłka nożna stała się punktem zapalnym, od którego w pewien sposób rozpoczął się konflikt. W 1990 roku Crvena Zvezda Belgrad grała w Zagrzebiu z Dinamem, nastroje były nerwowe. W pewnym momencie wybuchły zamieszki, a Zvonimir Boban zaatakował jednego z policjantów, który wcześniej bił kibica gospodarzy.

Źródło: YouTube/Amadeus Legend

Boban nie wywołał w pojedynkę wojny w Chorwacji, jednak biorąc pod uwagę moment, w którym do tego doszło, było to wydarzenie, które nie mogło po prostu przejść bez echa.

- Byłem tam jako ktoś rozpoznawalny, gotowy zaryzykować życie, karierę i wszystko to, co mogła przynieść mi rozpoczynająca się kariera, a wszystko to z powodu jednego ideału, jednej sprawy - sprawy Chorwacji - powiedział Boban.

Rozgrywający stał się wrogiem Serbów i bohaterem swoich rodaków, chociaż musiał ponieść karę w postaci półrocznego zawieszenia, a wkrótce potem wyjechał do Serie A. To kapitalny piłkarz, a do tego intelektualista, który zasługuje na więcej, niż pamiętanie go tylko w kontekście tego wydarzenia.

Thomas Bodstroem - szwedzki piłkarz, który w najlepszym momencie swojej kariery grał zespole AIK Sztokholm. Mało przekonujące? Być może, jednak ten zawodnik poza piłką zrobił karierę godną naprawdę dużego szacunku. Zawodowe granie zakończył w 1989 roku, rok później skończył studia prawnicze i rozpoczął pracę w zawodzie.

Piął się po szczeblach kariery, zaczął udzielać się w polityce, w 2000 roku został ministrem sprawiedliwości Szwecji. Urząd sprawował sześć lat, w sumie w parlamencie zasiadał do 2010 roku.

Jest człowiekiem wielu talentów, o czym świadczy też to, że wydał też cztery powieści kryminalne. 

Christian Abbiati - były bramkarz Milanu w 2007 roku udzielił głośnego wywiadu, w którym mówił o swoich skrajnie prawicowych przekonaniach. Zaznaczał, że uważa za pozytywne niektóre aspekty faszyzmu, podkreślał wartości patriotyzmu i katolicyzmu, mówił też, że na pierwszym miejscu powinno być zapewnienie ludziom poczucia bezpieczeństwa i porządku.

Jednocześnie przyznał też, że nie zgadza się z podziałami rasowymi.

Nie był to zresztą pierwszy przypadek, kiedy włoski piłkarz manifestował swoje poglądy. Wystarczy wspomnieć Paolo Di Canio, który kilka razy był karany za wykonanie rzymskiego salutu.

On także zaprzeczał, że jest rasistą, chociaż prasa na Wyspach po prostu nie mogła przejść obok jego występków obojętnie.

Kaj Leo Johannesen - nie jest to na pewno zawodnik, o którym słyszało wielu fanów piłki nożnej, jednak osiągnięcia polityczne pozwalają na to, by umieścić go na tej liście. Johannesen był bramkarzem drużyny HB Torshavn, występował też w reprezentacji Wysp Owczych. Oczywiście mówimy tu o zespole, który wciąż pozostaje chłopcem do bicia na arenie międzynarodowej i wygrywa sporadycznie, niemniej jednak zawodnik po zakończeniu kariery stał się osiągającym sukcesy politykiem.

Zaczynał od władz lokalnych, potem dostał się do parlamentu i został przewodniczącym Partii Unii oraz ministrem spraw zagranicznych. W 2008 roku objął urząd premiera kraju. To pierwszy w historii taki przypadek.

Gianni Rivera - legenda Milanu, zdobywca Złotej Piłki France Football z 1969 roku, piłkarz bez dwóch zdań wielki. Przez 16 sezonów sięgnął po dwa Puchary Europy i trzy mistrzostwa Włoch.

Później był klubowym działaczem, ale był to dopiero wstęp do kariery w polityce. Dostał się do parlamentu, potem był podsekretarzem obrony w rządzie Romano Prodiego. Od 2004 roku zasiadał w Parlamencie Europejskim.

Lillian Thuram - urodził się w Gwadelupie, kiedy miał 9 lat dołączył do matki, która pięć lat wcześniej wyjechała do Francji w poszukiwaniu pracy. Jego dzieciństwo było dalekie od sielanki, ale udało mu wyrwać się z biedy i zostać zawodnikiem, który rozegrał najwięcej meczów w historii "Trójkolorowych". 

Thuram jednak ma pełną świadomość tego, że jego głos jest słyszalny, dlatego nie boi się podejmować tematów trudnych i niewygodnych. Wiele razy krytykował francuski establishment, poruszał ważne problemy społeczne i przeciwstawiał się rasizmowi.

Kiedy Nicholas Sarkozy (będąc jeszcze ministrem spraw wewnętrznych) w mało parlamentarny sposób wypowiadał się o młodzieży z francuskich przedmieść podczas zamieszek z 2005 roku, Thuram pokazał jasno, z kim się identyfikuje.

- Jeśli oni są "szumowinami", to ja też nią jestem. Większość z tych dzieciaków nie ma drogi ucieczki i dlatego jest agresywna. Nie usprawiedliwiam przemocy, ale rozumiem ją - powiedział.

W 2006 roku stanął do debaty z przyszłym prezydentem Francji, w której oskarżał go o to, że jest przepełniony strachem i ignorancją, co nakręca spiralę nienawiści. 

Oleguer Presas - urodzony 30 kilometrów od Camp Nou, jeden z tych piłkarzy, którzy potwierdzają samym sobą teorię, że Barcelona to więcej niż klub.

Grę w piłkę łączył ze studiowaniem ekonomii, ale jego zainteresowania nie kończyły się na tym. Kultura, literatura, polityka, i to wszystko oczywiście w kontekście Katalonii - mówimy tu o piłkarzu, który na boisku miał chyba mniej do zaoferowania niż poza nim.

W 2006 roku razem ze swoim przyjacielem wydał książkę "Droga do Itaki", wiele razy zdarzyło mu się krytykować Unię Europejską i władze Hiszpanii, które mają w sposób opresyjny traktować Katalonię.

Wiele z wypowiedzi i publikacji nie przysporzyło mu fanów, był wygwizdywany na różnych stadionach, oskarżany o wspieranie terrorystów. Wielu twierdzi, że kontrowersje spowodowały jego transfer do Ajaksu w 2008 roku.

W Polsce także oglądaliśmy to, jak byli boiskowi idole próbowali swoich sił w polityce. Grzegorz Lato, Maciej Żurawski, Cezary Kucharski, Roman Kosecki czy Jan Tomaszewski - to tylko kilka nazwisk, ale na oszałamiające kariery będziemy musieli jeszcze poczekać.

Więcej na blogu autora - Krótka Piłka   

ps, PolskieRadio.pl

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Od "Prawdziwego Ronaldo" do Neymara. Kto w ostatnich dwóch dekadach bił transferowe rekordy?

Ostatnia aktualizacja: 04.08.2017 07:30
Ceny z piłkarzy nieustannie rosną, od transferu Ronaldo w 1996 roku, kiedy słynny Brazylijczyk ruszył na podbój FC Barcelony, rekord transferowy był bity już dziesięć razy. Jak niesamowite sumy działały na piłkarzy?
rozwiń zwiń