X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
more_horiz
Sport

Premier League: legenda gaśnie na naszych oczach? Rooney hamulcowym Manchesteru United

Ostatnia aktualizacja: 24.09.2016 10:02
Jeszcze niedawno trudno było wyobrazić sobie Manchester United bez Wayne'a Rooneya. W ostatnich sezonach Anglik zalicza jednak coraz gorsze występy. To początek jego końca na najwyższym poziomie?
Era Waynea Rooneya dobiega końca?
Era Wayne'a Rooneya dobiega końca?Foto: PAP/Nigel Roddis

Legenda Manchesteru United, piłkarz bez wątpienia wielki, a do tego świetnie wykreowany pod względem marketingowym - Rooney jest jedną z postaci, o których myśli się od razu, kiedy mowa o Premier League. 

Anglik jest na wielkiej scenie już od 14 lat, w momencie pojawienia się na niej w Evertonie zdobył serca kibiców. Był przebojowy, zacięty, dynamiczny, nie miał żadnych kompleksów. Sir Alex Ferguson bardzo chciał go w Manchesterze United i sprowadził 19-latka na Old Trafford. Wszystko wskazywało na to, że będzie to strzał w dziesiątkę. I rzeczywiście tak było. 

Rooney pod okiem Szkota dojrzewał piłkarsko, strzelał, asystował, wyrastał na prawdziwego lidera "Czerwonych Diabłów", przy okazji też wdzierając się do reprezentacji Anglii. Z Manchesterem wygrał wszystko, co było możliwe do wygrania, z reprezentacją nie wygrał nic, nie przeszkodziło mu to jednak w tym, by stać się jednym z najlepszych zawodników na Wyspach, realizując prawdziwy piłkarski sen.

To w pewien sposób twarz angielskiej piłki, posiadająca jednak właściwe dla niej ograniczenia. Rooneyowi nie przypisuje się raczej finezji, boiskowej rozwagi, nie gra też majestatycznie czy zjawiskowo. To czysta siła, charakter, wola walki. Bez całej gwiazdorskiej otoczki i cech, które potrafią irytować kibiców u współczesnych piłkarzy. To była siła prostych środków, która w połączeniu z wymienionymi wyżej atutami była w Premier League i wyspiarskim futbolu uwielbiana przez dekady. Piłka nożna prosto z ulicy, z podrzędnych boisk, na których spędzało się dziesiątki godzin i wracało z nich z pozdzieranymi kolanami i łokciami. I tam właśnie liczył się charakter i zawziętość, który udało się przenieść w świat wielkiego futbolu.

W Manchesterze ma status legendy, w pełni zasłużony - wystąpił w 527 meczach, strzelił w nich 246 bramek, brakuje mu czterech trafień by zostać najskuteczniejszym zawodnikiem w historii klubu, wyprzedzając sir Bobby'ego Charltona. Zresztą pobił już jego rekord w reprezentacji Anglii. Do tego dochodzą dziesiątki indywidualnych wyróżnień zbieranych przez lata.

Problem w tym, że te lecą do przodu i po Rooney'u widać to aż nadto. Te zmiany jednak działają wyjątkowo mocno na jego niekorzyść. Do tego stopnia, że słychać coraz więcej głosów kwestionujących to, czy w ogóle zasługuje na miejsce w wyjściowej jedenastce. Z taką sytuacją nie musiał się jeszcze mierzyć.

W ostatnich sezonach oglądamy coraz gorsze występy gwiazdy "Czerwonych Diabłów". Od momentu zejścia ze sceny sir Alexa Fergusona, Anglik wydaje się być na równi pochyłej. Sezon po przyjściu Davida Moyesa nie był najgorszy, dorobek asyst i bramek Rooneya był przyzwoity, choć cały zespół zawodził. Było jednak widać, że Rooney nie wygląda już tak imponująco pod względem fizycznym, coraz częściej cofał się po piłkę, uczestniczył w rozgrywaniu. Moyes mówił otwarcie o tym, że w przyszłości widzi w nim środkowego pomocnika. Akurat na tej pozycji Rooney miał wokół siebie graczy, od których przez lata w Manchesterze mógł nauczyć się bardzo wiele. Wystarczy spojrzeć na Paula Scholesa, może trochę niedocenionego, lecz jednego z wybitnych rozgrywających, łączących na boisku inteligencję, precyzję, niesamowite czucie gry i użytkową technikę godną pozazdroszczenia. 

- Wiem, że mogę grać na tej pozycji. Przez lata oglądałem Paula Scholesa w akcji i zawsze wiedziałem, że pewnego dnia to jest miejsce na boisku, na którym będę występował. Próbowałem patrzeć na niego i uczyć się tego, co robił - mówił Rooney klika miesięcy temu. To może się jednak okazać tylko sferą marzeń.

Próby przesuwania napastnika do środka boiska w tym przypadku nie wyglądały dobrze. Bez swojej dynamiki widać wyraźnie, że nie czuje się pewnie. Styl gry może się zmieniać, jednak naturalnym środowiskiem Rooneya było pobliże pola karnego, tam prezentował to, co miał najlepszego. Teraz oglądamy to w wykonaniu Marcusa Rashforda, 18-latka, który ma bardzo dobre wejście do dorosłej piłki.

Owszem, to zawodnik wszechstronny, co przez lata demonstrował u Fergusona, jednak był zawsze zachłanny na gole, chciał strzelać, przesądzać o wynikach spotkań. Ale przewidywanie, czy uda mu się wrócić do tych czasów, to zadanie niewdzięczne.

Coraz częściej menedżerowie musieli bronić Rooneya, który nie odpłacał się za zaufanie, którym go obdarzali. Nie zdarzało się, by którykolwiek z następców Fergusona z niego zrezygnował. Anglik ma monopol na granie, szacunek w szatni i na trybunach, pracował na to wszystko latami. 

- Wayne to fantastyczny piłkarz i oczekiwania wobec niego są postawione znacznie wyżej niż wobec innych graczy w innych drużynach. Mam do niego wiele zaufania, ale tu nie chodzi tylko o strzelanie goli. Jest kapitanem i przykładem dla całego zespołu - bronił go Louis van Gaal. - Jesteśmy drużyną, nie Wayne'em Rooneyem. Zaczęliśmy sezon od czterech zwycięstw, teraz przegraliśmy trzy mecze, więc to nie jest tylko jego wina - mówił zaledwie kilka dni temu Jose Mourinho.

Rooney zbiera miażdżącą krytykę, ale jego gra daje ekspertom pełne prawo do tego, by nie stosować taryfy ulgowej. To zresztą znamienne, że nie przychodzi ona z zewnątrz, a od ludzi, którzy od zawsze kibicowali temu piłkarzowi i widzieli w nim nadzieję reprezentacji lub jednego z najgroźniejszych piłkarskich przeciwników. I bardzo dobrze go znają. Nikt nie czekał z utęsknieniem na jego potknięcie. Inna sprawa, że przez długie lata powody do tego, by mieć zastrzeżenie do jego gry, dotyczyły głównie reprezentacji. To już tradycja. I podobnie było na Euro 2016, chyba najgorszej imprezie w karierze Rooneya.

Coraz więcej osób, w tym sam Peter Shilton, uważa, że "Wazza" nie powinien być powoływany do składu "Trzech Lwów".

- Wayne nie jest już snajperem. Próbujemy jakoś wkomponować go w skład, ale dla mnie nie jest on również pomocnikiem. Nigdy nim nie był. Uważam, że Rooney powinien był zakończyć karierę reprezentacyjną po Euro 2016. I nie chodzi tu o mój rekord. Jestem daleki od takiego myślenia. Jeśli będzie grał i będzie robił to dobrze, to w porządku - skomentował Shilton, którego Rooney goni pod względem liczby występów. I, biorąc pod uwagę to, że selekcjonerem jest Sam Allardyce, prawdopodobnie go prześcignie.

Zawiodła cała Anglia, ale Rooney w roli kapitana, cofnięty do drugiej linii wyglądał we Francji dramatycznie. Nie prezentował się jak 30-latek, bardziej jak ktoś z drużyny oldboyów lub zawodnik będący u schyłku swojej kariery. Pojawiały się pretensje pod adresem wielu zawodników oraz trenera. Można jednak spojrzeć na to, jak po paru miesiącach od tej imprezy wygląda młody Raheem Sterling, a w jakiej formie jest Wayne Rooney. Piłkarz Manchesteru City wrócił do optymalnej formy, zgarnął nagrodę dla zawodnika miesiąca Premier League i zaliczył serię imponujących występów. Kapitan "Czerwonych Diabłów" jest cieniem samego siebie.

Jamie Carragher, jeden z tych, którzy wielokrotnie stawali naprzeciwko niego na boisku, mówi jasno.

- Rooney ma na swoim koncie pewnie około 600 gier na pozycji środkowego napastnika. To lata walki ze środkowymi obrońcami i presji, którą musiał znosić. Myślę, że grał tak długo, że oglądamy zawodnika, który nie będzie w stanie grać na najwyższym poziomie w wieku 30 lat. Ma trzydziestkę na karku według aktu urodzenia, ale jeśli chodzi o liczbę gier, bardziej przypomina 35-latka. Do tego, żeby udowodnić wszystkim, że wciąż może być środkowym napastnikiem w Manchesterze United, potrzebowałby serii 10 meczów, w których strzeliłby 7 lub 8 bramek - przyznał były obrońca Liverpoolu.

Trudno się z tym nie zgodzić, zwłaszcza, że Rooney nie był wprowadzany do dorosłego futbolu w sposób delikatny. Już jako nastolatek imponował fizyczną siłą, nie bał się starć z obrońcami, był nie do zdarcia. Omijały go także poważne kontuzje, więc liczba minut spędzanych każdego sezonu na boisku była ogromna. Z drugiej strony, te urazy, których doświadczał, głównie mięśni i ścięgien, także odegrały swoją rolę, szczególnie kontuzja z 2010 roku. 

W ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium kibice Manchesteru i Anglii zamarli - problemy z kostką wyglądały na poważne, będący w życiowej formie Rooney wrócił jednak do gry na rewanż (przegrany), pojechał też na fatalny dla reprezentacji mundial w RPA. Nie zdobył tam nawet bramki, a zespół wracał do domu tuż po wyjściu z grupy. Po tym Rooney w telewizji odpowiadał wściekłym kibicom, badał też grunt pod transfer do Manchester City, co bulwersowało fanów. Później walczył o powrót w wielkim stylu. Udało się, ale już wtedy Ferguson miał wrażenie, że jego piłkarz zmagał się z tym, by wejść na właściwy sobie poziom.

Było to aż 4 lata temu, kiedy Rooney był w najlepszym dla siebie wieku. Nie da się policzyć obciążeń, które działały na jego organizm przez lata, ale na pewno można domyślić się (i zobaczyć), jak bardzo wpływa to, jak czuje się na boisku. Przedwcześnie postarzały? Wystarczy spojrzeć na to, w jaki sposób kariery kończyli chociażby Ryan Giggs czy Paul Scholes, którzy wciąż mogli dokonywać na boisku wielkich rzeczy, akceptując jednak swoją rolę. W przypadku Rooneya trudno wyobrazić sobie, by stał się dżokerem. Za czasów Fergusona nie było mowy o tym, by podważać jakiekolwiek decyzje menedżera. W reprezentacji Anglik nie bał się otwarcie krytykować selekcjonerów za ich decyzje. W klubie także jest postacią, która musi być na pierwszym planie.

W takich przypadkach trzeba albo zmienić swój styl gry na danej pozycji albo zmienić pozycję. Środek pola jednak także jest w tym momencie strefą, w której dominują gracze przypominający atletów, mających zdrowie i wydolność na 90 minut biegania od jednego pola karnego do drugiego. Tutaj uniwersalność jest wyjątkowo ceniona, jednak w klubie o takich aspiracjach jak Manchester United konkurencja zawsze będzie ogromna, szczególnie wśród pomocników.

Mourinho deklarował, że Rooney nie będzie grał u niego w pomocy. Nigdy - używając takiego słowa, Portugalczyk nie zostawia sobie zbyt wiele opcji. 

- Na boisku wolę specjalistów, nie multizadaniowców. Możecie mówić, że ma niesamowite podania, ale ja też takie mam, kiedy nie gram pod presją. U mnie Rooney nie będzie "szóstką" albo "ósemką" - mówił. Ale gdzie we współczesnej piłce jest miejsce na to, by mieć dla siebie tyle miejsca, by grać bez asysty przeciwników?

Kilka lat temu "The Special One" przyznawał, że starał się sprowadzić Rooneya, kiedy pracował w Realu Madryt i Chelsea. Wtedy jednak ten był zupełnie innym zawodnikiem i Mourinho musi to widzieć. 

We wtorkowym meczu Pucharu Ligi Angielskiej z Northampton Manchester przerwał niechlubną serię trzech porażek z rzędu. Po początku sezonu, który przyniósł mieszane wrażenia, fala krytyki jest coraz większa.

- Taka jest piłka. Przez całą swoją karierę tego doświadczam. Słucham, co mają do powiedzenia trenerzy, koledzy z zespołu, czy osoby z najbliższego otoczenia. Komentarzami pozostałych się nie przejmuję, bo wiele z nich jest bzdurnych - stwierdził reprezentant Anglii w rozmowie z klubową telewizją.

Źródło: x-news/Press Focus

O ile przez lata krytyka pod adresem Rooneya przeważnie była przesadzona i można było tłumaczyć ją w różny sposób, teraz sytuacja przedstawia się dla reprezentanta Anglii naprawdę niekorzystnie. Czasu nie da się cofnąć, nie zostało go też wiele jeśli chodzi o to, by wrócić na szczyt. Tylko czy to w ogóle jest jeszcze możliwe?

Z jednej strony mamy świadomość, o jak bardzo zasłużonym piłkarzu mówimy, z drugiej nie da się nie zauważyć tego, że z sezonu na sezon daje zespołowi coraz mniej, momentami wręcz blokując miejsce innym zawodnikom. To schyłek pewnej ery, co w przypadku takich graczy zawsze wywołuje uczucia skrajne lub próby zafałszowania rzeczywistości. 

Za niecały miesiąc Rooney skończy 31 lat, wkraczając w wiek, w którym piłkarze albo wykorzystują zbierane latami doświadczenie i przystosowują się do zmian, albo czeka ich brutalne zderzenie z rzeczywistością. Czy uda mu się to przetrwać? 

Paweł Słójkowski, PolskieRadio.pl

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Premier League: trwa słaba forma Manchesteru United

Ostatnia aktualizacja: 18.09.2016 16:32
Manchester United niespodziewanie przegrał na wyjeździe z Watfordem 1:3 w 5. kolejce angielskiej ekstraklasy piłkarskiej i stracił pozycję wicelidera. To trzecia z rzędu porażka "Czerwonych Diabłów", licząc również występ w Lidze Europy.
rozwiń zwiń