X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem
more_horiz
Polskie Radio

Rozmowa z Ewą Stankiewicz

Ostatnia aktualizacja: 14.05.2012 16:30

Zuzanna Dąbrowska: We Wrocławiu mój gość: redaktor Ewa Stankiewicz. Dzień dobry.

Ewa Stankiewicz: Dzień dobry.

Z.D.:  Ewa Stankiewicz, czyli reżyserka, dokumentalistka, prezes Stowarzyszenia „Solidarni 2010”, a także autorka artykułów w Gazecie Polskiej Codziennie. Stała się pani bohaterką w pewnym sensie doniesień prasowych, głównych nagłówków i serwisów informacyjnych w mediach za sprawą incydentu z posłem Niesiołowskim. Dlaczego tak bardzo chciała pani rozmawiać z posłem Niesiołowskim, skoro on rozmawiać z panią nie chciał?

E.S.: Ale jak to jak bardzo chciałam rozmawiać?

Z.D.:  Dlaczego tak bardzo?

E.S.: Znaczy ja nie jestem winna temu, że pan Niesiołowski został wybrany na posła Rzeczpospolitej Polskiej, a ja akurat relacjonowałam wydarzenia, w których on uczestniczył czynnie. To nie było tak bardzo. To znaczy jak bardzo? Ja powtórzyłam pytanie, pytanie zostało powtórzone tylko raz, a pytanie dotyczyło bezpośrednio sceny, którą zaobserwowałam przed chwilą, to znaczy, że poseł nie został wypuszczony z sejmu. I ja widząc tę scenę, zapytałam posła, czy wie, dlaczego tak się stało. I on nawet... on zareagował agresywnie bardzo szybko, to nie... On mówi teraz o jakimś nagabywaniu, ale ja odtworzyłam sobie to nagranie i poprosiłam również o opublikowanie surówki i on po kilkunastu sekundach staje się agresywny, agresywny nie pod wpływem pytania mojego, tylko pod wpływem tego, że pyta, kto pyta, ja mówię: Ewa Stankiewicz i on staje się agresywny na dźwięk mojego nazwiska i zaczyna mnie obrażać. I pierwsze obraźliwe słowa padają kilkanaście sekund po pierwszym kontakcie z posłem Niesiołowskim. Ja odpieram...

Z.D.:  Ja też obejrzałam ten film, obejrzałam ten film i policzyłam, poseł Niesiołowski powiedział dokładnie cztery razy, że nie chce z panią rozmawiać, no i wtedy zadała mu pani pytanie i wtedy zachował się agresywnie.

E.S.: W ciągu kilku sekund powiedział to cztery razy. On ma taki dosyć szybko, że tak powiem... no, nerwowo reaguje. Natomiast sytuacja się rozegrała bardzo szybko i trudno tu mówić o jakimkolwiek nagabywaniu. On zaczyna mnie obrażać po kilkunastu sekundach, ja odpieram te jego obraźliwe słowa, mówię, że nie jestem propagandzistą, Solidarni 2010 nie są... są po prostu filmem dokumentalnym, i powtarzam pytanie. I w momencie, kiedy powtarzam to pytanie – raz – on rzuca się na mnie i nie odpycha kamerę, dlatego że musi podbiec do mnie, bo ja trzymam taki dystans, on musi podbiec, żeby zaatakować. I ja...

Z.D.:  A właśnie zaatakować, czyli co się dokładnie wydarzyło? Bo w wywiadzie, który czytałam z panią w jednym z dzienników...

E.S.: Jeśli można...

Z.D.:  ...mówi pani, że wydaje mi się, że mnie szarpał i chwycił za nadgarstki. No to chyba musi być na taśmie.

E.S.: Tak... To znaczy na taśmie... Ja to tylko filmowałam, tak? I on momencie, kiedy mnie zaatakował, no to słychać tylko dźwięki, no bo to jest z tej kamery i ten moment szarpania nie widać, tylko słychać, no bo po prostu on zaatakował mnie. I w tym wszystkim ta kamera gdzieś tam jakoś też była szarpana, tak że ja też byłam w szoku...

Z.D.:  Ja dopytuję się o te obrażenia, no bo jest zapowiedź procesu i to jest sprawa dość podstawowa przy takiej perspektywie, że spotkacie się państwo w sądzie.

E.S.: No tak, ale ja myślę, że to nie tylko chodzi o to, że on naruszył moje... Bo ja nie mogę powiedzieć, że ja mam jakieś siniaki czy musiałam się leczyć, pójść do szpitala, bo to nie jest tak. Chodzi o to, że on zaatakował mnie fizycznie, to znaczy on nie tylko... rzucił się na mnie dwukrotnie. Po raz pierwszy rzucił się i to nie było odepchnięcie kamery, tylko złapał tę kamerę i zaczął ją ściskać, aż tam coś gruchnęło w mikrofonie, a za drugim razem rzucił się i chwycił, o ile ja pamiętam, bo wie pani co, ja byłam zaskoczona rzeczywiście...

Z.D.:  Zdenerwowana.

E.S.: Tak, to mnie nie ukrywam przestraszyło, bo ja liczyłam się z taką agresją fizyczną. I o ile pamiętam, to rzeczywiście chwycił mnie chyba za nadgarstki, szarpał mnie za ubranie, ale ja rzeczywiście mówię zgodnie z prawdą, byłam też... no, zaskoczył mnie, byłam wtedy też bardzo... Wystraszyłam się, więc nie potrafię tego dokładnie odtworzyć. Natomiast zaatakował, o ile pamiętam, zaatakował nie tylko kamerę, zaatakował mnie, dlatego będę się domagać ujawnienia nagrań z kamer przemysłowych tam w sejmie, które musiałby to nagrać. Ale myślę, że problem nie polega na tym, że on... czy ja mam siniaki, czy nie. To jest inny problem. Problemów jest kilka. Po pierwsze to, że poseł sobie nie życzył. Nie byliśmy na balu, ja nie poprosiłam posła do tańca, żeby grzecznie, kiedy odmówił, przeprosić i odejść. Ja byłam dziennikarzem, który relacjonuje wydarzenia, w których czynnie uczestniczy poseł Rzeczpospolitej Polskiej. Pytanie nie było żadną prowokacją, było naturalną konsekwencją wydarzeń, w których on uczestniczył: „Czy wie, dlaczego nie został wypuszczony z sejmu?”. Natomiast on słysząc moje nazwisko, rzucił stek wyzwisk, i to była prowo... to właśnie można nazwać prowokacją i takim gnębieniem, bo on nie przestawał rzucać obelg pod moim adresem.

Z.D.:  No tak, ale ja jako też...

E.S.: I jeśli tutaj można mówić o prowokacji, to z jego strony raczej chyba.

Z.D.:  Jako dziennikarka też mam pytanie, sama sobie zadaję takie pytanie: czy warto? To znaczy w momencie, kiedy widać, że ktoś nie chce rozmawiać i nawet wygląda jeszcze, zanim doszło do całego zdarzenia, że się strasznie denerwuje, to rozumiem, że taki obrazek już jest. Warto było czekać na to pytanie, na to, żeby tak się stało?

E.S.: Wie pani co? Właśnie problem polega na tym, że gdyby on rzeczywiście... ja powtórzyłam pytanie i gdyby on rzeczywiście powtórzył, że... Ja bym odeszła, gdyby on mi pozwolił odejść, natomiast on tak szybko zaczął mnie obrażać i agresywnie się zachowywać wobec mnie, że uniemożliwił (...) 6:20 bo ja wtedy nie miałam wyjścia, nie mogłam zamknąć kamery w momencie. Kiedy on rzuca stek wyzwisk pod moim adresem pani sobie wyobraża, że co, że ja wtedy mogłam wyłączyć kamerę i odejść? Przecież to jest tak... Ja rejestrowałam zachowanie posła Rzeczpospolitej Polskiej. I rzeczywiście, gdyby on grzecznie odmówił, nie chciał, ja być może powtórzyłabym i powtórzyłam to pytanie i gdyby on zachował takie elementarne standardy kultury, pewnie nie miałabym wyjścia i rzeczywiście bym odeszła, natomiast on...

Z.D.:  Emocje tego dnia nabuzowały na ulicy. Jest druga sprawa dotycząca rzekomego pobicia posła Platformy Obywatelskiej, też widzieliśmy filmik ze związkowcami, którzy użyli kija od transparentu, czy jedna osoba, nie wiem, nie przesądzam. Są sytuacje, w których politycy, mówiąc potocznie, wychodzą z nerw. Pamięta pani słynne słowa „spieprzaj, dziadu”?

E.S.: O ile pamiętam, to... Znaczy z tego, co wiem, to po pierwsze nie brzmiało „spieprzaj, dziadu”, tylko „spieprzaj pan”, a później było roztrąbione jako „spieprzaj, dziadu”, ale nie zagwarantuję tego, bo nie wiem. Z tego, co słyszałam, to było „spieprzaj pan”. I co innego „spieprzaj pan”, a co innego „won do PiS-u”, wyrażanie się o człowieku „to”, bo tak o mnie powiedział Niesiołowski, że „to najgorsze, co może być” o mnie, „wstrętna pisówa”. Wyobraża sobie pani, że ktoś, na przykład, nie wiem, Joachim Brudziński czy ktoś z prawej strony mówi tak do dziennikarki mainstreamowych mediów, że jest wstrętną platformówą i won do Platformy i won stąd i „to” najgorsze, co może być? Bo tak Julia Pitera broni też ataku Niesiołowskiego na mnie. Więc ja chciałabym się też dowiedzieć, czy gdyby ktoś o Julii Piterze powiedział, że Pitera to wstrętna platformówa i won stąd, czy też by zrozumiała takie zachowanie? Bo to trzeba...

Z.D.:  Myślę, że się politykom zdarza, tylko że to nie jest na styku mediów i polityki, tylko obywateli rozeźlonych. I to wszystkie partie i wszyscy znani politycy jakby przyjmują takie ciosy, są obrzucani różnymi inwektywami z różnych bardzo powodów. W czasie spotkań...

E.S.: Ja nie jestem przyzwyczajona do tego, żeby ktoś mnie obrzucał w ten sposób. W każdym razie ja nie obraziłam go ani jednym słowem i nawet na takie inwektywy z moich ust nie padło ani jedno obraźliwe słowo w stosunku do niego. I to, że być może pani znajduje wytłumaczenie na to, ja nie wiem, ja w swoich standardach raczej nie widzę takiej przestrzeni na takie obrażanie. I nawet kiedy zostałam tak upokorzona na oczach jego kolegów partyjnych, nie pozwoliłam sobie na ani jedno obraźliwe słowo wobec niego. Natomiast on po prostu kontynuował to i on się pastwił nade mną na oczach wszystkich. Natomiast to, że pani użyła takiego słowa „prowokacja”, to proszę mi powiedzieć, w jaki sposób ja sprowokowałam go?

Z.D.:  Ja nie bardzo właśnie użyłam takiego słowa, raczej starałam się go nie używać, bo nie chcę wchodzić w ten spór...

E.S.: Że go sprowokowałam, bo w jaki sposób... znaczy w jaki sposób...

Z.D.:  Nie, pytałam, czy było warto czekać na to, aż konflikt tak bardzo się zaogni?

E.S.: Ale to wszystko trwało kilkanaście sekund. Jeśli pani widzi na filmie, to wszystko trwało... On mnie zaskoczył po prostu taką skalą agresji. Ja jestem przyzwyczajona do tego, że politycy czy niektórzy ludzie chcą spławić po prostu dziennikarza i rasowy dziennikarz, który robi materiał czy relację, nie powinien dać się spławić w oczywistych sytuacjach. Oczywiście często jest tak, że nie ma wyjścia, że trzeba się poddać, natomiast on...

Z.D.:  Ale też trzeba się liczyć z konsekwencjami.

E.S.: Ale jakimi konsekwencjami? Znaczy konsekwencjami czego, niech pani powie. Bo ja mu zadałam pytanie, które nawet nie było kontrowersyjne. Ja go w żaden sposób nie prowokowałam, nie filmowałam wcześniej. On zareagował agresją po kilkunastu sekundach pierwszego kontaktu z nim mojego w życiu, bo ja go nie widziałam na oczy nigdy w życiu wcześniej na żywo.

Z.D.:  Ja starałam się nie...

E.S.: Więc czym go sprowokowałam? Swoim nazwiskiem, tym, że ja w ogóle miałam czelność podejść do niego, tym, że mamy takie standardy w Polsce, że tylko zaprzyjaźnieni dziennikarze mogą zadawać pytania politykom władzy? Przecież my jesteśmy właśnie po to, żeby patrzeć na ręce władzy.

Z.D.:  Ja nie chcę w czasie tej rozmowy ferować wyroków, nie chcę w ten sposób jakby opowiadać i nie tłumaczyłam też posła Niesiołowskiego, bo uważam, że jego zachowanie było po prostu złe, Interesowała mnie praca dziennikarza, reportera, który obserwuje takie wydarzenia. I bardzo serdecznie dziękuję pani za rozmowę dzisiejszą. Moim gościem była Ewa Stankiewicz.

E.S.: Dziękuję bardzo.

(J.M.)