more_horiz

"Syberyjska Golgota". Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: wystarczyło być Polakiem, by zostać potraktowanym jako wrogi element

Ostatnia aktualizacja: 10.02.2019 13:48
W dniu wydarzenia, które w polskiej świadomości społecznej utrwaliło się jako "Syberyjska Golgota", w Polskim Radiu 24 premierowa odsłona nowego cyklu dokumentalnego poświęconego osobom, które nie z własnej woli w latach 40. zostały zesłane na daleki Sybir. – Rosjanie wykorzystywali te tereny, by pozbywać się niewygodnej ludności – powiedział ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który był pierwszym gościem audycji.
Audio
  • 10.02.19 ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: „Deportacje dotykały ludzi, którzy cokolwiek mieli wspólnego z polską państwowością (…)”.
zdjęcie ilustracyjne
zdjęcie ilustracyjneFoto: Polskie Radio

W czasie II wojny światowej Związek Sowiecki przeprowadził cztery akcje deportacyjne polskich obywateli. Nocą z 9 na 10 lutego 1940 roku Sowieci wywieźli z Polski pierwszych 140 tys. osób. Ks. Isakowicz-Zaleski zwrócił uwagę, że deportacje były "elementem niszczenia społeczeństwa polskiego, które było odbierane jako niepokorne i posiadające własne aspiracje niepodległościowe".

– Pakt Ribbentrop-Mołotow i wybuch II wojny światowej spowodowały, że połowa Polski, z kilkunastoma milionami osób, została, w wyniku czwartego rozbioru, bo tak trzeba to nazwać, częścią Związku Sowieckiego. Ok. 5 mln osób to rdzenni Polacy, którzy dla rosyjskich komunistów byli znani ze swojej niepokorności i chęci posiadania wolnego państwa. Różne wydarzenia miały na celu ich ujarzmienie. Mowa tu o wszelkich mordach i zbrodniach, a także chęci pozbycia się "wrogiego elementu" poprzez wywózkę w głąb ZSRS – dodał rozmówca Polskiego Radia 24.

Jako barbarzyńskie określił ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski wywózki Polaków na Sybir. Rosjanie zakładali, że część z nich zginie, nie wytrzymując trudnych warunków, a inni będą ulegli. – Pozbycie się grup przywódczych z polskiego społeczeństwa miało spowodować, że reszta Polaków będzie pokornymi niewolnikami  zaznaczył.

Deportacje na Syberię dotknęły w głównej mierze księży, rodziny nauczycieli, wojskowych, urzędników, pracowników służby leśnej, a także kolei państwowych. Jednak, jak się szacuje, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt procent wywiezionych na syberyjską katorgę stanowili przedstawiciele mniejszości narodowych, którzy byli obywatelami Rzeczypospolitej i utożsamiali się z państwem polskim.

– Do tego grona można zaliczyć Ukraińców, Białorusinów oraz Żydów. Można zastanawiać się dlaczego na zsyłki kierowano leśników. Powodem, oprócz tego, że zaliczano ich do grona urzędników państwowych, było przede wszystkim to, iż świetnie znali topografię terenu. Sowieci obawiali się utworzenia partyzantki i dlatego pozbywali się leśników, by nie było komu wskazywać ścieżek w lasach – wyjaśnił duchowny.

Transport na Syberię trwał niekiedy kilka tygodni. Wielu z deportowanych nie doczekiwało końca podróży. Umierali z wycieńczenia, głodu, zimna, pragnienia, a także chorób. Warunki w wagonach były dramatyczne. Śmiertelność była ogromna. – Szacuje się, że w ciągu dwóch lat deportowano ok. 1-1,5 mln Polaków, z których prawie 20 proc. zginęło nie dojechawszy do miejsca docelowego  przypomniał ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Audycję "Syberyjska Golgota" prowadził Adrian Klarenbach.

Polskie Radio 24/db

-------------------------------------

Data emisji: 10.02.2019

Godzina emisji: 13.09

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Zesłani na wieczne osiedlenie

Ostatnia aktualizacja: 10.02.2019 06:03
- Sowieci dążyli do biologicznego wyniszczenia narodu polskiego na zajętych obszarach. Zniszczenia wszelkich śladów polskości poprzez deportacje ludności. To była ogromna akcja, która w czterech wywózkach objęła kilkaset tysięcy ludzi – powiedział prof. Paweł Wieczorkiewicz.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Wywózki. Deportacje. Życie na "nieludzkiej ziemi"

Ostatnia aktualizacja: 25.10.2018 22:00
Zesłania i wywózki w głąb Rosji to część polskiego losu głęboko wpisana w naszą historię i kulturę. Jak zauważa prowadzący audycję Piotr Legutko niewiele jest polskich rodzin, gdzie nie ma jakiejś cząstki tej historii: okruchów pamiątek, śladów po kimś, kto doświadczył takiego losu.
rozwiń zwiń