X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
more_horiz
Sport

Premier League: Newcastle wraca do elity. Uśpiony gigant czy kolos na glinianych nogach?

Ostatnia aktualizacja: 25.04.2017 15:30
Potężne zaplecze finansowe, wzmocnienia zespołu, doświadczony trener za sterami i niesamowici kibice, na których piłkarze zawsze mogą liczyć - Newcastle po roku nieobecności wraca do Premier League. Czy tym razem sprosta oczekiwaniom?
Aleksandar Mitrović - jeden z piłkarzy, którzy po spadku pozostali w Newcastle
Aleksandar Mitrović - jeden z piłkarzy, którzy po spadku pozostali w NewcastleFoto: PAP/PETER POWELL

Czterokrotny mistrz Anglii przed rokiem z hukiem wyleciał z grona angielskiej elity, przegrywając rywalizację z lokalnym rywalem i jedną z najbardziej znienawidzonych drużyn - Sunderlandem. Co więcej, "Czarne Koty" prowadził wówczas Sam Allardyce, którego kilak miesięcy wcześniej zwolniono z Newcastle. Zespół zajmował 12. pozycję w tabeli i niewiele zwiastowało nadchodzący dramat.

Dzisiaj wszystko wskazuje na to, że darzące się niechęcią zespoły czeka "mijanka" - "Sroki" w poniedziałek zostały drugim klubem (po Brighton & Hove Albion), który zapewnił sobie grę w Premier League, Sunderland zaś powoli żegna się z najwyższą klasą rozgrywkową w Anglii, mając już tylko matematyczne szanse na utrzymanie. Tyne-Wear Derby w przyszłym sezonie będą mogły odbyć się jedynie w pucharach.

Newcastle było pewniakiem do awansu, budżetem i kadrą odstawało od rywali, a do tego trzeba też dodać wartość, która wydaje się tutaj największa - kibiców.

Na trybunach St. James's Park regularnie zasiada ponad 50 tysięcy widzów, co daje klubowi miejsce wśród najlepszych zespołów Europy. W obecnym sezonie pod względem frekwencji na Starym Kontynencie Newcastle wyprzedza tylko 12 zespołów.

W materiale BBC, przygotowanym już po opuszczeniu szeregu najlepszych klubów w Anglii, jeden z rozżalonych fanów powiedział, że publiczność pojawiałaby się na obiekcie nawet, gdyby zamiast piłkarzy na boisko wybiegło 11 małp ubranych w biało-czarne trykoty.

***

Teoretycznie Newcastle ze swoim potencjałem powinno być gigantem. W praktyce jednak rozczarowuje swoich fanów zdecydowanie zbyt często, a spadek z Premier League był drugim na przestrzeni ostatniej dekady.

Rok temu można było przekonać się, że wielu kibiców Newcastle nie liczy już na cuda. Po prostu przywykli do tego, że co tydzień są na stadionie. Historie o świetnych drużynach i o czasach, kiedy po boisku biegali tacy zawodnicy jak Keegan czy Shearer, przypominają legendy - ostatni raz Newcastle biło się o tytuł ponad dwie dekady temu, ale celu nie osiągnęło. 12 roztrwonionych punktów przewagi nad Manchesterem United boli do dziś.

"Sroki" nie wygrały nic istotnego od blisko 50 lat, kolejne pokolenia fanów czekają na lepszy czas, ale zamiast tego dostają wiele przepłacanych gwiazd, nerwowe ruchy podczas transferowych okienek i chaos w gabinetach zarządu. Trzeba powiedzieć jasno, że niewielu właścicieli angielskich klubów może rywalizować z Mike'em Ashleyem pod względem zbieranych gromów.

Anglik nie sprawia wrażenia kogoś, kto żyje wynikami, przywiązuje się do piłkarzy albo ma jakąś szerszą koncepcję rozwoju. Wśród głównych zarzutów pojawia się to, że jedynym, co go interesuje, są zyski.

Decyzje w sprawach dotyczących samej piłki bardzo często określane są jako "haniebne". W ostatnich latach zamiast tożsamości i dumy, zespołu z duszą, Newcastle wyglądało raczej jak produkt, gałąź prowadzonego przez Ashleya Sports Direct.

Czy jest szansa, żeby to zmienić?

***

Newcastle w niewielkim stopniu przypomina zespół, który ostatnio oglądaliśmy w Premier League (i być może okaże się to atutem).

W obecnym sezonie pozbyły się kilkunastu piłkarzy, a podobna ich liczba przybyła na St. James's Park. Największe gwiazdy odeszły za wielkie pieniądze - zysk po transferowym okienku wyniósł ponad 40 milionów funtów. Można było zastanawiać się, jak zespół poradzi sobie bez graczy takich jak Moussa Sissoko, Georginio Wijnaldum, Daryl Janmaat czy Fabricio Coloccini, ale ubytki zostały zastąpione bez większego problemu.

Rafa Benitez, który przyszedł w marcu ubiegłego roku do zespołu, nie zdążył odmienić gry drużyny na tyle, by wywalczyć utrzymanie. Pozostał jednak na stanowisku, przeprowadził szereg zmian. Po nieudanym pobycie w Realu Madryt postanowił podjąć się wyzwania na zapleczu Premier League i stworzyć drużynę, która powróci na należne jej miejsce.

Najważniejszymi graczami stali się ci, którzy zdecydowali się opuścić kluby grające wyżej, Matt Ritchie z Bournemouth i Dwight Gayle z Crystal Palace. Na miarę oczekiwań zaczął też grać Jonjo Shelvey. Anglik zaliczył falstart na samym początku swojej gry przy St. James'a Park, szybko trafiając na ławkę rezerwowych po serii rozczarowujących występów. Do tego do "Srok" dołączyło kilku zawodników, którzy dobrze znają realia Championship.

Awans Newcastle nie przyszedł łatwo, bywały słabsze momenty, styl nie był oszałamiający. Tutaj liczy się jednak cel. 

Hiszpański menedżer nie jest jednak pewien tego, czy w kolejnej batalii będzie dalej prowadził "Sroki". Chciał wzmocnień już zimą, ale wtedy Mike Ashley odmówił. Benitez wiele razy podkreślał, że to miasto zasługuje na mocną drużynę, na drużynę walczącą o najwyższe cele. A do tego potrzebne będą transfery i inwestycje.

- Jest mi tu dobrze, jestem bardzo szczęśliwy i dumny z tego, co udało nam się osiągnąć. Nie jest łatwo awansować od razu po spadku, ale dzięki zaangażowaniu piłkarzy, codziennej ciężkiej pracy i wielkiemu wsparciu fanów, byliśmy w stanie to osiągnąć - powiedział menedżer "Srok".

Benitez znalazł się na zakręcie kariery, niemiłosiernie wyszydzany w Madrycie, mający fatalną prasę, w ciągu roku zamienił grających zawsze o najwyższe cele "Królewskich" na spadające do Championship Newcastle. Musiał pokazać cierpliwość, musiał sprawić, by fani mu zaufali. Zrobili to i teraz trudno im wyobrażać sobie zmianę.

Dziś Newcastle świętuje, ale już niedługo jednak pojawi się oczekiwanie i stres przed zbliżającym się sezonem. Czy "Sroki" będą w stanie ustabilizować swoją pozycję w Premier League i zbudować drużynę, którą czeka coś więcej niż tylko bycie tłem dla angielskich potęg?

Więcej na blogu autora - Krótka Piłka

Paweł Słójkowski, PolskieRadio.pl

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Łzy rozpaczy zmieniły się we łzy zwycięstwa. Brighton & Hove Albion czekało na tę chwilę dwie dekady

Ostatnia aktualizacja: 19.04.2017 09:53
Dwie dekady temu byli o krok od upadku, ale przetrwali burzliwe zmiany, sprzedaż historycznego obiektu i gorzkie momenty gry w niższych ligach. Teraz Brighton & Hove Albion otwierają nowy rozdział w historii, czekając na swój pierwszy sezon w Premier League.
rozwiń zwiń