X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
more_horiz
Historia

Samuel Goldwyn. Warszawiak, który sprzedał rękawiczki i podbił Hollywood

Ostatnia aktualizacja: 24.10.2021 05:45
Jednym filmem dwa razy zmienił historię amerykańskiego kina. Zanim jednak stał się sławny i bogaty, mozolnie wychodził z biedy, handlując czym się da. A gdy wcześniej jako nastolatek opuszczał Warszawę, nie miał ani grosza.
Samuel Goldwyn. W tle: kadr w filmu Mąż Indianki w reżyserii Cecila B. DeMillea
Samuel Goldwyn. W tle: kadr w filmu "Mąż Indianki" w reżyserii Cecila B. DeMille'aFoto: Polskie Radio/grafika na podstawie Wikimedia i Pixabay

Współprodukowany przez Samuela Goldwyna film "Mąż Indianki" ("The Squaw Man", 1914) to pierwszy pełnometrażowy obraz nakręcony w Kalifornii, w miejscu, które już niebawem miało stać się stolicą amerykańskiego przemysłu filmowego. Wcześniej nakręcono tam kilka krótkich metraży, które tradycyjnie miały służyć za poboczną rozrywkę, "wypełniacze" pomiędzy scenicznymi występami. "Mąż Indianki" okazał się jedną z podwalin potęgi Hollywood, czyniąc z dzieła filmowego główną atrakcję dla widzów. Mało jednak brakowało, by dzieło na zawsze odłożono na półkę.

Od Gelbfisza do Goldwyna

Samuel Goldwyn, tak jak wielu innych imigrantów szukających szczęścia w Ameryce, kilka razy zmieniał personalia. Urodził się w Warszawie 17 sierpnia 1879 roku jako Szmul Gelbfisz, syn ubogiego chasyda Aarona Gelbfisza, zarabiającego marne grosze jako domokrążca, który zmarł, gdy jego syn miał zaledwie 16 lat. Liczna rodzina znalazła się w jeszcze gorszej sytuacji niż wcześniej, dlatego Szmul wyruszył w świat, by poszukać jakiejś pracy. Piechotą przebył prawie tysiąc kilometrów, aż wylądował w Hamburgu, gdzie odnalazł krewnych, u których popracował trochę w sklepie z rękawiczkami, by zarobić na bilet do Wielkiej Brytanii.

Tam też mieszkali jego krewniacy. Załatwili mu najpierw pracę u kowala, później u sprzedawcy gąbek, ale to nie było to, o czym marzył. Bo marzył o Ameryce. Udało mu się uzbierać dość pieniędzy, by zapłacić za bilet na statek do Kanady, a stamtąd przedostać się do Stanów Zjednoczonych. Zanim jednak wypłynął, zmienił nazwisko na Samuel Goldfish.

Kolejna zmiana nastąpiła już wtedy, gdy jako przemysłowiec w Hollywood za pomocą wszelkich środków usiłował sprawić, by jego nazwisko coś znaczyło w świecie filmu. To było w 1916 roku, gdy Goldfish wszedł w spółkę z braćmi Edgarem i Archibaldem Selwynami, a nazwę firmy Goldwyn Pictures złożyli ze swoich nazwisk: "Gold-" od Goldfisha, "-wyn" od "Selwyn". Po dwóch latach wspólnej pracy producenckiej Samuel Goldfish sądownie zmienił swoje dane, zostając (tym razem już na zawsze) Samuelem Goldwynem. I człowiekiem, którego nazwisko widniało w nazwie przedsiębiorstwa. Selwynowie byli wściekli, ale nic nie mogli zrobić.

Jako logo Goldwyn Pictures używało wizerunku lwa Leo otoczonego taśmą filmową. Zwierzę stało się jedną z najbardziej charakterystycznych marek w historii kina i znakiem rozpoznawczym wytwórni Metro-Goldwyn-Meyer, która powstała z połączenia wytwórni z Metro Pictures Corporation. Co ciekawe, wbrew nazwie w Metro-Goldwyn-Meyer nie było już Goldwyna. Pchany ambicją w 1923 roku założył swoją firmę Samuel Goldwyn Productions. Chciał być sam odpowiedzialny za swoje produkcje, bez konieczności ciągłego docierania się ze wspólnikami. A miał już ich wcześniej niemało.

Lew Leo podczas nagrywania ryku w hollywoodzkim studiu. Fot. wikimedia/domena publiczna Lew Leo podczas nagrywania ryku w hollywoodzkim studiu. Fot. wikimedia/domena publiczna

Spryt, honor, niezgoda

– Samuel Goldwyn był nieznośnym człowiekiem. Miał szalony, wybuchowy temperament – mówił w Polskim Radiu Andrzej Krakowski, autor książki "Pollywood. Jak stworzyliśmy Hollywood". Według niektórych to właśnie cechy jego osobowości sprawiły, że w ciągu stosunkowo krótkiego czasu udało mu się przenieść z Warszawy do USA. Podobno zarówno rodzina w Hamburgu, jak i angielscy krewni chcieli po prostu się go pozbyć, więc chętnie dołożyli większą część sumy potrzebnej na bilety. Trudno dziś zweryfikować te plotki, jednak reszta życiorysu Goldwyna potwierdza, że w celu realizacji swoich planów gotów był zrobić bardzo wiele, a przy tym nie cieszył się opinią łatwego we współpracy.


Posłuchaj
42:28 Pollywood.mp3 Andrzej Krakowski, scenarzysta oraz autor książki "Pollywood. Jak stworzyliśmy Hollywood", opowiada o polskich współtwórcach Hollywood w audycji Jerzego Sosnowskiego z cyklu "Klub Trójki". (PR, 15.11.2011)

 

Po przyjeździe do Ameryki Goldwyn powrócił do biznesu, który miał okazję poznać w Hamburgu. Zaczął sprzedawać rękawiczki. Chcąc oszukać rząd USA, który wprowadził niekorzystne dla niego przepisy celne, użył wybiegu. Zamawiał wielkie partie towaru w Europie, każąc jednak zapakować w jednym transporcie same lewe rękawiczki, w innym zaś same prawe. Później nie zgłaszał się po przesyłkę w porcie docelowym. Czekał na licytację porzuconych towarów, która odbywała się tradycyjnie pół roku po wyładunku. Kupował je za bezcen. Nikt inny nie chciał nabyć paczek pełnych tylko lewych albo tylko prawych rękawiczek.

W 1910 roku Goldwyn, który dzięki tym sprytnym pomysłom dorobił się już małej fortuny, ożenił się w Nowym Jorku i zaczął namawiać szwagra Jessego Lasky'ego , by weszli w biznes filmowy. Firma, która wtedy powstała, była zalążkiem przyszłej Paramount Pictures, ale Goldwyn nie uczestniczył w jej sukcesie, bo rozstał się ze wspólnikami niedługo po 1915 roku, kiedy rozwiódł się z żoną.

Od początku nie układało mu się w małżeństwie. W pracy nie było lepiej. Z Laskym był w ciągłym konflikcie, uważał bowiem, że jest marginalizowany w ich wspólnym dziele, czego wyrazem była choćby nazwa firmy - The Jesse L. Lasky Feature Play Company, po zmianach Famous Players Lasky Corporation. A jak wiemy, nazwisko na szyldzie przedsiębiorstwa było tym, czego pragnął najbardziej.

Zanim jednak zerwał ze szwagrem, razem dali światu słynny westernowy romans "Mąż Indianki", który tak istotnie wpłynął na przyszłość Hollywood.

Jesse L. Lasky, Adolph Zukor, Samuel Goldwyn, Cecil B. DeMille i Al Kaufman - filmwcy zrzeszeni w wytwórni Famous Players Lasky Corporation. Fot. wikimedia/domena publiczna Jesse L. Lasky, Adolph Zukor, Samuel Goldwyn, Cecil B. DeMille i Al Kaufman - filmwcy zrzeszeni w wytwórni Famous Players Lasky Corporation. Fot. wikimedia/domena publiczna

Rodaku, ratuj!

"Męża Indianki" w reżyserii debiutanta Cecila B. DeMille'a chciano początkowo kręcić na wschodnim wybrzeżu USA, bo tam wytwórnia The Jesse L. Lasky Feature Play Company miała swoją siedzibę. Na każdego jednak, kto próbował w tych okolicach używać sprzętu niezbędnego do stworzenia utworu kinematograficznego, czyhali prawnicy Thomasa Edisona, który twierdził, że jego patenty zapewniają mu udział finansowy w każdym przedsięwzięciu filmowym. Patentów Edisona nie uznawała jednak Kalifornia. Filmowcy zapakowali kamery i rekwizyty do pociągu i pojechali na zachód. Zdjęcia powstały w okolicy Hollywood. Próbny pokaz filmu zakończył się jednak katastrofą.

siegmund Lubin wiki pixabay 1200.jpg
Siegmund Lubin. Polak, który robił filmy, zmniejszał projektory i drażnił Edisona

Po załadowaniu taśmy do projektora okazało się, że coś jest nie tak z obrazem. Brakowało kawałka u góry ekranu, za to fragment ten pojawiał się na dole. Film skakał i tańczył przed oczami widzów. Twórcy byli zrozpaczeni. Zbadali taśmę, tam jednak każda klatka była w porządku. Nikt nie miał pojęcia, co się dzieje. I wtedy Goldwyn przypomniał sobie o istnieniu innego żydowsko-polskiego emigranta pracującego w biznesie filmowym. Był to Siegmund Lubin (urodzony jako Zygmunt Lubszyński), wynalazca i jeden z pionierów światowego kina. Nikt nie znał się na technologii filmowej tak, jak Lubin.

Goldwyn pojechał do Filadelfii, by poprosić rodaka o pomoc. Ten szybko znalazł przyczynę błędnego wyświetlania obrazu. Niedoświadczony reżyser Cecil B. DeMille w ramach oszczędności kupił nieperforowaną taśmę i starą maszynkę do perforacji, by samodzielnie podziurkować film. Maszynka była produkcji angielskiej i robiła 65 dziurek na taśmie, podczas gdy standard amerykańskich projektorów to były 64 dziurki. To wystarczyło, by film "zwariował" i pokazywał na ekranie częściowo przesunięte klatki.

Po diagnozie Lubin zabrał się do naprawy. Okleił brzegi negatywu wąską taśmą i podziurkował go zgodnie z wymaganiami amerykańskiego sprzętu. "Mąż Indianki" był uratowany, ocalona została przyszłość zarówno wytwórni The Jesse L. Lasky Feature Play Company, jak i samego Samulea Goldwyna, który przez kolejne dekady produkował świetne filmy, lansował gwiazdy kina i zdobywał Oscary. Znaczną część długiego życia spędził w Beverly Hills, konsumując finansowe i artystyczne sukcesy. Zmarł 31 stycznia 1974 roku w wieku 91 lat.

Kartka reklamowa promująca film "Mąż Indianki" . Fot. wikimedia/domena publiczna Kartka reklamowa promująca film "Mąż Indianki" . Fot. wikimedia/domena publiczna

***

Korzystałem z książki Andrzeja Krakowskiego "Pollywood. Jak stworzyliśmy Hollywood" (Warszawa 2011)

mc

Czytaj także

Paweł Edelman - oko Polańskiego i Wajdy

Ostatnia aktualizacja: 26.06.2021 05:45
26 czerwca 1958 roku, w Łodzi urodził się operator filmowy, Paweł Edelman. Należy do najwybitniejszych polskich operatorów filmowych średniego pokolenia.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Truman Capote. "Śniadanie u Tiffany'ego" zmieniło wszystko

Ostatnia aktualizacja: 30.09.2021 05:45
Truman Capote powiedział kiedyś, że jego kariera dzieli się na dwa okresy - przed i po "Śniadaniu u Tiffany'ego". Za tym sukcesem stał nie tylko talent pisarza, lecz także kultowa adaptacja z Audrey Hepburn. Co druga znajoma Capote'a uważała, że jest pierwowzorem głównej bohaterki. A pewna kobieta z Manhattanu wytoczyła mu w związku z tym proces.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Orson Welles. Wizjoner radia i kina

Ostatnia aktualizacja: 10.10.2021 05:35
36 lat temu zmarł Orson Welles – aktor, reżyser, człowiek, który złotymi zgłoskami wpisał się w annały radia i kina. W pionierskich czasach obu tych mediów dał się poznać jako człowiek, który nie bał się z młodzieńczą odwagą przekraczać dotąd ustalonych granic. 
rozwiń zwiń

Czytaj także

Merian Cooper, producent hitu kinowego "King Kong" walczył o wolność Polski

Ostatnia aktualizacja: 24.10.2021 05:45
24 października urodził się Merian C. Cooper, amerykański pilot, który po zakończeniu I wojny światowej nie wrócił do domu. Późniejszy producent kinowego hitu "King Kong" z 1933 roku, walczył w wojnie polsko-bolszewickiej z powodu rodzinnego długu zaciągniętego u Tadeusz Kościuszki. 
rozwiń zwiń

Czytaj także

Hollywood. Symbol amerykańskiej Fabryki Snów

Ostatnia aktualizacja: 13.07.2021 05:40
Zanim słynny biały napis Hollywood stał się znakiem rozpoznawczym amerykańskiej Fabryki Snów, miał być wyłącznie reklamą lokalnej firmy deweloperskiej. Był też pierwotnie nieco dłuższy, bo brzmiał Hollywoodland.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Nie czas umierać". Co filmy o Bondzie mówią o czasach, w których powstały?

Ostatnia aktualizacja: 01.10.2021 06:00
Ekranowe przygody Agenta 007 mówią wiele o aktualnych w danym czasie lękach ludzkości i trendach kulturowych. W ekranizacjach można znaleźć zarówno zimnowojenny strach przed atomową zagładą, jak i gonitwę za... sukcesem "Gwiezdnych wojen". 
rozwiń zwiń