more_horiz
Radio Chopin

Wiłkomirska - Szymanowski, 1955

Ostatnia aktualizacja: 05.05.2018 18:46
Odeszła mistrzyni polskiej wiolinistyki, Wanda Wiłkomirska. Będziemy ją pamiętać z różnych kreacji, wśród nich jednak szczególne miejsce zajmuje muzyka Szymanowskiego. Zwłaszcza jego I Koncert skrzypcowy. A świadectwem jego roli jest płyta, jaką w 2015 roku opublikował Warner. 60 lat po utrwalonym na niej wydarzeniu.
Koncert inaugurujący odbudowaną salę FN i Konkurs Chopinowski 1955
Koncert inaugurujący odbudowaną salę FN i Konkurs Chopinowski 1955Foto: Warner

21 lutego 1955 r. – to był szczególny wieczór. Podwójna inauguracja: kolejnego Konkursu Chopinowskiego (pamiętnego może jeszcze bardziej z powodu wyjątkowych jurorów, którzy podczas niego występowali, niż laureatów), a także odbudowanej po wojnie sali Filharmonii Narodowej w Warszawie. Płyta Warnera przedstawia przebieg całego wieczoru, wraz z przemówieniami Sokorskiego i Iwaszkiewicza. Dla utrwalenia historyczności chwili można zrozumieć uwzględnienie i tej części oficjalnej, ale zostawmy ją na boku. Ważna jest muzyka. Na taką okazję: wyłącznie polska. Bez fortepianu i bez Chopina, który miał panować na estradzie przez kolejne tygodnie. Muzyka orkiestrowa: od uwertury Bajka Moniuszki do całkiem świeżutkiego wówczas Koncertu na orkiestrę Lutosławskiego (prawykonanie ledwie cztery miesiące wcześniej!). Z najważniejszym I Koncertem skrzypcowym Szymanowskiego pośrodku. Najważniejszym poczwórnie.

Po pierwsze: mimo atrakcyjności Koncertu Lutosławskiego, to jednak muzyka Szymanowskiego była clou programu.

Po drugie: nagranie zdecydowanie preferowało solistkę – rejestracja brzmienia orkiestry nie uwodzi.

Po trzecie: nie uwodzi też sama gra orkiestry. Był to wciąż jeszcze zespół bardzo surowy, zwłaszcza pod batutą Witolda Rowickiego, który – powiedzmy – nie miał skłonności do bawienia się w szczególne subtelności albo do skupiania się na więcej niż jednym, leżącym na wierzchu wątku narracyjnym.

Po czwarte: w przeciwieństwie do orkiestry, uwodzi skrzypaczka. I to może nawet bardziej, niż kiedykolwiek.

W 1955 roku dla Wandy Wiłkomirskiej I Koncert Szymanowskiego był wciąż świeżym utworem – grała go dopiero od dwóch lat, zdążyła przeniknąć, wciąż jednak najwyraźniej zachwycał ją od strony nie tylko muzycznej, ale i czysto wiolinistycznej. Może zresztą był to skutek wyjątkowej chwili, mam jednak wrażenie, że podobnej intensywności brzmienia, śpiewności – z pewnością kontrolowanej, ale jednocześnie wirtuozowsko zapamiętałej w grze – później już nie osiągała. Mam tu na myśli głównie jej płytowe nagranie z 1961 roku, również z Rowickim. Już wprawdzie stereofoniczne ale wciąż niezbyt poprawnie nagrane (orkiestra wciąż słabo czytelna w tle). Wprawdzie klasyczne – to ta rejestracja była punktem odniesienia przez dekady – dla posłuchania skrzypiec niewątpliwie będę jednak teraz sięgał po live z 1955. A dla posłuchania orkiestry – po późniejsze o pół wieku nagranie Daniela Hardinga.

Jakub Puchalski