more_horiz
Gospodarka

Niemiecka gospodarka zwalnia. Co to oznacza dla Polski?

Ostatnia aktualizacja: 30.01.2019 21:23
Niemiecka gospodarka ostro zwalnia. Dla Polski to zła wiadomość, bo to nasz najważniejszy partner handlowy. Niemcy z kolei obawiają się dalszego ciągu konfliktu USA-Chiny, bo to właśnie Państwo Środka jest ich największym partnerem handlowym. Jest jeszcze kwestia Brexitu. Jakie będą konsekwencje tych skomplikowanych zależności i kiedy możemy się ich spodziewać?  
Audio
  • O konsekwencjach spowolnienia gospodarczego w Niemczech dla Polski - mówił gość Jedynki Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej/Justyna Golonko, Naczelna Redakcja Gospodarcza?
  • O zależnościach pomiędzy niemiecką a chińską i amerykańską gospodarką - mówił gość PR24 Tomasz Ślagórski, wiceprezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych/Karolina Mózgowiec, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia/
  • Takie są nieubłagane prawa cyklu koniunkturalnego, że po doskonałym okresie, który trwał kilka lat, przychodzi spowolnienie, a czasem i kryzys gospodarczy – mówi Jakub Bińkowski ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców /Aleksandra Tycner, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia/
  • Polska najwięcej eksportuje do Niemic, a potem - ze znacznie mniejszymi wolumenami - do Wielkiej Brytanii i Czech - mówi Sonia Bucholtz z Konfederacji Lewiatan /Aleksandra Tycner, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia/
  • Dzisiaj trudno o optymizm, bo dynamika produkcji przemysłowej w Niemczech w listopadzie 2018 roku wyniosła minus 2 procent - mówi Sonia Bucholtz z Konfederacji Lewiatan /Aleksandra Tycner, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia/
  • Kwestia nie jest czy, ale kiedy spowolnienie gospodarcze w Niemczech odbije się na gospodarce polskiej - uważa Sonia Bucholtz z Konfederacji Lewiatan /Aleksandra Tycner, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia/
  • Warto przyjrzeć się sposobom na wyjście niemieckiej gospodarki z tego spowolnienia - radzi Sonia Bucholtz Konfederacji Lewiatan /Aleksandra Tycner, Naczelna Redakcja Gospodarcza Polskiego Radia/
Niemcy to pierwszy partner handlowy i gospodarczy Polski.
Niemcy to pierwszy partner handlowy i gospodarczy Polski.Foto: shutterstock

Ostatnie dane gospodarcze z Niemiec wskazują na istotne spowolnienie tej gospodarki. Zarówno w październiku, jak i w listopadzie 2018 roku odnotowany został spadek produkcji przemysłowej – w listopadzie było to 4,6 proc. rok do roku. Za trzeci kwartał Niemcy odnotowały spadek PKB o 0,2 proc. i dane sugerują, że podobny spadek będzie miał miejsce w czwartym kwartale 2018 roku.  

Według wstępnych danych niemieckiego urzędu statystycznego za cały 2018 rok Niemcy odnotowały wzrost PKB na poziomie 1,5 proc., w porównaniu do 2,2 proc. w roku 2017. I był to najsłabszy rok od 5 lat. Prognoza niemieckiego rządu na 2019 rok również została obniżona. Zakładano 1,8 proc. wzrost, a obecnie prognoza to 1 proc. w skali roku. A Niemcy są dla nas najważniejszym kierunkiem ekspansji eksportowej. Jak podaje GUS, obecnie mają one przeszło 28-proc. udział w całości zagranicznej sprzedaży polskich towarów.

Problem chiński …

Sytuacja z przemysłem niemieckim to nie jest tylko sprawa ostatnich kilku miesięcy. Kłopoty widać już od przeszło roku. Dane są systematycznie gorsze od tych prognozowanych przez analityków.

– I my cały czas adaptujemy się do tych słabszych danych, a one za chwilę są jeszcze gorsze. Stąd, być może, pewne napięcia w nastrojach przedsiębiorców, którzy widzą po prostu, jakie mają wyniki na bieżąco – zauważa gość Jedynki Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej.

Natomiast patrząc na te sprawę nieco szerzej, to przede wszystkim Niemcy boją się tego, co będzie w kontaktach z Chinami.

– Jeżeli faktycznie miałoby tak rzeczywiście być, że Stany Zjednoczone i Chiny będą prowadzić silną wojnę handlową, to Chińczycy, jako dostawcy bardzo dużej liczby dóbr na rynek niemiecki, a jest to bardzo ważny dla ich partner – przestaną inwestować w maszyny i urządzenia. Ponieważ może się okazać, że park maszynowy mają zbyt mocno rozbudowany. A z kolei Niemcy, jako dostawcy maszyn i urządzeń potrzebnych do produkcji po prostu nie będą mieli zamówień – tłumaczy Piotr Soroczyński.

Jak dodaje Tomasz Ślagórski, wiceprezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych, niemiecki eksport do Chin wynosi około 187 mld euro. Chiny są największym partnerem handlowym Niemiec.

– Być może tego spowolnienia nie widać jeszcze w twardych danych dotyczących PKB publikowanych przez chiński urząd statystyczny, jednak trzeba mieć na względzie to, że te dane może nie są do końca wiarygodne. Dane bardziej miękkie, jak sprzedaż detaliczna sugerują, że w Chinach również mamy do czynienia ze spowolnieniem – podkreśla gość PR 24 Tomasz Ślagórski.

… i kolejne problemy: amerykański i brytyjski

Drugi kłopot Niemców, którego oni się boją, to cały czas wiszące potencjalne kłopoty w kontaktach ze Stanami Zjednoczonymi.

Dyskusja na temat kto, w jaki sposób camochody i dlaczego tych samochodów niemieckich jest tak dużo w Stanach Zjednoczonych, tak naprawdę tylko na chwilę wygasła. I w każdym momencie może pojawić się na nowo i bardzo istotnie zachwiać tym, co Niemcy mogą sprzedawać na zewnątrz.

I to są tylko te dwa duże kłopoty, czyli amerykański i chiński, bo kolejnym jest fakt, że w ogóle nie wiemy, co będzie z brexitem, a gospodarka niemiecka ma bardzo wiele powiązań z gospodarką brytyjską.

– Niemcy inwestowali w Wielkiej Brytanii, ale też i korzystali z tamtejszych wyrobów do swojej produkcji. I to, że nie wiadomo na jakich warunkach będzie można handlować powoduje, iż Niemcy mówią, że nie ma przyszłości, i zastanawiają się „jak żyć?” – podkreśla gość  radiowej Jedynki.

Techniczna recesja już jest?

Te coraz gorsze wyniki niemieckiej gospodarki zdaniem ekonomistów mogą świadczyć o tym, że nasi zachodni sąsiedzi pod koniec ubiegłego roku mogli wpaść w tzw. techniczną recesję.

– W przypadku całego PKB to musiałyby być dwa kwartały, kiedy produkt krajowy jest słabszy niż w kwartale poprzednim. Trudno powiedzieć, czy faktycznie tak było w gospodarce niemieckiej, ale patrząc na same wyniki przemysłu, to rzeczywiście ta recesja była. Jest to pewnego rodzaju kłopot, bo pamiętajmy, że jest to duża gospodarka, która jest dla nas ważna, i jeżeli miałoby się tam dziać źle, to nie jest tak, że my możemy przejść tutaj obojętnie – ocenia Piotr Soroczyński.

Zdaniem Sonii Bucholtz z Konfederacji Lewiatan, kwestią nie jest czy, ale kiedy spowolnienie gospodarcze w Niemczech odbije się na gospodarce polskiej.

– Dobra wiadomość jest taka, że jak dotąd Polska wchodzi w spowolnienie bardzo łagodnie. Przede wszystkim za sprawą wysokiej konsumpcji i inwestycji publicznych. Kłopoty niemieckiej gospodarki przypuszczalnie odczujemy jeszcze w tym roku. W pierwszej kolejności poddostawcy sektora motoryzacji oraz producenci dóbr, które relatywnie często eksportujemy do Niemiec, takich jak maszyny czy meble. Ale ponieważ gospodarka to system naczyń połączonych, więc przypuszczalnie z biegiem czasu odczują to spowolnienie również inne gałęzie – uważa Sonia Bucholtz.

Niemieckie kłopoty to także polskie kłopoty

Niemcy to nasz najpoważniejszy partner handlowy. I jeżeli popatrzymy na statystyki, to jest wynik niemiecki na poziomie 28 proc. naszego eksportu, następnie jest bardzo, bardzo długo nic, i dopiero cztery kraje, które mają 6-proc. udziały w naszym eksporcie. Czyli cztery kolejne kraje składają się na to, co wypracowują z nami Niemcy.        

– Nasza sprzedaż na tamten rynek jest bardzo różnorodna. To sektor samochodowy, to meble, to maszyny i urządzenia, ale też bardzo dużo chemii, tworzyw sztucznych, żywności. To wszystko powoduje, że jesteśmy w bardzo wielu gałęziach i rodzajach gospodarki związani z Niemcami. Stąd ich kłopoty mogą dosyć mocno przełożyć na nas. I po stronie towarów gotowych, które tamtejsi konsumenci kupują, i po stronie towarów, które my sprzedajemy do Niemiec, żeby tamtejsze firmy mogły produkować coś dalej. Dlatego to jest poważny kłopot. Natomiast rzeczywiście jest tak, że my wciąż jeszcze nie odczuwamy kłopotów niemieckich, choć widoczne są one od przeszło roku. A my nie mamy jakiegoś poważnego spowolnienia sprzedaży do Niemiec – wyjaśnia gość radiowej Jedynki.

Jak przypomina Tomasz Ślagórski, o tych silnych powiazaniach polsko-niemieckich świadczy też fakt, że nawet Międzynarodowy Fundusz Walutowy używa takiej nazwy jak Niemiecko-Środkowoeuropejski Łańcuch Dostaw.

– Polscy przedsiębiorcy przez ostatnich kilkanaście lat, od czasu wejścia do Unii Europejskiej, bardzo mocno się włączyli w ten łańcuch dostaw w stosunku do niemieckich przedsiębiorców. Niższe koszty pracy, wykwalifikowana siła robocza, to wszystko spowodowało, że nasze przedsiębiorstwa są atrakcyjnymi z punktu widzenia niemieckiej gospodarki poddostawcami usług i towarów. I to wszystko sprawia, że polska gospodarka jest bardzo ściśle powiązana z gospodarką niemiecką. Obecnie ok. 28 proc. polskiego eksportu trafia na rynek niemiecki, i to stanowi kwotę ok. 60 mld euro rocznie – wylicza gość Polskiego Radia 24.

Spowolnienie, ale łagodne

Jeśli chodzi o wyniki naszego eksportu, to na początku 2018 roku były one z dynamiką na poziomie 4 – 5 proc., a w kolejnych miesiącach to przyspieszały.

– Mamy oficjalne statystyki GUS po 11 miesiącach 2018 roku, i tam wzrost sprzedaży do Niemiec jest 9-proc., czyli nastąpiło przyspieszenie. Pytanie tylko, co się dzieje i jakie to są zmiany strukturalne? – zauważa Piotr Soroczyński.

Może to uderzenie w nasz eksport nadejdzie z opóźnieniem.

– Może tak się zdarzyć, aczkolwiek uważam, że może ono być słabsze niż można by oczekiwać. Z tego powodu, że wydaje się, iż przedsiębiorcy niemieccy, którzy prowadzą biznesy w wielu krajach, cześć operacji przenoszą z Niemiec, m.in. do nas. I to, że ich przemysł ma słabsze wyniki, a nasz mocniejsze świadczy o tym, że oni coraz bardziej i coraz mocniej korzystają z dostaw z zewnątrz, gdzie liczy się i cena i jakość. Ale można to rozsądnie skompensować przy biznesie, który będzie trudniejszy w najbliższych kwartałach – ocenia gość radiowej Jedynki.

Konieczna profilaktyka.. i może być nawet sukces

Zdaniem Piotra Soroczyńskiego, polscy przedsiębiorcy do tej trudnej sytuacji mogą się przygotować.

– Ten rok może być dla gospodarki i światowej, i polskiej trochę dziwny. Z jednej strony bardzo długo, dłużej niż oczekiwano mieliśmy bardzo dobre wskaźniki gospodarcze. Tempo naszego wzrostu gospodarczego, PKB na głowę jednego mieszkańca itd.,  to wszystko dobrze wygląda, sytuacja na rynku pracy też. Natomiast cały czas przedsiębiorcy pracują przy znacznie wyższym poziomie ryzyka niż zazwyczaj. I te scenariusze, o których mówi się, że są wiodące – są mniej pewne niż zazwyczaj. Dlatego w takiej sytuacji trzeba pracować na wyższym niż zazwyczaj poziomie rezerw. A te rezerwy mogą być bardzo różne – podkreśla gość Jedynki.

To rezerwy finansowe, tak żeby przypadkiem gdzieś nie przeinwestować, żeby mieć więcej środków wolnych. To też rezerwy materiałowe, bo zawsze mogą się zdarzyć przestoje, opóźnienia w dostawach tego, czego potrzebujemy, aby produkować dalej. To są też rezerwy w zasobach ludzkich. Może warto mieć czasami nieco więcej pracowników niż by to wynikało z potrzeb chwili bieżącej, z tego powodu, aby można było się bardziej elastycznie dopasować do nowej sytuacji.

– Bo sporo z tego zamieszania światowego może nam nie tylko grozić, ale też pokazać nam dodatkowe szanse. Być może, część polskich producentów np. „wygryzie” dostawców brytyjskich, dla których rynek europejski nagle się zamknie. Być może Niemcy, Francuzi, Włosi, także inne nacje zaczną poszukiwać dostawców spoza Wielkiej Brytanii i to będą dostawcy z Polski – prognozuje gość Jedynki Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej.

Justyna Golonko, Karolina Mózgowiec, Aleksandra Tycner, Małgorzata Byrska, kw 

. 

 

Zobacz więcej na temat: NBP Niemcy wzrost gospodarczy
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Czeka nas polsko-niemiecka wojna o pracowników z Ukrainy?

Ostatnia aktualizacja: 19.12.2018 21:20
Niemiecki rząd przyjął projekt ustawy, która ułatwia zatrudnianie wykwalifikowanych pracowników spoza Unii Europejskiej. Chce w ten sposób łatać dziurę na swoim rynku pracy, ale czy nie powiększy jej w Polsce, gdy za Odrę ruszą zatrudnieni w naszym kraju Ukraińcy?
rozwiń zwiń